Czy warto kupować sztukę?
Skąd u biznesmena pomysł na założenie galerii i domu aukcyjnego? Co stoi za filozofią ToTuArt?
Całe zawodowe życie spędziłem w biznesie – od korporacji po własne projekty – równolegle budując przez prawie 40 lat całkiem pokaźną kolekcję sztuki i, co dla mnie najważniejsze, przyjaźnie z artystami. Z czasem zapragnąłem stworzyć przestrzeń, w której zarówno początkujący, jak i zaawansowani kolekcjonerzy czują się swobodnie, a o sztuce rozmawia się równie naturalnie jak o pieniądzach. Moi biznesowi partnerzy, których zaraziłem kolekcjonowaniem, często mówili, że brakuje im takich miejsc w Polsce. Powstał więc ToTuArt – galeria, w której to wszystko się dzieje.
W ToTuArt można obejrzeć i kupić polską sztukę współczesną. Dlaczego zachęca pan do inwestowania właśnie w nią?
W porównaniu z USA, Europą Zachodnią czy Chinami sztuka w Polsce jest wciąż bardzo tania i bardzo dobra. Obowiązuje prosta zasada: kupuje się, gdy jest tanio, sprzedaje, gdy jest drogo. Z rynkiem sztuki stanie się to, co z mieszkaniami w ostatnich 20 latach – to kwestia czasu. Potencjał zakupowy w Polsce jest ogromny, a rynek sztuki jest dopiero na starcie. A największy zwrot z kapitału mają jak zwykle ci, którzy zobaczą ten potencjał na początku.
Jak więc powinna wyglądać poprawna dywersyfikacja portfela z uwzględnieniem sztuki?
Zgodnie z międzynarodowymi zasadami sztuka powinna stanowić 4-5 proc. majątku netto przy podejściu konserwatywnym, 10-12 proc. przy średnio odważnym i nawet 20 proc. i więcej dla osób z dużą wiedzą lub dobrymi doradcami. To szacunki z dojrzałych rynków, czyli tak jak na przykład w USA. Warto jednak przy tym pamiętać, by „nie wkładać wszystkich jajek do jednego koszyka” – często ważniejsza od pomnażania kapitału jest jego ochrona przed stratą. Najlepszymi strategiami budowania kolekcji są: kupowanie tego, co naprawdę się podoba i ma sensowny potencjał wzrostu; tworzenie kolekcji według określonego klucza (np. pokolenie, kierunek, temat); zakupy pod budżet i zakładaną stopę zwrotu oraz tzw. art branding, czyli traktowanie kolekcji jako elementu wizerunku osoby lub marki, który w Polsce na razie wciąż jest słabo wykorzystywany. Inwestowanie w sztukę wymaga cierpliwości – to nie jest gra na giełdzie, jednak finalnie trudno o piękniejszy i bardziej uszlachetniający wehikuł inwestycyjny niż sztuka. A w ToTuArt doradzamy, jak to robić.
A co potem zrobić z taką kolekcją?
Najważniejsze, by cieszyć się tą sztuką na co dzień. Można ją np. wystawiać publicznie lub wykorzystywać w art brandingu. Finalnie zawsze można ją sprzedać lub przekazać spadkobiercom – jak na dojrzałych rynkach, gdzie kapitał i kolekcje sztuki są wielopokoleniowe. W wielu krajach, choć jeszcze nie w Polsce, przekazanie kolekcji do muzeum pozwala na odpisy podatkowe nawet do 100 proc. wartości dzieł, co może być ważne dla tych przedsiębiorców, którzy mają rezydencje podatkowe lub zarejestrowane firmy poza Polską. Jest wiele możliwości i tu z pomocą przychodzą mądrzy doradcy.
Wróćmy jeszcze na chwilę do pojęcia art branding – co ono oznacza?
Jest to strategiczne wykorzystanie sztuki do budowania marki firmy lub wizerunku osobistego. W praktyce oznacza ono m.in. tworzenie kolekcji, finansowanie rzeźb w przestrzeni publicznej, murali i instalacji, mecenat, projekty łączące sztukę z PR-em oraz użycie języka sztuki w identyfikacji wizualnej, opakowaniach i aranżacji wnętrz. Celem nie jest tylko estetyka, lecz realny wzrost wartości marki oraz wyraźne odróżnienie się od konkurencji. ToTuArt – poza sprzedażą obrazów, rysunków i grafik – jest największą prywatną galerią rzeźby w Polsce. Wspólnie z artystami i kolekcjonerami/inwestorami realizujemy różne projekty, jak np. umieszczenie przy ulicy Dworcowej w Katowicach pięciometrowej rzeźby byka „Sztuka kompromisu” autorstwa Rafała Olbińskiego, która stała się nowym symbolem miasta, czy planowane na ten rok odsłonięcie czterometrowej rzeźby „Message sensuel” i wyjątkowej elewacji – obie autorstwa Wojtka Siudmaka – których odsłonięcie nastąpi w Zduńskiej Woli 24 października.
