Podjadanie Białorusi

Podjadanie Białorusi

Reserved, House i inne polskie marki na ścianie największej galerii handlowej w Mińsku
Reserved, House i inne polskie marki na ścianie największej galerii handlowej w Mińsku / Źródło: 123RF / MIKHAIL SVETLOV/GETTY IMAGES, STEFAN MASZEWSKI/REPORTER
Blisko, tanio i bez konkurencji. Białoruś miała być ziemią obiecaną dla polskich przedsiębiorców. Ale okazuje się, że wkrótce 400 naszych firm może stamtąd uciec. Niektóre już się zresztą ewakuowały

Jak by nie płakali i nie jęczeli, na Białorusi nie będzie zmian zasad polityki gospodarczej, które ukształtowały się przez lata – zapowiedział w połowie stycznia prezydent Alaksandr Łukaszenka podczas narady z rządem.

A to zwiastuje, że nasz wschodni sąsiad nadal gospodarczo będzie całkowicie uzależniony od Rosji. Rosji, która od lat domaga się od niego, nazwijmy to delikatnie, zacieśnienia współpracy międzynarodowej. Czyli utworzenia wspólnej waluty, wspólnego sądownictwa, a nawet wspólnych organów państwowych z premierem i prezydentem włącznie. Oczywiście pod przewodnictwem Kremla. W praktyce równa się to z aneksją 9-milionowego kraju.

I o ile przez lata Łukaszence udawało się lawirować między Wschodem i Zachodem, pozostawiając Białoruś w miarę niezależnym państwem, tak teraz sytuacja jest już dramatyczna.

Przez ostatnie 20 lat Mińsk zaoszczędził ponad 100 mld dolarów na tym, że Moskwa sprzedawała mu ropę i gaz bez marży. Tak po przyjacielsku. Wystarczy wspomnieć, że cena rynkowa baryłki ropy wynosi niemal 70 dolarów, a dla Białorusi było to 50 dolarów. Ale Kreml powiedział w końcu dość i postawił twarde warunki. Albo bliska integracja, przez niektórych nazywana wręcz anszlusem, albo koniec z rabatami na surowce. Tylko że według wyliczeń ekspertów z Ośrodka Studiów Wschodnich, gdyby Białoruś musiała dzisiaj zapłacić rynkowe ceny, tak jak domaga się tego Putin, utraciłaby aż 15 proc. swojego rocznego PKB. Dla jednego z najbiedniejszych krajów Europy oznacza to natychmiastowe bankructwo.

Ale to również gigantyczny problem dla polskich interesów. Jak wskazuje sama ambasada Białorusi w Warszawie, nasz kraj jest ich szóstym partnerem biznesowym. Funkcjonuje na jego terytorium ponad 400 przedsiębiorstw z polskim kapitałem. A tylko w pierwszej połowie 2019 r. zainwestowaliśmy tam ponad 5 mld zł. Są tam nasze fabryki, przejmujemy ich sieci handlowe, weszliśmy nawet w sektor bankowy. Aneksja Białorusi mogłaby oznaczać dla naszych przedsiębiorców poważne problemy. Już dzisiaj pojawienie się na rynku białoruskim jest niezwykle trudne. Ale utrzymanie się na wspólnym rynku rosyjsko-białoruskim może być wręcz niemożliwe.

Łapówka albo psikus

– Rosja prowadzi twardą politykę zastępowania produktów z importu rodzimymi odpowiednikami – tłumaczy w rozmowie z „Wprost” Czesław Bogdan, kierownik eksportu w firmie Blachy Pruszyński. To jeden z największych w Europie producentów pokryć dachowych. – Gdyby doszło do aneksji, ten rynek będzie się po prostu dla nas zamykał. Już dziś jest dla nas najtrudniejszym rynkiem eksportowym – tłumaczy.

Krzysztof Pruszyński, właściciel firmy i jeden z najbogatszych Polaków, postanowił już pięć lat temu otworzyć swój zakład produkcyjny na terenie naszego wschodniego sąsiada. W sposób całkowicie wolnorynkowy. Czyli bez dogadywania się z władzą, bez łapówek i „szemranych interesów”. Chciał zatrudnić przynajmniej kilkudziesięciu pracowników. Po półtora roku przepychania się z urzędnikami i lokalnymi politykami musiał odpuścić. Fabryki nie pozwolono mu zbudować. Wybrał więc inną lokalizację. W ciągu pół roku postawił zakład w Rumunii, gdzie funkcjonuje do dziś.

