Wyłudził z sądu miliony złotych. Teraz chce wszystko oddać

Wyłudził z sądu miliony złotych. Teraz chce wszystko oddać

Sąd Okręgowy w Łodzi
Sąd Okręgowy w Łodzi Źródło: Wikimedia Commons / Pelikan13
W tym tygodniu ruszył proces Tomasza R., byłego sekretarza sądu w Łodzi, który jest oskarżony o wyłudzenie 3,1 mln zł. Pracownik miał zmieniać wyroki sądowe, dopisując nakazy zwrotu opłat sądowych wraz z numerami własnych kont bankowych.

Sprawę Tomasza R. rozpatruje Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim. Podczas pierwszego posiedzenia w tej sprawie oskarżony przyznał się do zarzutu wyłudzania pieniędzy z kasy łódzkiego sądu. – Przepraszam sąd w Łodzi, w którym pracowałem za wyrządzenie szkody. Żałuję tego, co zrobiłem i jestem gotów naprawić szkodę – mówił. Chciałby ją pokryć z własnego majątku. Jeszcze przed wydaniem wyroku.

Jak Tomasz R. wyłudzał pieniądze z sądu?

Afera z Tomaszem R. wybuchła w zeszłym roku. Lokalne media informowały o pracowniku sekretariatu, który wyłudził fortunę z Sądu Okręgowego w Łodzi. „To największa afera w historii tego sądu” – pisał „Dziennik Łódzki”. Proceder miał trwać aż 10 lat między 2015 a 2025 r.

Schemat działania był zawsze podobny. Tomasz R., jako sekretarz sądu, miał dostęp do akt spraw, dokumentów i systemów sądowych. 41-latek fałszował wnioski stron postępowań o zwrot opłat sądowych oraz orzeczenia sądowe dotyczące kwestii finansowych. Następnie miał przesyłać sfabrykowane przez siebie pisma działowi finansowemu sądu z poleceniem zapłaty. W miejsce konta bankowego wpisywał własne numery rachunków.

„Dowody wskazują, że na potrzeby działalności przestępczej założył ich kilkadziesiąt” – mówił Krzysztof Kopania, rzecznik prasowy Prokuratury Regionalnej w Łodzi.

Kiedy pieniądze z łódzkiego sądu wpływały na jedno z jego kont, mężczyzna wypłacał pieniądze w bankomatach lub przelewał je znów na kolejne konto. Wyłudzone w ten sposób pieniądze miał wydawać po prostu na siebie i rodzinę: wycieczki, ubrania, spłaty leasingów i pożyczek czy budowę i wyposażenie własnego domu.

Tomasz R. wpadł na gorącym uczynku na początku zeszłego roku, kiedy po raz kolejny chciał sfałszować sądowe dokumenty. W wyjaśnieniu całej sprawy działała Prokuratura Regionalna w Łodzi oraz Centralne Biuro Antykorupcyjne. Nikt wcześniej w łódzkim sądzie nie miał do jego pracy zastrzeżeń. – Nie było niepokojących sygnałów – mówił Grzegorz Gała, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Łodzi.

Czytaj też:
Afera wokół gruntów pod CPK nie gaśnie. Spółka chce wydzierżawić kluczowy teren

Wyłudzał, ale nie prał

Jednak zarzut wyłudzenia pieniędzy, do którego Tomasz R. się zresztą przyznał, nie jest jedynym stawianym przez prokuraturę. Według niej, mężczyzna miał jeszcze prać pieniądze. Dowodem na to ma być fakt, że na potrzeby wyłudzania pieniędzy z sądu założył co najmniej 20 rachunków w różnych bankach.

Do tego zarzutu Tomasz R. się jednak nie przyznał. Jak mówił podczas rozprawy przed piotrkowskim sądem, założył tak dużo kont, żeby nie zwracać na siebie uwagi, bo wpisując w sfałszowane przez siebie dokumenty tylko jeden i ten sam rachunek bankowy, cały proceder mógłby zostać szybko wykryty.

Nie wiedział, że to, co robi, może zostać zinterpretowane jako „pranie pieniędzy”, czyli przestępstwo polegające na ukrywaniu pochodzenia nielegalnie uzyskanych środków i wprowadzaniu ich do legalnego obiegu finansowego.

Jak mówił przed sądem, pieniędzy nigdzie nie ukrywał, tylko wydawał: na dom, na samochody, na siebie.

– Po złożeniu przez oskarżonego wyjaśnień powstaje spór co do oceny prawnej jednego z zachowań, które jest podstawą zarzutów oskarżyciela, czyli przestępstwa prania brudnych pieniędzy i świadomości tego mojego klienta – mówił Polskiej Agencji Prasowej obrońca Tomasza R., adwokat Igor Retecki.

Oskarżonemu grozi do 15 lat więzienia.

Czytaj też:
Były poseł zatrzymany przez CBA. Chodzi o śledztwo Prokuratury Europejskiej
Czytaj też:
Afera pedofilska w Kłodzku. Prokuratura złożyła apelację od wyroku

Źródło: PAP