To, że jakiś sędzia wydał wyrok nieuznający innego prawomocnego wyroku orzekającego rozwód to dowód, że nie nadaje się on na sędziego. Bo to nie jest dopuszczalna pomyłka czy dopuszczalny ludzki błąd. To nawet nie infantylna interpretacja prawa bez człowieka. Wydaje się, że każdy sędzia wie, że prawa bez ludzi nie ma. Więc taki wyrok porównać można do mycia auta w spółdzielni niewidomych. Jest szyld wskazujący, że tu myją auta. Ale to jest jak los na loterii, że ślepy trafi szlauchem w auto. Gorsza sytuacja jest w NSA.
Nie dziwi, że taki „wyrok” odmawiający podziału majątku z uwagi na nieuznawanie przez ten sąd prawomocnego wyroku innego sądu orzekającego rozwód, jest broniony przez elitę prawniczą, która skrzętnie ukrywa prawdę o stanie i wyczynach sędziów. Nadal w Polsce najważniejszym atrybutem sędziego jest jego nieusuwalność. A to, czy wyroki są sprawiedliwe i czy w ogóle mają jakiś sens jest bez znaczenia. Taki stan akceptuje też klasa polityczna, bo tak naprawdę to nie wie, po co są sądy. To nasza rzeczywistość.
Nieuznanie rozwodu to ciągle pojedynczy, mam przynajmniej taką nadzieję, przypadek (wybryk) w sądach powszechnych. Ale dużo gorsze rzeczy dzieją się i to systemowo w sądach administracyjnych.
Akceptacja dla bezprawnych działań rządu
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
