Koniec Polski tranzytowej. Towary zaczynają zostawać w kraju
Materiał promocyjny marki Clip Group

Koniec Polski tranzytowej. Towary zaczynają zostawać w kraju

Agnieszka Hipś, prezes zarządu Clip Group
Agnieszka Hipś, prezes zarządu Clip Group Źródło: Wprost
– Coraz mniej tranzytu, coraz więcej przetwarzania i realnej wartości dodanej — Polska zmienia swoją rolę w europejskim łańcuchu dostaw. Kluczowe stają się stabilność operacyjna, cyfryzacja i zdolność do obsługi złożonych procesów logistycznych — mówi Agnieszka Hipś, prezes zarządu Clip Group.

Czy Polska nadal jest krajem tranzytowym, czy zaczyna być hubem logistycznym i bezpieczną bazą dla gospodarki?

Polska jest dziś coraz mniej krajem tranzytowym — i to dobrze. My jako branża logistyczna również robimy wiele, aby odchodzić od tego modelu. Tranzyt sam w sobie nie jest dla nas szczególnie korzystny. Nie jesteśmy już gospodarką opartą wyłącznie na transporcie. Coraz wyraźniej widać, że więcej towarów zostaje w Polsce — są tu przetwarzane, „uszlachetniane”, wprowadzane do obrotu europejskiego, a dopiero potem trafiają dalej, czasem po dodatkowym przetworzeniu.

To zaczyna być widoczne także w danych. Dobrym przykładem są Małaszewicze — z dziesięciu pociągów wjeżdżających do terminala, trzy–cztery kończą swoją drogę w Polsce. To bardzo dużo. Oznacza to, że towar jest tu rozładowywany, odprawiany celnie, a więc generuje wartość dla polskiej gospodarki i budżetu. To realna zmiana jakościowa.

Polska staje się atrakcyjnym miejscem dla tego typu operacji — można powiedzieć, że jesteśmy dziś wstępem do procesów nearshoringu. Odzyskujemy w ten sposób część funkcji przetwórczych, które wcześniej były realizowane gdzie indziej.

A na jakim etapie tej drogi jesteśmy dziś — między byciem krajem tranzytowym a centrum logistycznym?

To zależy od perspektywy. Jeśli patrzymy od strony wschodniej, to rzeczywiście wychodziliśmy z roli kraju tranzytowego i stopniowo stajemy się miejscem, w którym towary są montowane, przetwarzane i dostosowywane do obrotu europejskiego. Innymi słowy — ładunki coraz częściej „zatrzymują się” w Polsce, coś się z nimi dzieje i dopiero potem trafiają dalej.

Z kolei z perspektywy zachodniej Polska nigdy nie była klasycznym krajem tranzytowym. Raczej pełniliśmy funkcję zaplecza dla innych gospodarek — i w pewnym sensie nadal ją pełnimy. Różnica polega na tym, że kiedyś byliśmy głównie tanim zapleczem produkcyjnym, a dziś stajemy się bardziej zaawansowanym ośrodkiem montażu, produkcji i przetwarzania.

Wciąż wykonuje się tu wysokiej jakości pracę, podczas gdy w wielu krajach Europy Zachodniej odchodzi się od niej na rzecz automatyzacji — między innymi z powodu niedoboru pracowników i rosnących kosztów pracy.

Polska pozostaje więc atrakcyjną lokalizacją dla operacji logistycznych i produkcyjnych. Zwracają na to uwagę także zagraniczne ośrodki analityczne, które wskazują, że pas Szczecin–Poznań–Wrocław–Katowice to dziś jeden z najmocniejszych obszarów logistycznych w Europie. To właśnie tam koncentrują się największe centra e-commerce — obecne są wszystkie kluczowe podmioty działające na tym rynku. Ten proces już się dzieje i wyraźnie pokazuje, w jakim kierunku zmierza polska gospodarka.

Czego dziś najbardziej oczekują od Polski zagraniczni inwestorzy? Infrastruktury, lokalnych partnerów czy odporności operacyjnej?

Przede wszystkim oczekują stabilności — przewidywalnych, bezpiecznych procesów operacyjnych, także w obszarze cyberbezpieczeństwa, oraz bardzo wysokich standardów efektywności, czyli KPI. Z naszej perspektywy ambicja jest jednak szersza. Chcemy „podnieść” Polskę na wyższy poziom w łańcuchu wartości. Nie chodzi już tylko o rozwój samej logistyki, ale o przyciąganie inwestycji produkcyjnych.

Mówimy o powrocie części produkcji do Europy, czyli o trendzie nearshoringu. Zależy nam na tym, aby w Polsce powstawały centra produkcyjne, a wraz z nimi — wartość dodana i wpływy do budżetu w postaci podatków. To oznacza odejście od modelu kraju tranzytowego i budowanie pozycji Polski jako miejsca, w którym realnie powstaje wartość gospodarcza.

W jaki sposób cyfryzacja zmienia dziś codzienne decyzje w logistyce i co musi się wydarzyć, żeby stała się w Polsce standardem, a nie wyjątkiem?

Dziś bez cyfryzacji nie da się już prowadzić dużego przedsiębiorstwa logistycznego. Bez niej nie ma mowy o skali ani o efektywności. Cyfryzacja oznacza przede wszystkim integrację procesów, ich multiplikację oraz stały kontakt z klientem. Kluczowe są systemy typu EDI, które pozwalają na bieżąco śledzić operacje i mieć wspólny obraz sytuacji — zarówno po stronie operatora, jak i klienta.

W praktyce działamy dziś na wielu równoległych systemach — osobnych dla terminali, transportu kolejowego, sprzedaży czy magazynów. Bez ich integracji, a także bez wykorzystania narzędzi opartych na sztucznej inteligencji, trudno mówić o sprawnie funkcjonującym przedsiębiorstwie. W pewnym sensie bez cyfryzacji firma logistyczna po prostu nie istnieje.

Gdyby miała Pani jednym zdaniem przekonać europejskiego inwestora, że Polska jest dobrym partnerem logistycznym — co by Pani powiedziała?

Zrobimy to najlepiej na kontynencie, punktualnie, bezszkodowo, korzystnie, cenowo, w największym standardzie.