– Kompletnie mnie to nie dziwi – tłumaczy prof. Daniel Boćkowski. – Na Białorusi liczy się tu i teraz. Szybko i łatwo zarobione pieniądze, np. na mandatach, karach czy po prostu łapówkach. Nikt nie myśli tam długofalowo. Że taka fabryka przyniesie korzyści regionowi na lata – mówi ekspert ds. międzynarodowych Uniwersytetu w Białymstoku.

O tym, że na Wschodzie ciężko robi się biznesy, mówi nam również Daniel Janusz, prezes zarządu Feerum, jednej z największych firm w Europie budujących silosy zbożowe. On już kilka lat temu odpuścił sobie białoruski rynek i przeniósł się na Ukrainę. Dzisiaj tłumaczy zawiłe mechanizmy działania na Białorusi. Startując w przetargach, nie ma się szans na realizację kontraktu. Te otrzymywały rodzime firmy. Firmy, które nie miały żadnego doświadczenia, zaplecza czy know-how. Brały więc Feerum jako podwykonawcę, który de facto za nich pracował.

– Tylko że z czasem zaczęły kopiować moje rozwiązania, wykradać moje informacje albo po prostu zastępować moje produkty swoimi, czyli w praktyce moimi odpowiednikami – dodaje.

Gigantycznym problemem była też inflacja. Od momentu ogłoszenia zwycięzcy przetargu do momentu wypłaty pierwszej transzy często mijało ponad pół roku. W tym czasie białoruski rubel potrafił stracić na wartości tyle, że nie opłacało się nawet zaczynać inwestycji.

Wybuchająca rura

O swoich traumatycznych przeżyciach z nierówną walką z urzędnikami opowiada również Maciej Lisowski, dyrektor Fundacji Lex Nostra, który pod koniec ubiegłego roku postanowił zorganizować duży koncert profesjonalnej orkiestry symfonicznej w Grodnie. Ponad 60-osobowa Płocka Orkiestra Symfoniczna im. Witolda Lutosławskiego miała zaprezentować licznej Polonii „Symfonię h-moll” Ignacego Jana Paderewskiego, czyli jeden z najbardziej znanych na świecie i jeden z najtrudniejszych utworów do zagrania. Łączny koszt zorganizowania takiego występu może przekraczać nawet 150 tys. zł!

– Do tego koncertu nigdy nie doszło, a na próbę jego realizacji straciłem ponad pół roku – mówi Lisowski. – Od strony białoruskiej nie chciałem kompletnie nic. Wręcz przeciwnie, zaproponowałem wynajęcie całego Teatru Dramatycznego, opłacenie wszystkich kosztów marketingowych dla lokalnych firm, honoraria według polskich stawek dla białoruskich współpracowników i oczywiście opłacenie całej orkiestry.

Opór urzędników był tak duży, że współpracownikom Lisowskiego założono podsłuchy na telefony, zastraszono ich biało ruskich kontrahentów, a ostatecznie do blokady koncertu włączył się osobiście grodzieński gubernator. Oczywiście wszystko bez świadków, nieoficjalnie i bez zostawiania śladów. Sprawa stanęła na tak wysokim szczeblu politycznym, że wówczas w pomoc organizacji imprezy dla Polonii włączył się śp. . Ale i on niczego nie ugrał. Koncert nie odbył się, mimo że za wszystko miała zapłacić strona polska, a strona białoruska miała być jedynie beneficjentem finansowym. Ostatecznie koncert odbył się w Wilnie.

To nie jedyny tego typu przykład „trudnej współpracy” ze stroną białoruską. Duży koncert Lady Pank również nigdy nie doszedł do skutku, mimo że wszystko było już dograne, a goście zarówno z Polski, jak i Białorusi zaproszeni na niecodzienną uroczystość. Dwa dni przed koncertem strona polska dowiedziała się, że w miejscu, gdzie ma odbyć się impreza.... wybuchnie rura z wodą i nastąpi awaria, której nie da się naprawić. Tak też się stało, przynajmniej tak twierdzili białoruscy konserwatorzy, a polska strona straciła pieniądze.

