Chiny mogą odciąć Filipiny od prądu. Wyciekł dokument rządowy

Chiny mogą odciąć Filipiny od prądu. Wyciekł dokument rządowy

Filipiny
Filipiny / Źródło: Unsplash / Eibner Saliba
Sieć elektroenergetyczna Filipin jest w pełni zależna od chińskiego rządu – informuje CNN. Z dokumentu rządowego, do którego dotarła redakcja, wynika, że ze względu na niedopatrzenia Chiny mają dostęp do kluczowych elementów filipińskiej infrastruktury krytycznej.

Cały kraj odłączony od prądu za pomocą jednego przycisku we władaniu obcego rządu? Brzmi nierealnie i skrajnie nieodpowiedzialnie, ale jak wynika z ujawnionego przez CNN dokumentu, tak właśnie może być na Filipinach. National Grid Corporation of the Philippines, czyli główny operator sieci elektroenergetycznej w kraju, w 40 proc. należy do chińskiego rządu. Nadal nie jest to pakiet kontrolny, więc wydawać się może, że nie powinno być problemu. Otóż nie. Okazuje się, że tylko chińscy inżynierowie mili dostęp do kluczowych elementów powstającej na Filipinach sieci. Oznacza to, że w teorii możliwe jest wyłączenie całej sieci za pomocą zdalnej komendy z Pekinu.

Zagrożenie tylko teoretyczne?

Część obserwatorów twierdzi, że zagrożenie istnieje, ale tylko teoretycznie. Do tej pory nie było podobnych przypadków ze strony chińskiego rządu. Z drugiej jednak strony, sieć energetyczna, jako infrastruktura krytyczna powinna być jednym z najmocniej strzeżonych elementów każdego kraju. W tym przypadku, w sytuacji potencjalnego konfliktu zbrojnego, można przypuszczać, że Filipiny utraciłyby całkowity dostęp do energii elektrycznej. „Nasze bezpieczeństwo narodowe zostało całkowicie zachwiane poprzez strukturę właścicielską i poziom dostępu, jaki chińskiemu rządowi udzieliło lokalne konsorcjum” – czytamy w ujawnionym raporcie.

Sporne terytorium

„Nie ma żadnego zagrożenia, póki nie zostaniemy zaatakowaniu przez Chiny” – skomentował, bagatelizując sprawę Juan Miguel Zubiri, lider koalicji rządzącej. Komentarz byłby uzasadniony, gdyby nie fakt, że Filipiny i Chiny toczą spór o granicę morską. Chodzi o wpływy na Morzu Południowochińskim, które rząd Filipin nazywa Morzem Zachodniofilipińskim. Obawy o konflikt zbrojny nie są więc nieuzasadnione.

Czytaj także:
Pat w rozmowach handlowych między USA i Chinami. „Drugi etap” zagrożony

Opracował:
Źródło: CNN

Czytaj także

 0