Końca świata nie będzie

Końca świata nie będzie

Donald Trump
Donald Trump / Źródło: Newspix.pl / ABACA
Apokaliptyczne lamenty obnażają słabych i przegranych. Poważni gracze realizują swoje plany, nie zważając na panikę wywołaną pandemią.

Domorośli wizjonerzy mają dziś swoje pięć minut. Im węższe prezentują horyzonty, tym śmielsze snują wizje końca wszystkiego, mieszając bez żenady fakty i mity z własnymi, najczęściej fałszywymi przeczuciami.

Zamiast jednak słuchać histeryków, przyjrzyjmy się uważniej działaniom zaprawionych w bojach żonglerów, szczególnie tych, których stać na kilka miesięcy pandemii. Ich reakcje nie są wcale emocjonalne. Co więcej, nie koncentrują się nawet przesadnie na samym wirusie. Owszem, nie zapominają o biznesowych i społecznych kosztach pandemii i robią wszystko, by je zminimalizować. Przede wszystkim jednak grają swoją starą grę z – wydawałoby się – zamierzchłych czasów sprzed pandemii. Bo tylko ona będzie istotna, gdy zaraza dobiegnie końca.

Przekonał się o tym hiszpański król Filip VI, występując z kryzysowym orędziem. Zamiast mu klaskać, Hiszpanie w kwarantannie wyszli na balkony, waląc w garnki i pokrywki, by zaprotestować przeciwko skandalom finansowym, w jakie zaplątani są hiszpańscy Burbonowie. Strach przed nową odmianą grypy niczego nie unieważnia, co widać nie tylko w Hiszpanii.

Artykuł został opublikowany w 13-14/2020 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

Czytaj także

 0