Jakość, nie ilość

Jakość, nie ilość

Jakość, nie ilość. Debata „Wprost” o ekologicznej odpowiedzialności biznesu
Jakość, nie ilość. Debata „Wprost” o ekologicznej odpowiedzialności biznesu / Źródło: Wprost
Albo będziemy produkować żywność wysokiej jakości, albo przegramy z zagraniczną konkurencją. Przy naszych słabych glebach i ograniczonym dostępie do wody to może być jedyna szansa dla polskiego rolnictwa – mówili uczestnicy debaty „Wprost” na temat ekologicznej odpowiedzialności biznesu

Przy obecnej produkcji rolnej 800 mln ludzi na świecie cierpi z głodu lub niedożywienia. Ta liczba nadal rośnie. Szacuje się, że do 2050 r. globalna populacja wzrośnie o 2,5 mld ludzi. Żeby wszystkich wyżywić, produkcję żywności trzeba będzie podwoić. Dzisiaj rolnictwo konsumuje 70 proc. światowych zasobów wody i 30 proc. wytworzonej energii. Odpowiada też za emisję 30 proc. gazów cieplarnianych. O tym, czy polscy rolnicy i producenci żywności są świadomi tych wyzwań, dyskutowano podczas ostatniej debaty tygodnika „Wprost”.

Rolnik wyklęty

Ryszard Kamiński, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi: „Świadomość rolników rośnie. Nie kwestionują globalnego ocieplenia, zdają sobie sprawę, że ich działalność jest częścią zmian klimatu, ale dzisiaj częściej są przez te zmiany klimatu poszkodowani”. Wice­minister prosi, żeby rolników nie stygmatyzować, bo na zachodzie Europy uważa się ich wręcz za wrogów publicznych, którzy niszczą planetę. – Rolnik od wieków stara się współpracować z naturą, bo wie, że jeśli tego nie będzie robić, to przecież nic mu nie urośnie – mówił Kamiński. Jego zdaniem problem głodu można zacząć rozwiązywać od nas samych, czyli nie marnować i odpowiednio wykorzystywać żywność, którą dzisiaj kupujemy w nadmiarze.

Doktor Marek Tański z Agrolok Sp. z o.o., największego w kraju dystrybutora środków do produkcji rolnej i producenta komponentów paszowych bez GMO, opowiada, że rolnicy coraz bardziej dbają o glebę. Zdają sobie sprawę, że polska ziemia to nie jest eldorado. – 60 proc. polskich gleb jest uważanych za kwaśne lub o niewłaściwym pH. Poprawia się jakość nawozów, przygotowanie upraw, dbałość o ziemię – mówił.

Świadomość zwiększa się nie tylko w uprawach, lecz także w hodowlach. Anna Borys-Karwacka, dyrektor ds. relacji korporacyjnych w McDonald’s Polska, mówi, że sieć tylko w naszym kraju kupuje 12 tys. ton wołowiny rocznie! Polska stała się hubem do pozyskiwania produktów rolnych dla restauracji McDonald’s w różnych krajach Europy. Sieć dba o standardy, więc kupowana u nas wołowina musi mieć wysoką jakość i dobry wizerunek. W ubiegłym roku McDonald’s zaudytował 9 tys. polskich gospodarstw, również pod kątem zrównoważonej hodowli. W tym roku planuje przeprowadzić audyt w 17 tys. – Jesteśmy członkami platformy ds. zrównoważonej produkcji wołowiny. Należą do niej hodowcy i przetwórcy, inspekcje weterynaryjne, instytucje akademickie i organizacje pozarządowe. Zależy nam na tym, żeby producenci wołowiny dbali o dobrostan zwierząt, odpowiedzialnie wykorzystywali antybiotyki, a także emitowali jak najmniej gazów cieplarnianych – tłumaczy Anna Borys-Karwacka.

Ekologiczny margines

Kiedyś, mówiąc o społecznej odpowiedzialności biznesu (CSR – Corporate Social Responsibility), media ekscytowały się tym, że pracodawca postawił przy firmie przedszkole dla dzieci swoich pracowników.

Doktor Piotr Mikołajczyk z powiązanego z Programem Narodów Zjednoczonych ds. Środowiska Centrum UNEP/GRID-Warszawa: „20 lat temu przedsiębiorstwa podejmowały pierwsze działania, żeby poprawić swój wizerunek społeczny. Dziś definicja CSR poszerzyła się. To już nie tylko kwestie pracownicze, prospołeczne, ale przede wszystkim zrównoważony rozwój, który stoi na takim trójnogu: kwestiach ekonomicznych, środowiskowych i społecznych”.

