System kaucyjny w Polsce: „Przed nami wyzwania, ale w kolejności akceptacja i adaptacja”
Materiał promocyjny marki OK Operator Kaucyjny S.A.

System kaucyjny w Polsce: „Przed nami wyzwania, ale w kolejności akceptacja i adaptacja”

Tomasz Suligowski, prezes zarządu OK Operator Kaucyjny S.A
Tomasz Suligowski, prezes zarządu OK Operator Kaucyjny S.A Źródło: Wprost
– Największym mitem jest to, że operator zarobi albo że duże firmy wyprowadzą za granicę pieniądze obywateli, którzy zapłacili tę kaucję. Sytuacja wygląda jednak inaczej – mówi Tomasz Suligowski, prezes zarządu OK Operator Kaucyjny S.A.

Panie Prezesie, zanim przejdziemy do szczegółów i do tego, jak sprawdza się system kaucyjny, muszę zapytać: od czasu jego uruchomienia system obrósł pewnymi mitami. Które uważa Pan za najbardziej szkodliwe i które należałoby właśnie w tym miejscu obalić?

Rano, wsiadając do taksówki, kierowca zapytał mnie, co jest w tym roku najbardziej interesującego na kongresie. Udałem, że generalnie nie wiem, ale on sam poruszył temat właśnie systemu kaucyjnego. Świetnie wpisuje się to też w Pana pytanie, ponieważ pierwszą kwestią, którą ten młody człowiek podniósł, było to, że ktoś zarobi na systemie kaucyjnym.

Wiemy, że to bardzo elektryzuje — że ktoś zarobi, kto nie powinien. Największym mitem jest to, że operator zarobi albo że duże firmy wyprowadzą za granicę pieniądze obywateli, którzy zapłacili tę kaucję. Sytuacja wygląda jednak inaczej. Każdy z operatorów to spółki not for profit. Taka spółka ma w swoim statucie zapisane, że nie może przeznaczać środków na nic innego niż rozwój systemu — dotyczy to również pieniędzy z nieodebranej kaucji.

Nieodebrana kaucja — która, jak rozumiem, bierze się stąd, że część butelek nie trafia z powrotem do systemu kaucyjnego, tylko ląduje w zwykłych koszach — co się z nią dzieje? Jaka jest jej droga?

O nieodebranej kaucji możemy mówić dopiero wtedy, gdy zakończy się dany cykl — rok obrotowy — i klient faktycznie jej nie odbierze. Klient kupił napój, ale jeszcze go nie wypił lub nie oddał jeszcze butelki czy puszki. Nie mamy przy tym określonego terminu, w jakim można oddać opakowanie. Przyjmujemy więc rozliczeniowy rok obrotowy i dopiero wtedy — lub w jego trakcie, obserwując poziom zbiórki — możemy te środki wykorzystywać na rozwój systemu. Na dodatkowe maszyny, logistykę czy centra zliczeń. Natomiast dziś jest za wcześnie, by mówić, czy będą to duże, czy małe kwoty, ponieważ dopiero uruchamiamy system. Obecnie, obserwując sytuację, że Polacy chętnie oddają butelki, tej kaucji nieodebranej będzie coraz mniej. Opakowania wprowadzone przez producentów w styczniu dopiero zaczynają wracać. Część z nich wciąż znajduje się na półkach sklepowych i w magazynach, a część w domach, gdzie użytkownicy czekają, aż zbierze się większa liczba butelek, i dopiero wtedy je oddają. Dlatego dziś trudno mówić o skali, a tym bardziej o miliardach, które pojawiają się w przestrzeni publicznej.

Powiedział Pan, że butelki i opakowania kaucyjne trafiły do obrotu w styczniu 2026 roku. Mamy kwiecień. Czy dziś jesteśmy jeszcze w fazie rozruchu, czy można już powiedzieć, że system „zaskoczył” i działa pełną parą?

Zanim odpowiem na to pytanie, sprostuję jedną ważną kwestię. W Polsce nie mamy jednego systemu — podobnie jak w przypadku sieci telefonii komórkowej. Nie ma jednej sieci; istnieje cały ekosystem, natomiast każda firma ma swoją infrastrukturę, swoje nadajniki i w pewnym zakresie współpracują ze sobą. Tak samo jest w przypadku systemu kaucyjnego. Mamy sześciu operatorów — ja reprezentuję jednego z nich, czyli OK Operatora — i mogę mówić przede wszystkim o naszej działalności.

