Wielkie projekty, wielka odpowiedzialność. Branża w kluczowym momencie
Materiał promocyjny marki BUDIMEX

Wielkie projekty, wielka odpowiedzialność. Branża w kluczowym momencie

Cezary Łysenko, członek zarządu Budimex S.A
Cezary Łysenko, członek zarządu Budimex S.A Źródło: Wprost
Centralny Port Komunikacyjny, energetyka jądrowa i wielkie projekty infrastrukturalne mogą całkowicie zmienić skalę polskiego budownictwa. Przed branżą stoi jednak nie tylko szansa, ale i wyzwanie związane z kumulacją inwestycji oraz przygotowaniem rynku na ich realizację — mówił Cezary Łysenko, członek zarządu Budimex S.A.

Zacznę od hasła, które przewija się przez tegoroczną edycję Europejskiego Kongresu Gospodarczego — local content i rola firm we wspieraniu polskich przedsiębiorstw. Zatrudniacie Państwo kilka tysięcy pracowników i współpracujecie z tysiącami podwykonawców. Jak ta współpraca wygląda w praktyce i czy local content jest w Budimeksie realnie obecny?

Local content to dziś bardzo modne hasło, ale prawda jest taka, że w naszej działalności funkcjonuje ono od wielu lat. W blisko 60-letniej historii Budimeksu zawsze staraliśmy się opierać realizację inwestycji na współpracy z lokalnymi firmami i partnerami.

Obecnie współpracujemy z kilkunastoma tysiącami podmiotów i traktujemy je jako integralną część naszego biznesu. Z naszej perspektywy ta współpraca układa się dobrze — co istotne, potwierdzają to również sami partnerzy. Od kilku lat zajmujemy czołowe miejsca w rankingach oceniających relacje między generalnymi wykonawcami a podwykonawcami i dostawcami.

Local content jest dla nas ważny na każdym etapie projektu — od przygotowania oferty, przez realizację, aż po zakończenie inwestycji. Staramy się, aby jak największy udział w projektach miały firmy działające lokalnie.

To przynosi korzyści nie tylko nam, choćby w postaci niższych kosztów operacyjnych, ale również regionom, w których realizujemy inwestycje — wzmacniamy lokalną gospodarkę i rozwój przedsiębiorstw.

Dobrym przykładem jest to, że wiele firm działających dziś jako generalni wykonawcy zaczynało z nami od współpracy na znacznie mniejszą skalę — często jako jednoosobowe działalności gospodarcze.

I dzięki współpracy z Państwem wiele z tych firm rozwinęło się w średnie i duże przedsiębiorstwa.

Dokładnie tak.

Wspomniał Pan o rankingach — niedawno zajęli Państwo pierwsze miejsce w naszym rankingu „40 czempionów budownictwa”. Przy okazji tego zestawienia sporo mówiło się też o wyzwaniach stojących przed branżą. Jednym z nich jest prawo zamówień publicznych — często oceniane jako skomplikowane czy wręcz przestarzałe. Jak Państwo je oceniacie i co należałoby zmienić?

Jeśli porównamy polskie prawo zamówień publicznych z rozwiązaniami funkcjonującymi w innych krajach Europy, to trzeba jasno powiedzieć, że mamy system dojrzały i transparentny. Problemem nie jest sama konstrukcja przepisów, ale praktyka ich stosowania.

Oczywiście są obszary, które można by aktualizować — świat się zmienia, technologie się rozwijają, a wraz z nimi także podejście do realizacji zamówień publicznych. Natomiast fundamenty tego systemu są solidne.

W praktyce najczęściej uczestniczymy dziś w przetargach nieograniczonych. Warto jednak pamiętać, że prawo daje znacznie więcej możliwości — jak choćby dialog konkurencyjny, negocjacje czy postępowania dwuetapowe, w których najpierw kwalifikuje się wykonawców, a dopiero później przechodzi do etapu ofert cenowych.

Te narzędzia pozwalają prowadzić postępowania w sposób bardziej efektywny i lepiej dopasowany do specyfiki inwestycji. Dlatego kluczowe jest pełniejsze wykorzystywanie możliwości, które już dziś daje obowiązujące prawo.

Pojawia się też zarzut dotyczący odwołań do KIO — że próg wejścia jest stosunkowo niski i sprzyja nadużyciom. Czy to rzeczywiście problem?

To jest realny problem. Widzimy wyraźny wzrost liczby postępowań wstrzymywanych przez odwołania i protesty — szczególnie w ostatnich dwóch–trzech latach.

Z jednej strony świadczy to o dojrzewaniu rynku — wykonawcy są coraz bardziej świadomi swoich praw i częściej z nich korzystają. Z drugiej jednak strony pojawia się pytanie o skalę i zasadność tych odwołań.

W naszej ocenie próg wejścia, zwłaszcza przy dużych postępowaniach — powyżej 100 mln zł — jest zbyt niski. Opłata na poziomie 20 tys. zł sprawia, że niektórzy traktują odwołania jako narzędzie taktyczne, podejmowane „na próbę”.

A tak nie powinno być. Odwołania powinny być składane wtedy, gdy istnieją ku temu solidne, merytoryczne podstawy — zarówno w odniesieniu do wyboru wykonawcy, jak i samego przebiegu postępowania.

Warto też zauważyć, że wiele odwołań dotyczy dziś nie tylko wyników przetargów, ale już etapu przygotowania dokumentacji — opisu przedmiotu zamówienia czy warunków udziału. To sygnał również dla inwestorów, że te elementy wymagają szczególnej uwagi i staranności

Patrząc na krajowy rynek w perspektywie kolejnych dekad, mówimy już o inwestycjach liczonych nie w miliardach, ale w bilionach złotych — od CPK, przez offshore na Bałtyku, po energetykę jądrową i infrastrukturę drogową. Jak Państwo na to patrzycie i które projekty będą kluczowe w najbliższych latach?

W naszej ocenie kluczowe są dziś dwa nowe obszary, które w ostatnich latach zyskały na znaczeniu. Pierwszy to projekty związane z Centralnym Portem Komunikacyjnym — szeroko rozumianym jako ogromny program infrastrukturalny. Mówimy tu o inwestycjach o wartości przekraczającej 130 miliardów złotych, czyli skali, z jaką Polska dotąd się nie mierzyła.

Drugi obszar to energetyka jądrowa — przede wszystkim projekt w Choczewie oraz plany budowy kolejnej elektrowni. To dla całej branży proces budowania nowych kompetencji, ale jednocześnie ogromna szansa rozwojowa.

Te dwa kierunki będą w dużej mierze determinować rozwój polskich firm budowlanych w perspektywie najbliższych 10–15 lat.

Oczywiście równolegle realizowane są programy rozbudowy infrastruktury kolejowej, dróg krajowych i autostrad. One dziś pełnią rolę stabilizatora rynku i zapewniają ciągłość portfela zamówień.

Natomiast w momencie, gdy ruszy szeroka fala postępowań związanych z CPK i energetyką jądrową, będziemy mieli do czynienia z bezprecedensową kumulacją inwestycji. To ogromne wyzwanie — szczególnie dla firm, które nie mają jeszcze doświadczenia w projektach tej skali.

Z drugiej strony to także wyjątkowa szansa dla polskiej gospodarki — być może największa od czasów powojennych. To moment, który może przełożyć się na trwały wzrost kompetencji, a w przyszłości także na eksport polskiego know-how — zarówno w obszarze budownictwa, jak i zarządzania dużymi inwestycjami.