Koronawirus jest szkodliwy dla zdrowia i zbawienny dla handlu w sieci

Koronawirus jest szkodliwy dla zdrowia i zbawienny dla handlu w sieci

Galeria handlowa
Galeria handlowa Źródło: Unsplash / mostafa meraji
Handel konwencjonalny przeżywa krach, a jego wirtualny odpowiednik święci triumfy. Wzrosty są potężne.

Według najświeższych danych, zebranych przez firmę analityczną Quantum Metric, amerykańscy detaliści odnotowali 50-procentowy wzrost przychodów w sieci między piątym a ósmym tygodniem 2020 roku, czyli w czasie, kiedy choroba zaczęła szybko rozprzestrzeniać się poza Azją.

Choroba COVID-19 nie pozostawiła wyboru władzom wielu krajów – by ją skutecznie zwalczyć, nałożono kwarantanny i ograniczono ruch. To zaś zmusiło konsumentów na całym świecie do robienia zakupów za pośrednictwem platform cyfrowych, takich jak Amazon, Allegro czy eBay.

Handel w sieci. Gigantyczny ruch

Według badania firmy analitycznej Quantum Metric, przychody detalistów, którzy prowadzą online’owe sklepy detaliczne, wzrosły o ponad połowę! Firma przeanalizowała łącznie około 5,5 miliarda anonimowych wizyt, jakich dokonali klienci z USA za pośrednictwem sieci, tak na komputerach stacjonarnych, jak i urządzeniach mobilnych. Pod uwagę wzięto okres od 27 stycznia do 23 lutego, kiedy to choroba zaczęła szybko rozprzestrzeniać się poza Azją.

– Pogłębiona analiza wykazała, że o blisko 10 proc. wzrósł wskaźnik konwersji w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. Znacznie więcej kupujących, którzy odwiedzali strony internetowe sprzedawców, ostatecznie dokonało zakupu. To jeden z najważniejszych wskaźników w handlu online, który mierzy zarówno skuteczność naszych działań reklamowych w sieci, jak i ogólną atrakcyjność oferty, na którą składa się wiele czynników, np. cena, jakość, renoma itd. – zauważa Sascha Stockem z Nethansy, która specjalizuje się w optymalizacji sprzedaży na platformie e-commerce Amazona.

Od wielu lat obserwujemy umiarkowaną migrację handlu do sieci. Wszystko wskazuje na to, że wybuch globalnej pandemii znacznie ten proces przyspieszył. Konsumenci chcą unikać miejsc publicznych, a rozbudowany sklep online to nie tylko idealne rozwiązanie dla introwertyków, lecz również wygodna, bezpieczna i niewymagająca kontaktu z drugą osobą alternatywa dla klasycznych zakupów. Te atrybuty nabierają znaczenia w obliczu rozszerzającej się epidemii wirusa.

Handel w sieci. Inne przyzwyczajenia klienta

Jak bardzo zmienił się dzień statystycznego Kowalskiego od czasu wybuchu epidemii, najlepiej obrazuje najnowszy raport przygotowany przez Cloud Technologies. Specjaliści warszawskiej spółki big data zgromadzili i przeanalizowali dane GPS z telefonów komórkowych milionów Polaków i sprawdzili, jak zmieniła się nasza aktywność w przemieszczaniu. Okazuje się, że odkąd nad Wisłą odnotowano pierwszy przypadek zakażenia wirusem SARS-CoV-2, nasz ruch zaczął mocno spadać, by pod koniec badania – 25 marca 2020 r. – osiągnąć poziom około 40 proc. wartości z czasów przed epidemią.

– W czasie epidemii więcej czasu spędzamy w sieci. Możemy więc bezpiecznie założyć, że w związku z tym więcej czasu poświęcamy na internetowe zakupy. Popyt jest tak duży, że gigant handlu elektronicznego Amazon zdecydował się na stworzenie dodatkowych 100 tys. etatów oraz podniósł wynagrodzenie za nadgodziny dla pracowników magazynowych, aby zaspokoić rosnące zapotrzebowanie – podsumowuje Sascha Stockem.

Handel w sieci. Nowe otwarcie

Wzrost zainteresowania zakupami online dostrzegają najwięksi, czego przykładem są działania marki Carrefour, która uruchomiła swój oficjalny sklep na platformie Allegro, gdzie klienci mogą dokonać zakupu części asortymentu oferowanego w sklepach stacjonarnych marki. Z kolei sklep E-obuwie rozwija w największych miastach sieć punktów, w których potencjalny nabywca może dokonać dokładnego skanu swojej stopy, co umożliwia perfekcyjne dopasowanie obuwia, bez wychodzenia z domu. W dobie kryzysu internetowy handel kwitnie.

