Zamki na ołowiu. Czy obok Ogrodzieńca powstanie gigantyczna kopalnia?

Zamki na ołowiu. Czy obok Ogrodzieńca powstanie gigantyczna kopalnia?

Zamek w Ogrodzieńcu
Zamek w Ogrodzieńcu / Źródło: Newspix.pl / Piotr Kucza
Niedaleko zamku w Ogrodzieńcu, gdzie Netflix kręcił „Wiedźmina” ma powstać gigantyczna kopalnia cynku i ołowiu. Mieszkańcy protestują, bo inwestycja grozi odcięciem ich od czystej wody i odpływem turystów. Kanadyjski inwestor nie zamierza rezygnować.

Żyła złota na Jurze

Olza – bo tak nazywa się projekt budowy kopalni – obejmuje obszar 150 km kwadratowych. Kanadyjczycy otrzymali prawie dziesięć lat temu trzy koncesje: Zawiercie, Rokitno i Chechło (miejscowość, w której znajduje się Pustynia Błędowska). Sama firma przyznaje, że na badania i edukację gmin wydała dotychczas 84 mln zł; m.in. fundując stypendia dla uczniów i studentów, dokładając się do organizacji spotkań bożonarodzeniowych, dożynek, wspierając nawet klub piłkarski Warta Zawiercie. Firma otrzymała trzykrotnie tytuł „Kulturniaka Roku” przyznawany przez Miejski Ośrodek Kultury w Łazach koło Zawiercia. Była też nagradzana za wolontariat. W tym czasie wydobyła około 30 tys. metrów rdzeni z 270 otworów wiertniczych w celu weryfikacji zasobów rud cynku i ołowiu. Dokumentacja potwierdziła istnienie złoża o wielkości ok. 24 mln ton. Firma szacuje, że działalność wydobywcza w ramach projektu „Olza” będzie prowadzona przez okres około 10 lat, z ewentualnym wydłużeniem jej życia do 25-35 lat. Dokumentacje państwowe wykonane po pracach przeprowadzonych na tym terenie wskazują, że zasoby cynku i ołowiu mogą opiewać nawet na 100 milionów ton.

Kanadyjczycy zapewniają, że kopalnia będzie nowoczesna i przyjazna dla środowiska. Nowy zakład ma być przede wszystkim prawdziwą żyłą złota. Ze wstępnej oceny ekonomicznej wynika, że cała inwestycja, która wymaga 270 mln dolarów kapitału początkowego, zwróciłaby się po ponad dwóch latach. Codziennie przetwarzałaby 6 tys. ton skał. Przy kopalni powstałby zakład przeróbczy, w którym urobek byłby mielony. Łącznie generowałby przepływy gotówkowe rzędu 330 mln dolarów, i to po opodatkowaniu. Przedstawiciele kopalni wskazują, że na budowie zakładu zyskają gminy i mieszkańcy, którzy będą mieli pierwszeństwo w zatrudnieniu.

– Nasze szacunki opierają się na własnych analizach, ale także badaniach wykonanych przez niezależnych ekspertów oraz firmy konsultingowe. Szacujemy, że będzie od 400 do 600 dobrze płatnych miejsc pracy w samej kopalni – mówi Bartosz Władimirow z biura prasowego Rathdowney Polska.

Problem polega jednak na tym, że w rejonie Zawiercia nie ma górników, ani firm górniczych. Z danych starostwa wynika, że w całym powiecie istnieją zaledwie dwie firmy zajmujące się eksploatacją kopalin metodą odkrywkową: jedna związana z wyrabianiem cegieł, druga z kruszywami. W pobliżu, ale już w województwie małopolskim, znajduje się kopalnia rud cynku i ołowiu „Olkusz – Pomorzany”. Tamtejszy zakład ma zakończyć wydobycie z końcem 2020 roku. Część górników miałaby przejść do nowo utworzonej kopalni w ramach projektu „Olza”.

Minerały z odpadów

Temat kopalni, od samego początku wzbudzał wiele kontrowersji. W 2016 roku powstało Stowarzyszenie „Nie dla kopalni cynku i ołowiu”. W skrócie: mieszkańcy obawiają się degradacji środowiska, szczególnie uszczuplenia zasobów wody i jej jakości, zwiększonych wydatków jej dostarczania, a także chorób układu oddechowego spowodowanych pyleniem kopalni. Do tego dochodzi też spadek atrakcyjności turystycznej okolicy oraz obniżenie cen gruntów w związku z obecnością kopalni na terenie powiatu.

