Panie Prezesie, co w praktyce daje przyjęta przez rząd definicja local content i czy firmy z polskim kapitałem, takie jak Unibep, powinny się z niej cieszyć?
Tak, powinny się cieszyć. To daje przede wszystkim platformę do rozmowy i dialogu. To początek większego procesu, który musi głębiej wejść w gospodarkę. Mówimy o zbiorze zasad i dobrych praktyk współpracy pomiędzy zamawiającymi — często spółkami państwowymi — a firmami, które uczestniczą w procesach zakupowych, przetargowych i w budowie potencjału gospodarczego.
To przestrzeń, w której można rozmawiać o tym, co jest ważne dla rodzimej gospodarki: o budowaniu kompetencji na przyszłość, o potrzebach polskich przedsiębiorców, ale też o tym, jak pogodzić je z wymogami europejskiego rynku.
Czy taki mechanizm da się wprowadzić szybko i bez ryzyka paraliżu zamówień?
Musimy rozróżnić dwie rzeczy. Jedna to sama idea i definicje, a druga — ich realne wdrożenie w praktyce zamówień publicznych i w działaniach spółek państwowych. Czy to da się zrobić szybko? To się dopiero okaże. Jestem zwolennikiem podejścia, że stworzenie zasad i definicji to jedno, ale ich implementacja to proces znacznie trudniejszy i dłuższy.
Dziś jesteśmy na etapie pilotażu, szczególnie w energetyce. Ten proces jest rozpisany na około trzy lata. Pierwszy rok to testy i sprawdzenie, jak te zasady działają w praktyce i czy rzeczywiście funkcjonują w codziennych decyzjach zamawiających. Dopiero potem będzie czas na ocenę, korekty i ewentualne uzupełnienia polityki. To proces, który dopiero się zaczyna.
Mówimy o tym, że dopiero w praktyce okaże się, jak ten system local content będzie działał w Polsce. Czy mamy za granicą wzorce, na których możemy się wzorować?
Ministerstwo Aktywów Państwowych opierało się na wiedzy i doświadczeniach z innych rynków — przede wszystkim z Niemiec i Francji. To są naturalne punkty odniesienia, jeśli chodzi o polityki wspierania lokalnego udziału w inwestycjach. Z jednej strony dobrze, że w Polsce budujemy własne rozwiązanie, dopasowane do naszych realiów. Z drugiej — te zagraniczne doświadczenia są ważnym źródłem inspiracji.
Jeśli chodzi o naszą firmę, Unibep SA, to my nie musimy definiować „polskości”, bo jesteśmy firmą z większościowym polskim kapitałem. W praktyce w naszym łańcuchu wartości oraz dostaw współpracujemy z bardzo dużą liczbą polskich przedsiębiorstw. W branży budowlanej, szeroko rozumianej, ten udział krajowych, w szczególności firm i podwykonawców jest już dziś bardzo wysoki.
Natomiast trzeba jasno powiedzieć, że w obszarach technologicznie zaawansowanych — szczególnie w energetyce — wiele kluczowych komponentów nadal pochodzi z zagranicy. Dotyczy to m.in. turbin czy technologii ciepłowniczych, które w dużej mierze są dostarczane przez producentów z krajów zachodnich, czasem również spoza Europy. Dlatego właśnie ta integracja i stopniowe budowanie krajowych kompetencji w bardziej zaawansowanych segmentach technologicznych jest procesem, który dopiero przed nami.
A na ile wprowadzenie takiej polityki może realnie podnieść konkurencyjność polskich wykonawców?
Polityka i definicja local contentu wzmacniają konkurencyjność polskich firm przede wszystkim w tym sensie, że pozwalają im budować kapitał i kompetencje na przyszłość. Dzięki temu polskie przedsiębiorstwa, uczestnicząc w dużych projektach inwestycyjnych, będą w stanie w przyszłości skutecznie brać udział również w prestiżowych budowach poza granicami naszego kraju. To oznacza, że kompetencje budowane tutaj mogą być później rozwijane i eksportowane dalej, co czyni ten proces bardzo istotnym z punktu widzenia długofalowej strategii rozwoju i przedsiębiorstw i gospodarki naszego kraju.
Warto przypomnieć, że jednym z głównych założeń tej koncepcji było umożliwienie krajowym firmom realnego udziału w projektach związanych z energetyką jądrową w Polsce. To technologia, o czym już mówiłem, która w dużej mierze pochodzi z zewnątrz, a my w kraju na razie nie posiadamy pełnych kompetencji w tej dziedzinie. Właśnie dlatego konieczne było takie zdefiniowanie zasad, które pozwali budować potencjał krajowych przedsiębiorstw i stopniowo wzmacniać ich zdolności techniczne, umiejętności i doświadczenie w tym obszarze.
Jesteśmy na początku drogi — przed nami etap pilotażowy i kolejne fazy wdrożenia. Jakie będą największe wyzwania? Czy chodzi o dostosowanie prawa unijnego, brak kadr, czy raczej biurokratyzację całej idei?
Trochę wszystkiego po trochu. Definicja local contentu i to wszystko, co za nią idzie, ma charakter regulacyjny. Pojawiają się tam KPI, mierniki, które będą weryfikowane, oraz obowiązki raportowe w ramach łańcucha dostaw, również do GUS-u, który w pewnym momencie będzie to analizował i kontrolował.
To oczywiście oznacza dodatkową warstwę regulacji, ale w branży nie jest to traktowane jako problem. Wręcz przeciwnie — dobrze, że te zasady się pojawiają, bo porządkują sposób myślenia o całym procesie i pokazują, jak ma on funkcjonować w praktyce.
Natomiast kluczowe będzie dopiero wdrożenie. Jak zwykle w takich przypadkach — po czynach nas poznacie. Dopiero praktyka pokaże, jak to działa i gdzie ewentualnie potrzebne będą korekty. Na pewno będzie jeszcze dużo dyskusji na ten temat. I dobrze, że ta debata już się toczy — także na poziomie europejskim i podczas wielu lokalnych konferencji o charakterze biznesowym czy gospodarczym. To pozwala lepiej przygotować się do wdrożenia całego systemu.
Słyszę dużo optymizmu i z jednej strony cieszy, że ta dyskusja się toczy. Ale pojawia się pytanie: czy nie zaczęliśmy jej trochę za późno, przynajmniej na polskim gruncie?
Lepiej późno niż wcale. Przed nami ogromny proces inwestycyjny. Premier Donald Tusk zapowiedział ponad bilion złotych inwestycji w energetyce, a jeśli doliczyć do tego inwestycje w infrastrukturę drogową i kolejową i budowę Portu Polska, dlatego mówimy w sumie o kolejnych „bilionowych” nakładach.
To pokazuje skalę wyzwań, które są przed nami. I w tym sensie dobrze, że ta rozmowa o local content, o zasadach i kierunkach działania, toczy się już na początku tej drogi. Nie jest więc za późno — jesteśmy na jej starcie, a im precyzyjnej określimy kierunki na początku tej drogi, im umiejętnej zapewnimy integralność całego systemu wobec idei „local contentu”, to tym sprawniejsze będzie pozyskiwanie nowych kompetencji przez rodzime podmioty, wspierające ich rozwój w przyszłości na arenie międzynarodowej.
