Boeing leci

Boeing leci

Dennis Muilenburg
Dennis Muilenburg / Źródło: Shutterstock / John Gress Media Inc
Czy katastrofa lotnicza w Iranie będzie gwoździem do trumny Boeinga? Dwie wcześniejsze pogrążyły liczącą 104 lata firmę w największym w jej historii kryzysie.

Na nagraniu widać, jak tuż przed świtem w środę 8 stycznia lecący w ciemnościach samolot ukraińskich linii lotniczych na krótko rozbłyska, aby po chwili eksplodować, oświetlając niebo aż po horyzont. Pierwszy rozbłysk to – zdaniem irańskich służb – pożar silnika. Drugi – zderzenie samolotu z ziemią. Ale według źródeł zachodnich ukraińska maszyna mogła zostać omyłkowo zestrzelona przez Irańczyków (więcej o sytuacji w Iranie czytaj na str. 62). Boeinga 737-800, który kilka minut wcześniej wystartował z lotniska w Teheranie, pilotowała doświadczona ekipa. Nie zgłaszali żadnych problemów. Maszyna była praktycznie nowa – miała trzy lata, dwa dni wcześniej przeszła przegląd techniczny. Ukraińskie linie lotnicze, które cieszą się dobrą opinią, dostały ją prosto z fabryki Boeinga. Mimo to doszło do katastrofy, w której zginęło 176 osób – 167 pasażerów i 9 członków załogi. Przyczynę tragedii poznamy pewnie niedługo. Jakakolwiek by była, znów jest głośno o prawie nowym boeingu, który spadł z nieba kilka minut po starcie.

To fatalna wiadomość dla producenta samolotów z Chicago, który od wielu miesięcy próbuje wygrzebać się z tarapatów, w które wpędziły go dwie wcześniejsze katastrofy – boeinga 737 MAX. Kryzysu, który najpierw doprowadził do uziemienia, a później do wstrzymania produkcji tego najnowocześniejszego samolotu wąskokadłubowego na świecie. Za swoje błędy Boeing płaci dziś miliardy dolarów. Praktycznie co miesiąc notuje miliard dolarów straty. A są tacy, którzy wieszczą, że legendarny amerykański koncern może nawet zbankrutować.

Spadający bestseller

Jeszcze rok temu Boeing mógł spokojnie patrzeć w przyszłość. Produkował i sprzedawał najwięcej samolotów pasażerskich na świecie, a model 737 MAX – jego odpowiedź na nowoczesny samolot konkurencyjnego Airbusa A321neo – stał się bestsellerem. Zamówień było tak dużo, że fi rma miała problem z ich terminową realizacją.

Popularność MAX-a brała się stąd, że generował o 5 proc. niższe koszty podróży niż A321neo (który wszedł na rynek z obietnicą o 13 proc. niższych kosztów w stosunku do samolotów starszej generacji). Dla przewoźników oznaczało to milionowe oszczędności – a dla Boeinga pewne przychody.

Okładka tygodnika WPROST: 3/2020
Artykuł jest zamknięty
Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0