Dzisiaj czasami udaje się jednak przemycić polską kulturę na teren Białorusi. Niedawno występował tam ze swoim repertuarem Teatr Dramatyczny im. Aleksandra Węgierki z Białegostoku, chociaż pięć minut po spektaklu wszystkie plakaty i afisze zniknęły z miejsc promocyjnych w Grodnie.

– Proszę sobie teraz wyobrazić sytuację, że za sprawy kulturalne odpowiada nie pion białoruski, a rosyjski. Wówczas nikt z Polski tam by nie wystąpił – uważa Lisowski.

Tisze jediesz, dalsze budiesz

Jednak za naszą wschodnią granicą są też firmy, które dają sobie radę. Już ponad 10 lat temu polski Atlas przejął Tajfuna, białoruskiego lidera w branży chemii budowlanej. Trzy lata później zaczął stawiać jeden z najnowocześniejszych zakładów produkcyjnych w Europie.

– Tajfun funkcjonuje niczym dobrze naoliwiona maszyna – mówił wówczas Henryk Siodmok, ówczesny prezes zarządu Grupy Atlas. Chwaląc się jednocześnie, że Białoruś jest dla jego branży ziemią obiecaną. Zainwestował tam ponad 100 mln zł. Ale już dzisiaj zarząd nie chce komentować zmian politycznych na Białorusi.

Fabryka Farb i Lakierów Śnieżka również ma swoje zakłady na Białorusi. I podobnie jak Atlas, również nie chcą komentować problemów na linii Mińsk – Moskwa.

Największe centrum handlowe w Grodnie czy czterogwiazdkowy hotel Victoria w Mińsku zostały wybudowane z kolei przez bielski Unibep. Firma ma nawet swoje przedstawicielstwo w stolicy Białorusi, ale rozmawiać też nie chce.

Czołowa polska spółka odzieżowa LPP tylko w Grodnie posiada swoje sklepy o łącznej powierzchni przekraczającej 5 tys. mkw.

– W odpowiedzi na pytanie dotyczące relacji pomiędzy Rosją i Białorusią oraz ich wpływu na rozwój biznesu, chcielibyśmy zaznaczyć, że zgodnie z naszą zasadą nie komentujemy kwestii politycznych – napisała nam Monika Wszeborowska z LPP.

Właściciel m.in. popularnej marki Reserved jest ze swoimi sklepami na Białorusi od lat. Ale niedawno inna polska firma odzieżowa – Coccodrillo – kupiła białoruską sieć sklepów dla dzieci Buslik. Dzięki temu blisko połowa sprzedaży eksportowej, którą obecnie generuje, będzie pochodzić właśnie z Białorusi.

Z kolei jednym z najbardziej dynamicznie rozwijających się banków na Białorusi jest polski Idea Bank, który funkcjonuje tam od 2004 r. W 2013 i 2014 r. Bank został dwukrotnym zwycięzcą Grand Prix prestiżowej nagrody „Bank roku Białorusi”.

– Nic dziwnego, że ci, którym udało się osiągnąć sukces na Białorusi, nie chcą nic o tym mówić. Na Wschodzie nadal panuje żelazna zasada: im ciszej jedziesz, tym dalej zajedziesz. A w sprawach polityczno-gospodarczych jest podstawowa i kluczowa – dodaje Agnieszka Romaszewska, dyrektor telewizji Biełsat.

A o tym, jak trudny jest to temat do rozmów dla ludzi na Wschodzie, niech świadczą słowa prezesa Polsko-Białoruskiej Izby Handlowo-Przemysłowej Kazimierza Zdunowskiego, który gdy dowiedział się o temacie naszej rozmowy, odpowiedział ze szczerą życzliwością: „Naprawdę kocham pana serdecznie, panie redaktorze”. Po czym się rozłączył.

Okładka tygodnika WPROST: 5/2020
Artykuł został opublikowany w 5/2020 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0