Tego nikt nie mówi w sprawie SAFE. „Wątpliwości jest sporo”

Tego nikt nie mówi w sprawie SAFE. „Wątpliwości jest sporo”

Polscy żołnierze, zdjęcie ilustracyjne
Polscy żołnierze, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Shutterstock
Nie dziwi walka „polityczna” o to, który SAFE ma być realizowany. Nie dziwi tych, którzy wiedzą, że w wolnej Polsce władze się zdobywa przede wszystkim po to, aby, kolokwialnie mówiąc, dorwać się do majątku narodowego, czyli jak to obrazowo od lat nazywa prof. Gwiazdowski, swoimi ludźmi obsadzić zarządy państwowych spółek. Sprawy państwa i podmiotowość obywateli to natomiast rzeczy, o których politycy bardzo dużo mówią, a niewiele robią, bo ani się za bardzo na tym nie znają, ani im się nie chce.

Władzę w wolnej Polsce zdobywa się po to, aby premier i jego najbliżsi współpracownicy obsadzali setki intratnych etatów. A niżej postawieni działacze partii, która wygrała wybory będą nominowali swoich kolegów do mniejszych spółek skarbu państwa. W zamian oczekują i otrzymują rozmaite dowody wdzięczności.

Sprowadza się to wszystko do tego, że państwo traktowane jest przez polityków jak prywatny folwark. Było nie było, publiczne pieniądze, bo ze spółek skarbu państwa, są transferowane do polityków partii rządzącej i do samej partii.

Na pewno nie powoduje to ani efektywnego zarządzania spółkami, czyli majątkiem wszystkich obywateli, ani nie buduje państwa obywatelskiego, bo suwerenem są politycy, a nie obywatele. Zresztą trudno znaleźć polityka, który rozumiał znaczenie, czym jest państwo obywatelskie. Bo ich wyobraźnia najczęściej ogranicza się do tego, że mamy różne partie i w wyborach można głosować na kogo się chce. To nawet nie jest poziom piaskownicy.

Potrzebne są inne sposoby

Artykuł został opublikowany w 11/2026 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.