Zmiany na rynku pracy i w edukacji powinny wyprzedzić czwartą rewolucję przemysłową

Zmiany na rynku pracy i w edukacji powinny wyprzedzić czwartą rewolucję przemysłową

Chmura obliczeniowa
Chmura obliczeniowa / Źródło: Adobe Stock
Jesteśmy świadkami czwartej rewolucji przemysłowej. Rewolucji napędzanej przez nowe technologie. Na razie nie potrafimy przewidzieć, w jaki sposób zmieni ona nasze życie. Wiemy jednak, że wpłynie na system edukacji i rynek pracy. Coraz mniej czasu zostało, żeby przygotować się do nadchodzących zmian.

Rewolucja (za)planowana

Czwarta rewolucja przemysłowa następuje dzięki rozwojowi nowoczesnych technologii, takich jak chmura obliczeniowa, Big Data czy Internet rzeczy. To już nie tylko prosta digitalizacja, jak w przypadku trzeciej rewolucji, która polegała na komputeryzacji i automatyzacji produkcji. Obecnie jesteśmy świadkami przechodzenia do innowacji, opartych na kombinacjach technologii. Dzięki nim rozwijają się inteligentne miasta, domy i samochody autonomiczne. Algorytmy i roboty w ochronie zdrowia czy logistyce zwielokrotniają możliwości, którymi dysponuje człowiek.

Obserwując zmiany, które zachodzą w naszym życiu pod wpływem nowoczesnych technologii możemy mieć wrażenie, że są one nieuchronne, a my jedynie możemy się dostosować. To błędne rozumowanie. Do czwartej rewolucji przemysłowej można się przygotować. Powinniśmy zaprojektować i kontrolować zmiany, które ona ze sobą niesie i których wymaga zwłaszcza w obszarze edukacji i rynku pracy.

Z tego przekonania wyrosła inicjatywa Krajowej Izby Gospodarki Cyfrowej (KIGC) oraz Centrum Analiz Międzynarodowego Instytutu Społeczeństwa Obywatelskiego (CAMISO) „Praca w dobie czwartej rewolucji przemysłowej. Szanse i zagrożenia. Perspektywa polityczna, społeczna i ekonomiczna”. Ma ona na celu upowszechnienie wiedzy i rozpoczęcie dyskusji publicznej o wyzwaniach, czekających Polskę i świat w związku z czwartą rewolucją przemysłową.

Edukacja w parze z technologią

Polski system edukacji nie odpowiada na wyzwania rewolucji technologicznej. Nie kształci umiejętności, które pozwolą uczniom odnieść sukces na szybko zmieniającym się rynku pracy. Aby odnaleźli się we współdziałaniu z robotami, w międzynarodowych zespołach, w natłoku informacji i danych będą im potrzebne tzw. kompetencje przyszłości. Należą do nich umiejętność samodzielnego uczenia się, pracy w grupie, zdolność krytycznego myślenia, odnajdywanie powiązań między złożonymi zjawiskami i wyciąganie z nich wniosków, a także inteligencja emocjonalna.

Potrzebę zmiany modelu kształcenia i dostosowania go do wymagań czwartej rewolucji przemysłowej dostrzegają instytucje państwa. W rządowym projekcie Polityki Rozwoju Sztucznej Inteligencji w Polsce edukacja zajmuje ważne miejsce. Autorzy dokumentu postulują nie tylko rozwój kompetencji cyfrowych w szkole, ale konieczność ustawicznego kształcenia również osób dorosłych. Celem jest ułatwienie im szybkiej adaptacji do zmieniającego się rynku pracy. Według danych Komisji Europejskiej już wkrótce 90 proc. zawodów będzie wymagać kompetencji cyfrowych.

Karol Reczkin, koordynator CAMISO podkreśla, że potrzebę zmian w systemie edukacji dostrzegają nie tylko instytucje. – Z raportu PARP wynika, że ponad połowa Polaków ma świadomość, że czwarta rewolucja przemysłowa wymaga nowych umiejętności. Wiedzą o tym zwłaszcza osoby młode, mające mniej niż 24 lata. Gotowość do zmian w systemie edukacji to pierwszy krok do przygotowania się na nowe wyzwania czwartej rewolucji przemysłowej. Kolejny, czyli wprowadzenie reform, powinien nastąpić jak najszybciej, ponieważ tempo doświadczanych zmian technologicznych jeszcze nigdy w historii nie było tak szybkie jak obecnie. Sztuczna inteligencja nie będzie na nas czekać. Adotychczasowe zmiany to wciąż zaledwie pierwsza minuta pierwszego dnia cyfrowej rewolucji, jak twierdzą niektórzy eksperci – podsumowuje Reczkin.

