Drakońskie kary za brak segregacji i recyklingu śmieci. Warszawa może zapłacić nawet 60 mln zł

Drakońskie kary za brak segregacji i recyklingu śmieci. Warszawa może zapłacić nawet 60 mln zł

Gdy śmieci się piętrzą pod domem, możemy zamówić śmieciarkę na koszt gminy, fot. sxc.hu / Źródło: FreeImages.com
Grożą nam drakońskie kary za brak segregacji i recyklingu śmieci. Szacuje się że na przykład Warszawa zapłaci 60 mln zł., 22 mln – Wrocław i 20 mln – Kraków. Każda tona odpadów, której samorządy nie przekażą do przetworzenia, będzie kosztować 270 zł.

W 2020 roku, na mocy dyrektywy UE wszystkie kraje członkowskie będą musiały osiągnąć 50 procentowy poziom recyklingu odpadów komunalnych, a w 2035 roku aż 65 proc. To wynika z nowego sposobu liczenia, wspólnego dla całej UE (masa odpadów poddanych recyklingowi dzielona na całkowitą masę wytworzonych odpadów i pomnożona przez 100).

Do 2025 roku musimy poddawać recyklingowi 77 proc. butelek PET, a do 2030 aż 90 proc. O tym, że będziemy musieli sprostać unijnym standardom, Polska wiedziała od samego początku, czyli od negocjacji wejścia do wspólnoty. Już w 2011 były znane powyższe wytyczne co do recyklingu.

Nie ma szans na osiągnięcie założeń

Obecnie nie ma praktycznie żadnych szans, aby Polska sprostała temu zadaniu. Według wyliczeń, dziś przetwarzamy średnio 21 proc. odpadów W tym tempie założenia na przyszły rok osiągniemy za osiem lat.

Grożą nam drakońskie kary. Szacuje się, że tylko w 16 największych miastach suma kar wyniesie ponad 211 mln. złotych. Dla przykładu 60 mln w Warszawie, 22 mln we Wrocławiu i 20 mln w Krakowie. Każda tona odpadów, której samorządy nie przekażą do przetworzenia, będzie kosztować 270 zł. Sankcjami rząd obciąży gminy, a ostatecznie koszty spadną na mieszkańców.

Komisja Europejska już przypuszcza, że oprócz nas przyszłorocznych norm może nie osiągnąć jeszcze 13 krajów członkowskich, w tym Bułgaria, Chorwacja, Cypr, Grecja, Rumunia czy Słowacja. Dlatego unijni politycy już zapowiadają wizytacje kontrolne na najwyższych szczeblach. Co zrobią unijni urzędnicy? Nie wiadomo.

Tym czasem nawet 200 procent. O tyle w niektórych gminach wzrosły opłaty za wywóz śmieci. Fala drastycznych podwyżek rozlała się na cały kraj. Ale to nie koniec. Będzie jeszcze drożej.

To, co rozwścieczyło mieszkańców, według polityków i przedsiębiorców jest nieuniknione.

– Skończy się czas tanich, niesegregowanych śmieci, a zacznie czas, kiedy surowce wtórne będą miały swoją wartość – tak podwyżki tłumaczył wiceminister środowiska Sławomir Mazurek. A dokładnie tak tłumaczył ustawę o zmianie ustawy o utrzymaniu czystości i porządku oraz niektórych innych ustaw, która wejdzie w życie już w przyszłym roku.

Według nowych przepisów od nowego roku w Polsce zapanuje obowiązek selektywnej zbiórki odpadów komunalnych. Ten rok był rokiem próby, bo samorządy zostały zobowiązane do segregacji śmieci według nowych zasad, czyli na pięć frakcji. Od przyszłego będą ustawowe kary dla tych, którzy śmieci nie sortują.

Czytaj także:
Unia Europejska szuka pieniędzy na ekologię. Polska straci najwięcej

Okładka tygodnika WPROST: 36/2019
Artykuł został opublikowany w 36/2019 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • Czy w bogatych krajach starej UE gminy ogłaszają przetargi na  śmieci, czy np. po niemieckich gminach jeżdżą polskie, francuskie czy z innych krajów śmieciarki? Czy w ogóle jeżdżą śmieciarki firm prywatnych czyhających na comiesięczne opłaty rodzin za śmieci? NIE! Bo w tych bogatych krajach te ustawowe zadanie samorządów gminy wykonują bez przetargów poprzez własne firmy municypalne, bez narzutów na realizację misji, którą dla  firm spoza sfery użyteczności publicznej jest przede wszystkim pomnażanie swoich zysków… Stąd biorą się u nas te skandale o których (poza Włochami -  co powinno dać dużo do myślenia…) w innych krajach nie słychać….