Black Friday. Na te sztuczki nabiera się większość z nas

Black Friday. Na te sztuczki nabiera się większość z nas

Przecena
Przecena / Źródło: Unsplash / Daniel von Appen
Trwa tydzień największych przecen. Jego kumulacją będą Black Friday i Cyber Monday. Coraz częściej otwarcie mówi się o tym, że część promocyjnych ofert, na które dajemy nabrać, okazjami wcale nie są. W jaki sposób sprzedawcy nakłaniają nas do zakupów? Sposobów jest kilka. Większość działa na bardzo prostych mechanizmach.

Promocja, przecena, okazja i rabat to ulubione słowa konsumentów. Wskazują, że coś da się kupić taniej, niż do tej pory. Ile razy słyszeliśmy zdanie „Oszczędziłem 400 złotych, kupując nowy telewizor”? To bardzo błędne stwierdzenie jest kwintesencją konsumpcjonizmu i tego, na czym zależy sieciom handlowym. Na wstępie wyjaśnijmy czemu, to zdanie nie ma sensu. Kupując coś, nie oszczędzasz. Wydajesz. Możesz wydać mniej (czasem tylko pozornie), ale nadal nie jest to oszczędzanie. Sieci handlowe żerują na tego typu naiwności i w okresach przecen takich jak nadchodzący Black Friday, zasypują nas „niezwykłymi promocjami”. Przy okazji wykorzystują kilka prostych sztuczek, aby namówić nas do zostawienia u nich pieniędzy.

Strach

Pierwsza odnosi się do jednego z najbardziej pierwotnych uczuć, do strachu. Jest to strach, że przegapimy daną okazję, że nie uda nam się taniej kupić czegoś, co pozornie jest nam potrzebne. W psychologii zjawisko to nazywane jest niechęcią do straty. Objawia się to nie tylko w momencie zakupów, ale również w procesie decyzyjnym na długo przed nim. Gdy na przykład zastanawiamy się i porównujemy oferty nowych pralek, lodówek czy telewizorów. Gdy już wybierzemy preferowany model, strach może polegać na tym, że czujemy, że zaraz po zakupie na dany model może pojawić się promocja.

Wspomnienia

Drugi popularny sposób to wykorzystanie nostalgii. Okres świąteczny bardzo sprzyja nabieraniu konsumentów na ten właśnie element. Bombki choinkowe, które są podobne do tych, które miała na choince babcia, stylizowane produkty, słodycze w limitowanej edycji czy składanki z największymi hitami lat 90. To tylko część z produktów, które kupujemy, mimo że w ogóle nie są nam potrzebne. Ich zakup sprawia nam jednak przyjemność, gdyż przypominają nam miłe momenty, lata dzieciństwa, bliskie nam osoby czy miejsca.

Wyobrażenia społeczne

Socjologowie już dawno zauważyli, że zachowania konsumentów są najczęściej nieracjonalne. Ciekawa obserwacja dotyczy oceny wartości danych produktów. Okazuje się, że najczęściej nie ma ona nic wspólnego z realną wartością produktu. Oceniamy ze względu na tak abstrakcyjne czynniki, jak np. używanie danego produktu przez kogoś znanego. Widać to często po garderobie. Nawet jeśli dana część garderoby - najczęściej buty - nie są specjalnie wygodne ani ładne, nagle pojawia się wysyp ludzi w bardzo podobnych modelach. Kupujemy, bo inni coś mają, a skoro mają to inni, to znaczy, że to musi być dobre. Jesteśmy istotami społecznymi. Zależy nam na przynależności do grupy.

Czytaj także:
Black Friday i Black Week w Lidlu i Biedronce. Co warto kupić?

Opracował:
Źródło: CNN

Czytaj także

 1
  • Sieci handlowe w Polsce nie stosują żadnych "sztuczek" ani także nie "nakłaniają" do zakupów tylko: manipulują, oszukują i naciągają klientów i UOKIK powinien własnie TERAZ realizować plan regularnych kontroli i łupać te zagraniczne sieci karami odpowiednio wysokimi do ich zarobków na Polsce. Jest w naszym kraju powszechną praktyką aby: informować na witrynach, że na dany produkt jest RABAT gdzie cena z tym rabatem jak sięgnąć wstecz jest w zasadzie taka jak przed rabatem. Często widać, że sklep specjalnie winduje ceny, aby potem dać rabat i obkleić sklep w stosowne reklamy, Żabka na etykietach pokazuje dużymi cenę za produkt a obok w małym okienku drobnym druczkiem jest opis, że cena obowiązuje dopiero przy zakupie 3-4x sztuk a realnie jest 20% wyższa. To są zwykłe oszustwa i wprowadzanie konsumenta w jawny błąd. Nie wspomnę już o samej idei Black Week gdzie w USA czy w Wielkiej Brytanii istotnie wpadając w Świąteczny haul zakupowy konsumenci mają szansę kupić jakiś markowy fajny produkt przykładowo za 20% jego standardowej ceny i cieszyć się z zakupowego polowania. W Polsce z tymi SUPER niby rabatami nie kupimy niczego taniej niż 10-15% :). Albo jak kupimy z rabatem to już sprzedawca zadba o to, aby cenę dobić tu ubezpieczenie, kredyt, opłata serwisowa, dodatkowe ubezpieczenie, dowóz, dodatkowa godzina, wniesienie, odbiory, że na sobotę, że coś dodatkowo dokupić i sumarycznie BACH + 25% najmarniej kasy do ceny. Bandziory i tyle...