Piotr Soroczyński, główny ekonomista KUKE: Seria ciekawych danych z Polski

Piotr Soroczyński, główny ekonomista KUKE: Seria ciekawych danych z Polski

Z pozoru można by twierdzić, że koniec tygodnia z perspektywy danych makro Polski prezentować się będzie sennie i ciekawe dane mogą wyłącznie napływać z zagranicy. Nic bardziej mylnego.
Po pierwsze, w piątek poznamy publikowane przez Główny Urząd Statystyczny dane za luty o zatrudnieniu i płacach w sektorze przedsiębiorstw. Warto przypomnieć, że po zadziwiającym styczniu luty miał przynieść pewne wyjaśnienie sytuacji. W styczniu bowiem sezonowa korekta płac była płytsza od typowej. W konsekwencji roczny wskaźnik wzrostu płac poprawił się z 4,4 proc. w grudniu do aż 8,1 proc. Powrót wskaźnika rocznego w okolice 5 proc. będzie potwierdzał przypuszczenie, że styczeń to tylko efekt wcześniejszej wypłaty premii i nagród. Utrzymanie poziomu wyższego wskaże, że rewaloryzacje płac po wysokiej ubiegłorocznej inflacji były jednak istotne, a sporo wniosło też podniesienie płacy minimalnej. Ważna będzie też informacja o zmianie stanu zatrudnienia. Przed rokiem w lutym w sektorze przedsiębiorstw przybyło 11,5 tys. miejsc pracy. W zestawieniu z latami kryzysowymi wynik ten prezentował się świetnie. Jednak w latach dobrej koniunktury wzrosty bywały silniejsze. Jak będzie tym razem? Być może część z typowego dla początku roku uzupełniania stanów załóg przeniosła się na luty, co poprawi roczną dynamikę zatrudnienia z 0,9 proc. w styczniu do 1 proc. Byłby to znak, że przedsiębiorcy oczekiwania co do przyszłego poziomu koniunktury mają zdecydowanie lepsze, niż wynika to z ziejących pesymizmem nagłówków.

Z niepokojem należy jednak wyczekiwać zmian wyceny złotego. Ostatnie dane o bilansie płatniczym za styczeń mogły bowiem przyczynić się do lekkiego ograniczenia apetytu inwestorów zagranicznych na nasze aktywa. Wzrost deficytu obrotów bieżących w ujęciu rocznym kroczącym z 15,2 mld euro do 15,7 mld euro, czyli z 4,1 proc. PKB do 4,2 proc., przy jednoczesnym zmniejszeniu finansowania ze strony napływu kapitału bezpośredniego (z 9,9 mld euro w ujęciu rocznym kroczącym do 7,9 mld euro) nie prezentował się najlepiej. Środowa korekta złotego zapewne jeszcze nie była efektem zmian w kalkulatorach limitowych, a jedynie odreagowaniem wcześniejszej dość silnej pozycji. Obniżenie ekspozycji widoczne może być w czwartek, piątek i na początku przyszłego tygodnia.

Chyba że z ewentualnymi korektami nastawienia i limitów inwestorzy poczekają do danych poniedziałkowych, kiedy to GUS zaprezentuje informacje o lutowych wynikach przemysłu i budownictwa ?mogą one poprawić nastroje. Utrzymanie rocznego tempa sprzedaży przemysłowej na poziomie zbliżonym do notowanego w styczniu, czyli 9,0 proc., potwierdziłoby, że wciąż możliwe jest wypracowanie wzrostu gospodarczego w całym I kwartale na poziomie 4 proc. w ujęciu rocznym. Zwłaszcza gdyby równocześnie wyniki w budownictwie były przynajmniej o 15 proc. lepsze niż przed 12 miesiącami (w rewelacyjnie ciepłym i nieśnieżnym styczniu wzrost wyniósł aż 32,2 proc.). Warto też chwilę uwagi poświęcić komunikatowi o zmianach cen przemysłowych. Są szanse na dalszy spadek ich rocznego wskaźnika wzrostu z 8 proc. w styczniu do nawet 6,7 proc. w lutym (wobec 9,1 proc. notowanych jeszcze w listopadzie). Korekta ta dałaby doskonałe perspektywy na bliski początek fazy obniżania cen konsumenckich.

Czytaj także

 0