Kosmiczne zarobki lekarzy. Za tymi kwotami stoi poważny problem systemu

Kosmiczne zarobki lekarzy. Za tymi kwotami stoi poważny problem systemu

Medyczka, medyk
Medyczka, medyk Źródło: Shutterstock / PawelKacperek
Niektóre stawki lekarzy sięgają nawet 2 tys. zł za godzinę. Ekspertka tłumaczy, dlaczego to nie tylko kwestia zarobków.

Wysokie zarobki części lekarzy regularnie wywołują emocje, a w ostatnim czasie szczególnie. Tym bardziej, gdy w przestrzeni publicznej pojawiają się informacje o specjalistach, którzy w ciągu roku zarabiają kwoty liczone w milionach złotych. Marta Nowacka, prezeska Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego oraz Szpitala Miejskiego w Siemianowicach Śląskich przyznała, że sprawa 28-letniego lekarza, który w ubiegłym roku zarobił 1,5 mln zł, jej nie zszokowała.

Skąd się biorą wysokie zarobki lekarzy

Jak wyjaśniła, w niektórych specjalizacjach stawki są wyjątkowo wysokie i mogą sięgać nawet 2 tys. zł za godzinę. Wynika to m.in. z małej liczby chętnych do pracy w najbardziej obciążających obszarach, takich jak szpitalne oddziały ratunkowe.

– Nikt nie chce pracować w tych obszarach, kierować takim oddziałem, łatać grafików. O ile na oddziale zabiegowym możemy jeszcze przewidzieć, co się wydarzy, to na SOR-ze nie. Dlatego, jeśli już ktoś się na to decyduje, żąda wysokich stawek – powiedziała Marta Nowacka w rozmowie z Rynkiem Zdrowia.

Szpitale wyrywają sobie lekarzy

Ekspertka zwróciła uwagę, że najwyższe stawki nie są wyłącznie efektem indywidualnych oczekiwań lekarzy. To również konsekwencja tego, jak działa cały system. Placówki medyczne rywalizują o specjalistów, których brakuje, a presja na zapewnienie obsady dyżurów podbija wynagrodzenia.

– Szpitale konkurują ze sobą o lekarzy, stąd oferują takie pieniądze. Jeżeli chodzi o te najwyższe stawki, to są to najczęściej osoby wykonujące wysokospecjalistyczne procedury, które przynoszą oddziałowi zysk. Żyjemy w takiej rzeczywistości, że część oddziałów jest nierentowna i zyskiem z tego, na którym można zarobić, próbuje się zmniejszyć ogólne straty. Ale nie tak to powinno wyglądać, że jakieś leczenie przynosi straty, a jakieś zyski. Powinniśmy wychodzić na zero, bilansować się. A tu później samorządy muszą ratować szpitale z długów – zauważyła Marta Nowacka.

Paradoks wysokich stawek w szpitalach

Wypowiedź Nowackiej pokazuje paradoks, z którym mierzą się dyrektorzy szpitali. Z jednej strony muszą zapewnić ciągłość pracy oddziałów i znaleźć lekarzy gotowych podjąć się trudnych dyżurów. Z drugiej strony coraz wyższe koszty wynagrodzeń pogłębiają problemy finansowe placówek.

Szczególnie trudna sytuacja dotyczy oddziałów, które są potrzebne pacjentom, ale nie bilansują się finansowo. W praktyce oznacza to, że szpitale próbują pokrywać straty jednych obszarów z przychodów innych. Ekspertka podkreśla jednak, że taki model nie powinien być podstawą funkcjonowania systemu ochrony zdrowia.

Limity zarobków nie rozwiążą problemu

Marta Nowacka nie opowiada się za prostym wprowadzeniem górnych limitów wynagrodzeń medyków w szpitalach. Jej zdaniem takie pułapy mogłyby szybko stać się stawkami oczekiwanymi przez rynek. Zamiast tego potrzebne są rozwiązania systemowe, które uporządkują finansowanie placówek i zmniejszą presję na lokalne samorządy.

Ekspertka zwróciła też uwagę, że dobrowolność w reformie szpitali nie przyniosła oczekiwanych efektów. Jej zdaniem wszyscy widzą potrzebę zmian, ale jednocześnie obawiają się ich konsekwencji.

– Co do woli zmian, to z jednej strony ich chcemy. Bo mamy już dosyć codziennego mierzenia się z trudnymi rozmowami z wierzycielami, z niezadowolonym personelem, a na końcu z niezadowolonym pacjentem. Widzę jednak, że wszyscy tego się boimy. Personel, administracja – utraty pracy; organy założycielskie, NFZ, Ministerstwo Zdrowia – skutków politycznych decyzji – przyznała Nowacka.

Czytaj też:
Kolejny skandal w Szpitalu Południowym. Pomylili zarodek pary przy in vitro
Czytaj też:
Kolejne kłopoty Dino. Pozwy, zawiadomienie do PIP i groźba strajku generalnego

Źródło: Rynek Zdrowia