– Według danych rządu USA, w czwartym kwartale 2019 r. sprzedaż internetowa stanowiła 11,4 proc. całkowitych wydatków detalicznych. Niedawne prognozy przewidywały, że w 2020 r. e-handel będzie odpowiadał za ich 12 proc. lub nieco więcej. Patrząc na dynamikę zmian, oceniamy, że wskaźnik ten może osiągnąć nawet dwukrotnie wyższy poziom, zatrzymując się na około 20 proc. Oczywiście sytuacja jest niepewna, a przyszłość trudna do przewidzenia. Wszystko zależy od tego, jakie będą gospodarcze powikłania powirusowe – twierdzi Sascha Stockem.

Jak się okazuje, to nie pierwszy triumf e-handlu. W 2002 i 2003 roku sklepy Alibaba i JD.com, w wyniku kryzysu wywołanego przez SARS, wyraźnie zwiększyły swoje przychody.

Handel w sieci. Co powinny zrobić firmy?

Przede wszystkim musimy przygotować się na zmianę zachowań klientów. Dotychczas byli oni najbardziej aktywni w internecie wcześnie rano, późnym wieczorem oraz w nocy. Obecnie aktywni są niemal całą dobę.

Potrzebna jest też elastyczność w działaniu i wzmożone zainteresowanie ofertą nastręczają kolejnych problemów, takich jak obciążenie łańcucha dostaw oraz niedostateczna wydajność firm kurierskich. W czasie kryzysu sama dostawa towaru do klienta staje się sporym wyzwaniem. Największe firmy handlujące w sieci coraz częściej stawiają na dywersyfikację usług kurierskich, podpisując umowy z wieloma operatorami.

Jeśli chodzi o elastyczność, ważna jest elastyczna siła robocza. Amazon zatrudnił już 100 tys. osób, a wkrótce zatrudni kolejne 75 tys. Chińskie firmy, takie jak hotele, restauracje czy kina, które odnotowały gwałtowny spadek odwiedzin lub zostały przymusowo zamknięte, dokonały ciekawego manewru. Tymczasowo podzieliły się swoimi pracownikami z siecią sklepów Hema, borykającą się z niedoborem personelu. Śladem Hemy, która należy do największego konkurenta Amazona, poszły inne firmy. Na rynku zachodnim Ele, Meituan i JD's 7Fresh zapożyczyły siłę roboczą z dotkniętych kryzysem restauracji.

Handel w sieci. Polski wzrost

Nad Wisłą początkowy okres wybuchu epidemii był dla e-commerce jak trzęsienie ziemi. Doskonale ilustrują to dane zebrane przez Sembot.io, polską firmę oferującą zbiór narzędzi dla ekspertów Google Ads, które pozwalają zwiększyć efektywność kampanii reklamowych oraz uzyskać nowe informacje o zachowaniu klientów. Sembot.io wziął pod lupę konta reklamowe 300 sklepów internetowych. Okazuje się, że 20 marca dla rodzimego e-commerce był dniem najgorszym. Wydatki na reklamę wyświetlaną w modelu CPC, czyli płatną za każde kliknięcie, wyniosły zaledwie 35 tys. zł. To o 40 proc. mniej niż 20 lutego. Tymczasem 9 dni później za kliknięcia internautów w banery e-sklepy zapłaciły już 62 tys. zł. To jedynie 5 proc. mniej niż średnia z analogicznego dnia w miesiącu poprzedzającym.

– Trend jest obiecujący. Wszystko wskazuje na to, że internetowy handel dobrami normalnymi powoli wraca do stanu sprzed epidemii. Najgorsze emocje opadły – tłumaczy Bartosz Ferenc, prezes zarządu Sembot.io.

E-commerce w Polsce to około 7 proc. handlu detalicznego. W internecie kupujemy jednak coraz częściej. Sprzyja temu wszechobecny lockdown i dążenie Polaków do zachowania dystansu społecznego. – Jeśli z tych 93 proc. zakupów, które dotychczas robiliśmy w fizycznych punktach sprzedaży, e-commerce przejmie chociażby 10, to sprzedawcy internetowi zanotują poważny wzrost obrotów – dodaje Ferenc.

Czytaj też:
Zakupy z Tesco przywiezie taksówkarz. Firmy łączą siły
Czytaj też:
Koronawirus. Kolejna branża na skraju bankructwa