My, jako OK Operator Kaucyjny, jesteśmy w fazie bardzo dużego przyspieszenia i intensywnego skalowania. Dziś, jak sądzę, mamy moce na około jedną trzecią tego, co osiągniemy najprawdopodobniej w okresie letnim. Widzimy jednak, że wszystkie procesy, które układaliśmy i do których przygotowywaliśmy się w zeszłym roku, działają dobrze. Teraz kluczowa jest skala.

Jak, na tle operatorów, wygląda przygotowanie sklepów, zarówno dużych sieci, jak i mniejszych placówek, do wdrożenia systemu? Co okazało się najtrudniejsze?

Nasi kontrahenci są przygotowani i tutaj nie mamy większych problemów. Trzeba jednak zaznaczyć, że — mówiąc ogólnie — nie jesteśmy jeszcze na etapie krajów zachodnich, które wprowadzały ten system lata, a nawet dekady temu. Wciąż nie mamy wystarczającej liczby urządzeń. To może być połowa, a może nawet jedna trzecia tego, co docelowo powinniśmy mieć. A to właśnie od liczby urządzeń zależy, jak skuteczny i wygodny dla klienta będzie cały system.

Czy możemy więc powiedzieć, że tych urządzeń jest jeszcze za mało i czekamy na nasycenie rynku?

Zdecydowanie tak — jest ich za mało. Urządzenia są w trakcie montażu i uruchamiania. Trwa też szkolenie personelu: jak obsługiwać maszyny, jak je serwisować, jak utrzymywać w czystości, a także jak często opróżniać pojemniki z butelek. Tego wszystkiego handel wciąż się uczy. Część podmiotów podchodziła do przygotowań dość powściągliwie, dlatego teraz, na ostatnią chwilę, realizowane są bardzo intensywne działania, co wiąże się z większym stresem.

Od początku funkcjonowania systemu Polacy oddali około 520 milionów opakowań, a według resortu klimatu wkrótce miesięcznie może to być nawet pół miliarda sztuk. Czy — Pana zdaniem — to realny szacunek?

To nie tyle szacunek, co dane raportowane przez operatorów. Ministerstwo regularnie zbiera od nich informacje — takie zestawienie miało miejsce pod koniec marca, Wtedy operatorzy zgłosili około 520 milionów opakowań, z czego OK Operator zebrał 40 proc., czyli około 200 milionów.

Dziś te liczby wyglądają już zupełnie inaczej. Sam OK Operator zebrał — według stanu na wczoraj — ponad 307 milionów opakowań i spodziewamy się, że do końca miesiąca osiągniemy około 360 milionów, bo zostało jeszcze kilka dni.

Widać więc gigantyczne przyspieszenie. Te wartości są zbliżone do naszych prognoz, które przygotowywaliśmy w zeszłym roku. Myślę, że poziom 500 milionów miesięcznie osiągniemy w maju, najpóźniej w czerwcu. Szczyt przypadnie na lipiec i sierpień — wtedy możemy dojść nawet do 800 milionów, a być może miliarda zwrotów miesięcznie. Trzeba pamiętać, że najpierw następuje zakup produktu przez konsumenta, potem jego spożycie, a dopiero później zwrot opakowania do punktu zbiórki.

Liczby robią wrażenie. Jakie największe wyzwania, w obliczu tego szczytu, widzi Pan dla wszystkich uczestników systemu: operatorów, sklepów i producentów?

Największym wyzwaniem będzie logistyka. Kluczowe będzie zapewnienie odpowiedniej przepustowości oraz sprawne zagospodarowanie zebranych opakowań. Trzeba je zliczyć — OK Operator zainwestował w tym celu w centra zliczeń. Obecnie mamy trzy takie obiekty w Polsce, a w połowie maja planujemy uruchomić kolejne — prawdopodobnie jedno z największych w kraju. Pod tym względem jesteśmy przygotowani.

Kolejnym wyzwaniem, przy tak dużych wolumenach, będzie sortowanie. Konieczne może być maksymalne wykorzystanie istniejącej infrastruktury, a także dostosowanie — również na poziomie gmin — linii sortowniczych, aby poradzić sobie z ogromnym strumieniem odpadów, którego spodziewamy się latem. Na końcu pojawia się kwestia samego recyklingu — czy krajowe moce przerobowe, szczególnie w zakresie PET, okażą się wystarczające. Warto przy tym obalić dwa mity.

Po pierwsze, że operatorzy wywożą surowiec za granicę. Mogę powiedzieć jasno: OK Operator nie wywiezie opakowań PET poza Polskę dopóki są moce przerobowe w kraju. Mamy zakontraktowane odpowiednie wolumeny u krajowych recyklerów.

