Branża handlowa: Niekończący się lockdown i zamknięcie sklepów nie mają sensu

Branża handlowa: Niekończący się lockdown i zamknięcie sklepów nie mają sensu

Arkadia, warszawska galeria handlowa, fot. Tomasz Ozdoba/Newspix
Arkadia, warszawska galeria handlowa, fot. Tomasz Ozdoba/Newspix / Źródło: Newspix.pl
Rząd przedłużył lockdown do 31 stycznia, co oznacza kontynuację zamknięcia sklepów, między innymi w galeriach handlowych. To cios dla przedsiębiorstw, których sklepy, decyzją administracyjną, zamknięto na około cztery miesiące, a które – podobnie jak ich klienci – wiedzą jak funkcjonować w reżimie sanitarnym i doskonale się do niego przystosowali.

W poniedziałek 18 stycznia do szkół podstawowych wrócili uczniowie klas 1-3. Równie optymistycznych wieści rząd nie miał dla przedsiębiorców, wśród których panuje duże zniecierpliwienie przedłużającymi się restrykcjami – tymczasem ograniczenia działalności gospodarczej nie zostały poluzowane ani o milimetr. Część przedsiębiorców traci już nadzieję i ogłasza upadłość, kolejni tną koszty i ograniczają zatrudnienie, inni analizują możliwości prawne wystąpienia o odszkodowania lub podejmują próby otwarcia biznesów, mimo zakazów i kontroli. Zmęczeni lockdownem są także sami Polacy. Jak wynika z ogólnopolskiego badania UCE RESEARCH i SYNO Poland, niemal 60 proc. ankietowanych rodaków jest zdania, że rząd nie powinien zamykać sklepów po 18 stycznia.

Choć bezpieczni, to zamknięci

W trakcie sesji Q&A z udziałem Prezydenta Andrzeja Dudy, minister zdrowia Adam Niedzielski - pytany o perspektywę znoszenia obostrzeń - wskazał, że strategia zakłada w pierwszej kolejności przywrócenie tradycyjnej nauki w szkołach. Z perspektywy gospodarczej zaś największe szanse na otwarcie ma handel, ponieważ ryzyko transmisji wirusa jest tam stosunkowo najmniejsze.

Ten argument od wielu tygodni podnoszą firmy, których sklepy w galeriach handlowych pozostają zamknięte, mimo iż wdrożyli dodatkowe środki bezpieczeństwa w swoich placówkach. Wiele z tych standardów przekracza wytyczne Głównego Inspektora Sanitarnego, dzięki czemu - według danych Polskiej Rady Centrów Handlowych - nie odnotowano przypadków przeniesienia wirusa na współpracowników i klientów. Ci ostatni szybko dostosowali się zresztą do sytuacji epidemiologicznej, co potwierdziły badania zmian w zachowaniach zakupowych Polaków w kontekście epidemii Covid-19 i ich wpływu na zagrożenie epidemiologiczne, przeprowadzone przez Selectivv Data Tank, zrobione przed listopadowym lockdownem, gdy wszystkie sklepy w galeriach handlowych były otwarte.

Analitycy, bazując na informacjach od 16 mln unikalnych użytkowników w Polsce, zauważyli zmiany w długości i częstotliwości wizyt w placówkach handlowych w stosunku do okresu sprzed pandemii. Częściej zaglądaliśmy do dyskontów – średnio siedem razy w ciągu dwóch miesięcy, spędzając tam na zakupach 32 min i 16 sekund. Jeszcze więcej czasu zajmuje nam wybór i zakup materiałów budowlanych i remontowych – ponad 38 min – i wracamy do nich średnio pięć razy. Najrzadziej i najkrócej bywamy w sklepach ze sprzętem AGD, RTV i IT – niespełna 17 min, aż o 7 min krócej niż przed pandemią. Spadła też liczba wizyt w tych sklepach.

Zmiana w zachowaniach klientów jest więc bardzo wyraźna. W ich świetle nie znajduje uzasadnienia ani zamkniecie sklepów z elektroniką, ani pozostawienie otwartych wybranych sklepów w galeriach handlowych - salonów meblowych, czy sklepów z materiałami remontowo-budowlanymi, w których czas zakupów i ich częstotliwość są większe.

Firmy z zamkniętych branż handlu detalicznego nie rozumieją jakimi danymi i jakim kluczem posługuje się rząd, zamykając wybrane sklepy w galeriach handlowych. Dlaczego przebywanie w wielkopowierzchniowym sklepie z meblami czy materiałami budowlanymi jest bezpieczne, a w sklepie z obuwiem czy elektroniką już nie? Brak logicznego uzasadnienia tych podziałów powoduje, że część przedsiębiorców czuje się dyskryminowana i myśli o pozwach o odszkodowania. A jak piszą przedstawiciele Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług, „rażąca nierówność pomiędzy przedsiębiorcami spowodowana przez decyzje rządu, powoduje frustrację, jakiej dotychczas nie obserwowano wśród członków organizacji”.

Badania podważają sens zakazów

Z apelem o ponowne otwarcie gospodarki i rewizję dotychczasowej strategii walki z pandemią wystąpił też Związek Przedsiębiorców i Pracodawców. Jego przedstawiciele powołują się na wyniki badań naukowców z Uniwersytetu Oxforda oraz Instytut Ushera Uniwersytetu Edynburskiego. Przeanalizowali oni wpływ wprowadzanych ograniczeń na transmisję wirusa oraz wzrost zachorowań. Z obu badań płyną zbieżne wnioski – najefektywniejszym środkiem ograniczania transmisji wirusa wydaje się być ograniczenie zgromadzeń publicznych oraz stacjonarnej działalności placówek edukacyjnych. Z kolei zamykanie działalności gospodarczych ma ograniczony, od niskiego do umiarkowanego, wpływ na liczbę zakażeń. A więc to ponowne zezwolenie na zgromadzenia publiczne oraz otwarcie szkół wiążą się z największym wzrostem zachorowań.

Czy lockdown skończy się z końcem stycznia?

Z zapowiedzi przedstawicieli rządu wynika, że w najbliższych dniach powstaną kolejne protokoły bezpieczeństwa dla placówek handlowych i usługowych. Zaznaczają oni przy tym, że wypracowanie takich procedur nie oznacza jeszcze zielonego światła dla biznesu. Tymczasem możliwości przetrwania tak długiego zamknięcia i cierpliwość przedsiębiorstw się kończą, dlatego przedstawiciele branży handlowej oczekują niezwłocznego, przejrzystego harmonogramu otwierania gospodarki, co dałoby szansę przedsiębiorstwom przetrwać lockdown i uratować swoją działalność.

Źródło: Wprost
+
 1

Czytaj także