Nie wylać pracownika z kąpielą

Zmiany, które na rynku pracy nastąpią w związku z czwartą rewolucją przemysłową stanowią okazję, aby rozwiązać problemy, z którymi dotąd nie potrafiliśmy sobie poradzić. Chodzi przede wszystkim o poważne potraktowanie psychospołecznej kondycji pracowników. Nadmierny stres, zacieranie granic między życiem prywatnym a zawodowym, dysfunkcje i zaburzenia psychiczne już dziś pociągają za sobą cały szereg problemów społecznych, a także ogromne straty finansowe i rozwojowe dla gospodarki.

Jednym z największych wyzwań, przed którymi staniemy w związku ze zmianami technologicznymi będzie przeciwdziałanie błędom, wynikającym z zarządzania algorytmicznego. Takim na przykład, jak zbyt wyśrubowane normy pracy. Już dziś doświadczamy bowiem rosnącej koncentracji na efektywności. Wielu publicystów i naukowców twierdzi, że żyjemy w „epoce stresu”.

- Projektowanie przyszłości powinno się koncentrować przede wszystkim na człowieku – uważa Konrad Ciesiołkiewicz, dyrektor w Orange Polska, zajmujący się społeczną odpowiedzialnością przedsiębiorstw. – Powinno uwzględniać ludzkie motywacje i potrzeby, począwszy od tych związanych z bezpieczeństwem, społecznym wsparciem, rozwojem osobistym, czy potrzebą spełnienia. Coraz częściej spotykamy się również z przywracaniem znaczenia i wagi poczucia sensu wykonywanej pracy. Rośnie też waga etycznych postaw wobec pracowników, klientów i otoczenia. Rewolucja przemysłowa nie może zlekceważyć tych problemów społecznych. Musi wspierać ich rozwiązanie.

Czy roboty zadbają o prawa pracownicze ludzi?

Jednym z zagrożeń najczęściej łączonych z czwartą rewolucją przemysłową jest bezrobocie technologiczne. Instytucje publiczne i komercyjne w swoich raportach wyliczają, które zawody w pierwszej kolejności zostaną zastąpione przez sztuczną inteligencję. Należą do nich pracownicy fizyczni, kierowcy, sprzedawcy, pracownicy call center czy szeregowi pracownicy banków. Wprawdzie w wyniku rewolucji technologicznej powstają nowe zawody, ale widać wyraźnie, że negatywne skutki rewolucji dotykają najpierw pracowników najgorzej wykwalifikowanych.

Rewolucja technologiczna stwarza zagrożenia również dla „białych kołnierzyków”. Obejmują one niebezpieczeństwa takie jak niekontrolowany nadzór nad pracownikami, intensyfikacja pracy, czy zaburzenie równowagi między pracą a życiem prywatnym (prawo do przebywania offline).

Związki zawodowe w całej Europie dostrzegają i sygnalizują ryzyka, związane z nowymi technologiami. Niestety, z badań Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych wynika, że politycy niezbyt liczą się z ich głosem. Zagrożenie postępującą marginalizacją związków zawodowych, spowodowane upowszechnieniem nowych form pracy przewiduje także historyk Yuval Noah Harari w popularnej książce „21 lekcji na XXI wiek”.

- Roboty nie zadbają o nasze prawa pracownicze – ostrzega Magdalena Bigaj, ekspertka Komitetu Dialogu Społecznego Krajowej Izby Gospodarczej. – Dlatego należy wzmocnić rolę związków zawodowych, zwłaszcza w naszym kraju, gdzie uzwiązkowienie w firmach prywatnych jest na bardzo niskim poziomie. Poza tym należy dostosować kodeks pracy do zmieniającego się otoczenia, tak by zabezpieczyć zarówno interesy pracowników, jak i pracodawców. Praca w niepełnym wymiarze czasu, czy zatrudnienie projektowe jest atrakcyjnym rozwiązaniem dla kobiet wracających na rynek pracy po urlopach macierzyńskich, czy dla wysoko opłacanych specjalistów, ale nie może zastępować zatrudnienia etatowego – uważa Bigaj.

Przygotować się do rewolucji

Rewolucja przemysłowa sama w sobie jest neutralna. Niesie wiele potencjalnych korzyści dla pracowników, jak i przedsiębiorstw, takich jak ułatwienia w komunikacji, godzenie pracy z życiem prywatnym czy wzrost produktywności. Nieuchronnie związana jest także z wieloma zagrożeniami. Jednym z poważniejszych jest bierność. Jeżeli jako społeczeństwo, państwo i jednostki będziemy biernie czekać, aż dosięgną nas skutki czwartej rewolucji przemysłowej, dystans dzielący nas od bardziej rozwiniętych państw Zachodu znów się zwiększy. Natomiast jeśli się przygotujemy, nadejście czwartej rewolucji przemysłowej będzie wielką szansą dla polskiej gospodarki na dogonienie bogatych krajów Europy zachodniej.

Czytaj także

 0