Drugi mit dotyczy puszek. W Polsce nie ma pełnej infrastruktury do ich recyklingu, dlatego — po odpowiednim sortowaniu i belowaniu — ten surowiec był i nadal będzie kierowany za granicę. To jednak nic nowego: trafia tam dokładnie tą samą drogą, co wcześniej, po wysegregowaniu z żółtego worka.

Z tego, co rozumiem, system wciąż potrzebuje inwestycji na różnych poziomach — mówimy zarówno o dużych wydatkach infrastrukturalnych, jak i o zwiększaniu liczby pojedynczych punktów zbiórki. Czy tak?

Tak. Po pierwsze — automatyzacja. Po drugie — musimy zidentyfikować miejsca, w których wciąż występują „białe plamy”, czyli obszary wymagające nowych punktów zbiórki z perspektywy wygody klienta. Polska jest pod tym względem specyficznym rynkiem, ponieważ od samego początku w system włączył się także mały handel. Mamy duże sieci franczyzowe — myślę, że każdy kojarzy tę „zieloną” sieć obecną niemal na każdym rogu — i decyzją jej zarządu od razu uruchomiliśmy ponad 12–12,5 tysiąca małych, manualnych punktów zbiórki. To nas wyróżnia na tle całej Europy

Myślę, że bardzo szybko będziemy dalej skalować te punkty, tak aby system był wygodniejszy dla konsumenta. Dziś klienci przechodzą jeszcze etap frustracji. W klasycznej krzywej zmiany po frustracji często pojawia się kryzys — i sądzę, że my również przez taki moment przejdziemy. Kluczowe będzie to, jak szybko z niego wyjdziemy.

Wspomniał Pan o konsumencie — muszę zapytać: rozmawiamy o przygotowaniu operatorów i sieci handlowych, a czy klienci zdążyli się już do tego systemu przyzwyczaić?

Częściowo tak, choć doświadczenia są różne — zarówno dobre, jak i gorsze. W przypadku automatów system wymaga jeszcze odpowiedniego „zaopiekowania”. Ponieważ urządzeń jest wciąż za mało, przyjmują one dziś nawet trzy–cztery razy więcej opakowań, niż powinny.

To powoduje frustrację części klientów, a niektórzy w ogóle nie korzystają jeszcze z systemu. Opakowania pozostawiają wtedy zbieraczom, którzy rzeczywiście przejęli tę funkcję — często pojawiają się rano z dużymi workami. To z kolei irytuje kolejnych klientów, którzy w tym czasie przychodzą do sklepów. Musimy przejść przez etap frustracji, a być może także kryzysu — wynikający głównie ze skali przedsięwzięcia.

Co dalej po etapie frustracji i kryzysu?

Następnie pojawia się akceptacja i adaptacja.

Rozmawialiśmy o tym, czego system potrzebuje od strony technicznej i inwestycyjnej. A czy jest coś po stronie legislacyjnej, co mogłoby go usprawnić?

Jest sporo takich kwestii i pozostajemy w stałym kontakcie z ministerstwem. Ministerstwo ma świadomość, że pewna nowelizacja jest potrzebna, wręcz niezbędna. Mamy też kilka luk systemowych, nad którymi, w ramach forum operatorów, toczą się trudne rozmowy. Chyba najważniejszym punktem, na który warto zwrócić uwagę i który mógłby pomóc w wypracowaniu dobrych zmian legislacyjnych, jest instytucja parasolowa.

Chodzi o pewnego rodzaju „parasol”, który pozwoliłby znaleźć złoty środek — reprezentując wszystkie grupy interesariuszy i jednocześnie patrząc na przyszłość systemu. System kaucyjny to nie jest wyłącznie kwestia oddawania butelek. Dotyczy on wielu stron: od biznesu, czyli producentów, na których spoczywa obowiązek finansowania systemu, przez sklepy, które są jego główną „twarzą” i dziś w dużej mierze mierzą się z frustracją klientów. Każdy pracownik sklepu chciałby przecież pracować w atmosferze zadowolonego, dobrze obsłużonego klienta, a nie odwrotnie.

Dalej mamy gospodarkę odpadami, logistykę i recykling. W tym obszarze potrzebna jest szeroka reprezentacja interesów — być może również z udziałem instytucji państwowych lub administracji publicznej — tak, aby możliwe było szybkie identyfikowanie najpilniejszych potrzeb legislacyjnych.

Z drugiej strony chodzi też o patrzenie w przyszłość i wyznaczanie wysokich standardów oraz dbanie o to, by te standardy były realnie utrzymywane.