Wieś odpowiedzialna społecznie

Wieś odpowiedzialna społecznie

Krowy
Krowy / Źródło: Shutterstock / sw_photo
Szklanka zamiast butelki. Bambus zamiast słomki. Walka ze zmianami klimatu nie polega tylko na walce z plastikiem. Do gry weszli rolnicy, którzy mają swoje pomysły na to, jak być bardziej eko.

Czym dzisiaj skusić klienta? Degustacją, kartą rabatową, punktami lojalnościowymi? Piątą darmową kawą po uzbieraniu czterech pieczątek? Restauracją w środku marketu? Marketem w środku restauracji? To już przestało działać. Współczesny konsument jest coraz bardziej wybredny. Chce czegoś więcej niż niskiej ceny i niespodzianek. W Polakach rozbudza się świadomość ekologiczna. Widać ją nawet przy robieniu codziennych zakupów. 29 proc. z nas twierdzi, że używa zbyt wielu toreb foliowych. Połowa przyznaje, że w ciągu ostatnich dwóch miesięcy zabrała własną torbę na zakupy. Co trzeci deklaruje, że odmówił sprzedawcy, kiedy pytał, czy nie potrzebuje foliówki. To wyniki zeszłorocznego raportu „Konsumenci a gospodarka obiegu zamkniętego” autorstwa firmy badawczej ARC Rynek i Opinia oraz Forum Odpowiedzialnego Biznesu.

Za tym trendem chcą podążać najwięksi producenci żywności, a nawet rolnicy. Jeszcze parę lat temu nikt sobie nie wyobrażał, że społeczna odpowiedzialność biznesu, pojęcie, które było przez lata domeną głównie wielkich zachodnich korporacji, trafi również na polską wieś.

Ręcznik z pudełka

Wałbrzych rezygnuje z plastikowych torebek. Tychy też bez plastiku. Urzędnicy nie napiją się nawet wody z plastikowej butelki. – W ciągu roku zużywaliśmy przeciętnie ponad 18 tys. plastikowych kubków. Korzystali z nich urzędnicy, ale przede wszystkim petenci i uczestnicy spotkań. Od stycznia w nowych dystrybutorach są już kubki papierowe, a uczestnicy spotkań korzystają ze szklanek – tłumaczy Aneta Luboń-Stysiak, sekretarz miasta Tychy. Podobnie w Słupsku. Dąbrowa Górnicza też mówi „nie” folii, plastikowi, nawet styropianowi. Ma być szkło albo tektura. Cała Polska wycofuje foliówki, plastikowe słomki, kubki, talerzyki. Ale czy to wystarczy, żeby naprawdę walczyć ze zmianami klimatycznymi?

Pod koniec stycznia do rewolucji doszło też w restauracjach McDonald’s. Popularna sieć całkowicie zrezygnowała z plastikowych słomek do napojów, kubków na lody, a nawet patyczków do balonów. To akurat przykłady, które łatwo będzie dostrzec zwykłemu klientowi. Ale ważniejsze jest to, czego klient nie widzi. McDonald’s, zastępując plastik papierem, poszedł o krok dalej. Chce zużyte przez klientów papierowe opakowania przerabiać np. na papierowe ręczniki czy papier toaletowy używany w toaletach. Do 2025 r. wszystkie opakowania mają podlegać recyklingowi i pochodzić ze źródeł odnawialnych lub certyfikowanych produkcji. McDonald’s planuje też ograniczyć emisje CO2 w swoich biurach, restauracjach, a także w łańcuchu dostaw. W tej chwili już ponad dwie trzecie restauracji McDonald’s korzysta z zielonej energii. Sieć chce, żeby to było 100 proc.

Dopłata na orzecha

Przez ostatnie 20 lat świat nie stał w miejscu. – Zmieniają się standardy, regulacje prawne, a przede wszystkim oczekiwania konsumentów. Są coraz bardziej świadomi i wywierają presję na przedsiębiorców, żeby też mieli świadomość, że czerpią ze środowiska i na nie oddziałują – mówi dr Piotr Mikołajczyk z afiliowanego przy Programie Narodów Zjednoczonych ds. Środowiska Centrum UNEP/GRID-Warszawa.

Krowy wrócą na pola. Nowe prawo wprowadza system dopłat dla rolników, którzy będą karmić zwierzęta mieszankami traw na świeżym powietrzu

W tej chwili w Polsce działa 19 tys. rolników i tysiąc przetwórców zajmujących się produkcją ekologicznej żywności. Kiedyś było ich więcej, ale to głównie z racji tego, że Unia Europejska promowała system dopłat na zakładanie ekogospodarstw. Na potęgę powstawały więc ekologiczne sady i uprawy, ale nikt nie był zainteresowany plonami, tylko koszeniem unijnych dotacji. Do tego celu świetnie nadawał się orzech włoski, bo ten gatunek owocuje dopiero po sześciu-siedmiu latach. W tym czasie nie trzeba było więc robić nic, tylko co roku dostawać 1,8 tys. zł od hektara z unijnej kasy. Teraz przepisy się zmieniły i dopłaty dostaje się nie od prowadzenia gospodarstwa, ale od wagi rzeczywiście zebranych plonów. Na rynku zostali więc już sami profesjonaliści.

Wypas się opłaca

Zdaniem Ryszarda Kamińskiego, wiceministra rolnictwa, nie chodzi jednak o to, żeby cała polska wieś zamieniła się nagle w jedno wielkie ekologiczne gospodarstwo. Nawet w Niemczech, Szwajcarii, Austrii i Francji ekouprawy to jedynie ułamek całej produkcji rolnej. Chodzi przede wszystkim o to, żeby promować polskie produkty.

– Irytuję się, kiedy widzę w polskich dyskontach żywność ekologiczną z importu. Jeżeli jedzie do nas tysiące kilometrów, to znaczy, że musiała być w jakiś sposób zakonserwowana. Miejmy nadzieję, że nie chemicznie – mówi Kamiński. Jego zdaniem należałoby wprowadzić do polskiego prawa system amerykański, w którym żywność liczy się w tonokilometrach. Sieci handlowe powinny premiować przede wszystkim te produkty, które przebyły do sklepu krótszą drogę, co oznaczałoby też mniej CO2 wyemitowanego do atmosfery.

Zmian będzie jeszcze więcej. W Sejmie przyjęto właśnie ustawę o dobrostanie zwierząt. – Za granicą z okna samochodu widać krowy, owce, konie wypasające się na polach. U nas powszechne jest karmienie zwierząt kukurydzą i kiszonkami pod dachem – opowiada Marcin Wroński, zastępca dyrektora Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. Nowe prawo wprowadza więc system dopłat dla rolników, którzy będą karmić zwierzęta mieszankami traw na świeżym powietrzu.

Za parę tygodni Janusz Wojciechowski, polski komisarz ds. rolnictwa, będzie ogłaszał u nas unijną strategię „Od pola do stołu”, w której pojawi się cały szereg praktycznych działań pokazujących, jak rolnicy i przetwórcy mogą jeszcze bardziej dbać o środowisko.

Okładka tygodnika WPROST: 9/2020
Artykuł został opublikowany w 9/2020 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0