Jest pan od lat między innymi marszandem tych dwóch artystów, czyli Wojciecha Siudmaka i Rafała Olbińskiego. Jak doszło do tej współpracy?
Warto wyjaśnić, że ToTuArt jest wyłącznym światowym marszandem całej twórczości Wojtka Siudmaka, czyli zarówno obrazów, rzeźb, rysunków, grafik, a także biżuterii. Natomiast w przypadku Rafała Olbińskiego mamy globalną wyłączność na jego rzeźby i biżuterię. Obu znam bardzo długo, łączą nas relacje wykraczające poza klasyczny układ marszand–artysta. Z Rafałem gramy razem w golfa – to nasza pasja. Olbiński, światowej klasy malarz, rysownik i plakacista, kilka lat temu włączył także rzeźbę do swojej twórczości, a ja mam zaszczyt prowadzić ten obszar, promując go zarówno w przestrzeniach publicznych, jak i prywatnych. Rafał wciąż zaskakuje, niedawno ujawnił swój talent również jako poeta, co wychodzi mu naprawdę znakomicie.
Wojtek Siudmak jest moim przyjacielem i mentorem; wychowałem się na jego pracach z „Fantastyki”. Od ponad 60 lat mieszka w Paryżu, inspirował m.in. George’a Lucasa i Denisa Villeneuve’a, który mówi wprost, że bez Siudmaka nie byłoby jego „Diuny” i jego jako reżysera. Wojtek trafił do mnie, gdy szukał marszanda do globalnej opieki nad jego twórczością rzeźbiarską, a dziś ToTuArt odpowiada już za całe jego portfolio. Siudmak to artysta o unikalnej, światowej estetyce i globalnej rozpoznawalności: łączy realizm fantastyczny i neosurrealizm, renesansową precyzję z nieograniczoną wyobraźnią. Jego świat – w rzeźbie, malarstwie, rysunku i biżuterii – pełen jest osobistej symboliki, fantastycznych postaci i zaskakujących konstrukcji myślowych, a rządzi nim dewiza: „Tylko marzenie może przekroczyć wszelkie bariery”. Ta myśl jest też bliska filozofii ToTuArt, gdzie spotykają się różne artystyczne żywioły, połączone marzeniem o dzieleniu się pięknem.
ToTuArt angażuje się również w powstanie pierwszego Międzynarodowego Centrum Sztuki Science Fiction, Fantastyki i Nauki im. Wojciecha Siudmaka w Łodzi.
Tak, wspólnie z miastem Łódź tworzymy instytucję opiekującą się jego dorobkiem i działającą na styku sztuki, nauki i fantastyki. Projekt wystartuje już jesienią, a zainauguruje go wielka wystawa w EC1 20 listopada. Kolejnym krokiem będzie otwarcie tymczasowej siedziby Centrum w Ogrodach Geyera, a docelowo Centrum trafi do Willi Anstadta. Działania Centrum planujemy nie tylko na Łódź i Polskę, ale także będziemy działać globalnie.
Czy istnieje miejsce dla podmiotów lub osób fizycznych do współtworzenia tej wyjątkowej instytucji, jaką jest Centrum Siudmaka? Pytam o to chociażby w kontekście art brandingu.
Tak, oczywiście. Jesteśmy w trakcie opracowywania programu dla mecenasów i ambasadorów Centrum, więc serdecznie zapraszam do kontaktu. Możemy realnie doradzić, jak wykorzystać sztukę w budowaniu wizerunku firmy, łącząc ją z tym, co ponadczasowe: pięknem, kulturą, estetycznym wychowaniem nowych pokoleń oraz wymiernymi korzyściami dla kolekcjonerów i inwestorów. Zapraszam do bezpośredniego kontaktu ze mną.
Często mówi pan o sztuce jako o inwestycji emocjonalnej i finansowej, a dokładniej jak pan to rozumie?
Kolekcjonerstwo to emocje ubrane w świadomość ekonomiczną. Kiedy ktoś kupuje rzeźbę czy obraz, nie dokonuje samej transakcji, ale włącza się w opowieść i historię artysty, jednocześnie współtworząc swoją własną.