Zdaniem Marcina Wrońskiego, zastępcy dyrektora Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa, polscy rolnicy są dobrymi ekologami: „Zajmują się uprawą od pokoleń. Wiedzą, jak zadbać o glebę, żeby była w dobrej kondycji i dawała najlepszy plon”. Jednakże trudno nam konkurować z ukraińskimi rolnikami, którzy dysponują lepszymi glebami. Ciężko też przegonić farmerów z Ameryki Południowej, gdzie ze względu na sprzyjający klimat żniwa odbywają się nie jak u nas raz, a dwa razy do roku. – Albo będziemy produkować żywność wysokiej jakości, albo przegramy z konkurencją. Przy naszych słabych glebach i ograniczonym dostępie do wody być może to jedyna szansa dla przyszłości polskiego rolnictwa – tłumaczył Ryszard Kamiński.

Nie da się jednak z dnia na dzień spowodować, żeby wszystkie polskie gospodarstwa stały się ekologiczne. Nie ma tak zresztą nigdzie na świecie. Wiceminister rolnictwa: „Produkcja ekologiczna nawet w zaawansowanych państwach, jak Austria czy Szwajcaria, to margines. Jej udział nigdzie nie przekracza 10 proc”..

Chemiczna fobia

Zdaniem Kamińskiego chemii nie należy przede wszystkim demonizować, bo wszystko, co jemy, nawet produkty ekologiczne, ma w sobie substancje chemiczne. – Mamy jakąś fobię nieużywania chemii, a tymczasem sacharoza, którą co niektórzy posłodzili przed chwilą kawę, to przecież też chemia. Obornik, który rolnik rozrzuca na pole, to też chemia – mówi.

Zdaniem Marcina Wrońskiego z KOWR demonizuje się również środki ochrony roślin i przedstawia je jako substancje absolutnie szkodliwe, które rolnicy stosują tylko po to, żeby mieć większe zyski. – Zatraciliśmy definicję środka ochrony roślin, który działa tak, jak lek na chorego człowieka. Bardziej bałbym się zjeść warzywo, które ma w sobie jakieś rakotwórcze grzyby, niż takie, na którym był prawidłowo stosowany środek ochrony roślin – tłumaczył.

Doktor Mikołajczyk uzupełnia: „Przyroda jest w swoich reakcjach dość beznamiętna. Czy środek ochrony roślin nazwiemy lekiem czy trucizną - jeżeli przedostanie się do wód, może oddziaływać toksycznie na organizmy wodne. W 2050 r. będziemy musieli wyżywić ok. 10 mld ludzi. Masowa produkcja żywności zapewne pozostanie działalnością de facto przemysłową. Stoi przed nami niebagatelne wyzwanie aby prowadzić ją w sposób jak najmniej szkodzący środowisku - tak, by móc w pełni czerpać z potencjału naturalnych ekosystemów do świadczenia nam rozlicznych korzyści”.

Warzywo luksusowe

Ale dużo się zmienia. McDonald’s na całym świecie współpracuje z grupą flagowych gospodarstw, które działają w zrówno­ważony sposób i wyznaczają standardy dla innych dostawców. Na liście pojawiło się już pierwsze gospodarstwo z Polski – to producent ziemniaków, z których sieć robi frytki. – Chcemy, aby do tej prestiżowej grupy dołączył polski producent wołowiny – mówi Anna Borys-Karwacka.

Zdaniem dr. Marka Tańskiego biznes szybko się dostosowuje do potrzeb. – Jeżeli konsument poszukuje mleka od krów żywionych paszą wolną od GMO, to reagujemy i wprowadzamy pasze wolne od GMO. W tym roku zaoferujemy nowe mieszanki traw, które oprócz popularnych gatunków będą zawierały też zioła, dzięki czemu mleko będzie zdrowsze i smaczniejsze – tłumaczy. Jego zdaniem rolnictwo ekologiczne, z racji tego, że wymaga dużych nakładów pracy, powinno być traktowane jako produkt luksusowy. A taki luksusowy towar będzie także wywierał presję na konwencjonalne rolnictwo, zmuszając innych do poprawy jakości. Tylko w ten sposób polski rolnik jest w stanie zdobyć umysły i portfele klientów.

Okładka tygodnika WPROST: 9/2020
Artykuł został opublikowany w 9/2020 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0