Władze spółki nie zgadzają się z zarzutami dotyczącymi szkodliwości inwestycji. Podkreślają, że w świetle obowiązujących przepisów, kopalnia musi mieć nowoczesne systemy przeciwdziałające potencjalnemu zanieczyszczeniu środowiska. Dla potrzeb projektowania kopalni przeprowadzone zostały więc zaawansowane badania i symulacje.

– Pracujemy nad rozwiązaniem, aby całość wód odprowadzanych z systemu odwadniania kopalni spożytkować do zaopatrzenia ludności w wodę pitną lub do nawodnień rolniczych i leśnych tak, aby woda nie była marnowana. Będziemy się starali zaprząc najnowocześniejsze technologie, żeby zastosować działania kompensacyjne niekorzystnych zmian klimatycznych – mówi Bartosz Władimirow.

W te zapewnienia, że inwestycja będzie przyjazna środowisku, nie wierzy Mariusz Golenia, wiceprezes Stowarzyszenia „NIE dla kopalni”. Mówi, że już w latach 70. były plany przesiedlenia mieszkańców Zawiercia na północny wschód, gdzie tereny są bogatsze w wodę.

– Gdyby woda miała być dostarczana z kopalni, to musiałaby być uzdatniona i oczyszczona, a to byłoby bardzo kosztowne. W Zawierciu pijemy wodę prosto z kranu, bo jest czysta. Po powstaniu kopalni, nasze miasto i okoliczne gminy miałyby z tym bardzo poważny problem – mówi.

Kłopotów jest więcej. Pozostaje na przykład kwestia odpadów odkładanych na hałdach. Lokalni aktywiści wskazują, że nie można mówić o tym, że są one czyste, bo znajdująca się w pobliżu Huta Bolesław (jedyny w Polsce producent cynku), planuje pozyskiwać cynk i ołów w ramach tzw. procesu poflotacyjnego z odpadów wygaszanej kopalni „Pomorzany”. W okolicach Olkusza na powierzchni około 100 hektarów znajduje się 60 mln ton takich odpadów. Mieszkańcy obawają się, że skoro sąsiedni zakład może pozyskiwać minerały z odpadów, to zapewnienia Rathdowney, o tym, że hałdy będą czyste i bezpieczne są nieprawdziwe.

Stowarzyszenie podkreśla, że kanadyjska firma utraciła swoją wiarygodność w negocjacjach z lokalną społecznością, bo mimo zapewnień o transparentności, próbowała samodzielnie i bez konsultacji pozyskać zgodę na lokalizację kopalni. Bezskutecznie.

– Na początku 2018 roku, na Radzie Powiatu przedstawiciele Rathdowney zapewniali o swojej transparentności, tymczasem już wtedy trwały ciche negocjacje z Lasami Państwowymi – Nadleśnictwem Siewierz – ws. dzierżawy działki, prowadzące do wycięcia 230 ha lasów ochronnych. Nikt o tym nic nie wiedział. Dopiero jak nasze Stowarzyszenie zaczęło mówić o lokalizacji, to temat ujrzał światło dzienne. Firma bardzo sprytnie nie wnioskowała o kupno tych terenów tylko o dzierżawę. Oznacza to, że zrobią swoje i potem Skarb Państwa będzie to musiał posprzątać – podkreśla Golenia.

Mimo sprzeciwu lokalnych władz oraz mieszkańców sprawa nie jest jeszcze zamknięta. W prezentacji dla inwestorów ze stycznia 2020 roku Rathdowney pisze, że wybór lokalizacji potrwa do końca trzeciego kwartału tego roku, a koncesję na wydobycie zdobędzie jeszcze do końca 2021 roku. Władze spółki w przesłanym nam stanowisku piszą, że spółka nie planuje wycofać się z projektu i nadal „wykonuje zakres prac wynikających z koncesji na poszukiwanie i rozpoznawanie złóż”. Tymczasem grupa mieszkańców chcąc zabezpieczyć swój region, wystosowała list otwarty, postulując wpisanie Jury Krakowsko-Częstochowskiej na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Okładka tygodnika WPROST: 11/2020
Całość dostępna jest w 11/2020 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0