Na bazarach nie ma tłoku. Nawet pandemia nie pomogła

Na bazarach nie ma tłoku. Nawet pandemia nie pomogła

Bazar Różyckiego w Warszawie
Bazar Różyckiego w Warszawie / Źródło: Newspix.pl
W pierwszych siedmiu miesiącach tego roku z targowisk zniknęło niemal tyle firm co w całym 2020 r. Zarządcy bazarów starają się ratować te miejsca, ale remont nie jest gwarancją, że klienci zostaną. Dowodzi tego przykład warszawskiego bazaru Różyckiego.

W 2020 roku bazary okazały się popularnymi miejscami do robienia zakupów. Nie objęły ich lockdowny, które wiosną zeszłego roku objęły cały handel (dopiero w kolejnych miesiącach ograniczenia zaczęły dotyczyć tylko sklepów określonej wielkości), ponadto klienci cenili sobie możliwość robienia zakupów na świeżym powietrzu. Nie zmienia to faktu, że coraz mniej sprzedawców rozkłada towar na rynkach.

Tylko w ostatniej dekadzie z polskich targowisk wyparowało blisko 57 tys. przedsiębiorców, co stanowi ubytek rzędu 41 proc. Wedle szacunków na koniec lipca 2021 roku na polskich targowiskach i bazarach sprzedaje nieco ponad 80,4 tys. Podczas gdy jeszcze w 2009 roku było ich 137 tys. – wyliczył w rozmowie z „Rzeczpospolitą” mówi Tomasz Starzyk, rzecznik Dun&Bradstreet.

Coraz wyższe oczekiwania klientów

W najszybszym tempie kurczy się rynek sprzedaży obuwia i odzieży. Od 2009 roku liczba przedsiębiorców oferujących ten rodzaj asortymentu spadła z 70 tys. do 39 tys., co daje spadek rzędu 43 proc. Niewiele lepiej jest w przypadku detalicznej sprzedaży żywności i artykułów spożywczych, gdzie na przestrzeni dekady o 40 proc. spadła liczba sprzedających na bazarach i targach firm.

Czy to oznacza, że w niedalekiej przyszłości bazary znikną lub będą na nich handlować tylko bardzo pojedynczy sprzedawcy? Tak nie musi być. W niektórych miejscowościach lokalne rynki i bazarki rzeczywiście się zwijają, za to w innych świetnie prosperują i przyciągają klientów w promieniu nawet 20 kilometrów. Znaczenie ma pewna tradycja – są miejscowości, w których piątkowe czy sobotnie rynki działają „od zawsze” i stacjonarne sklepy nie są im straszne, bo ludzie wyrobili w sobie nawyk kupowania na ulicy.

Nie mniej ważne jest jednak zapewnienie kupującym wygodnych i estetycznych warunków robienia zakupów. W sytuacji, gdy jak grzyby po deszczu wyrastają sklepy, które oferują bardzo tanie ubrania, wyposażenie domowe czy zabawki (np. Pepco), nie ma co liczyć, że klienci będą chcieli robić zakupy z łózek polowych i przymierzać ubrania, chowając się za wieszakami. Zrozumiały to miasta, które remontują należące do nich targowiska. Czasem spotyka się to ze sprzeciwem mieszkańców, którzy przekonują, że lubią swój bazarek w obecnej formie – przyzwyczaili się do niego i boją się, że po remoncie utraci charakter i upodobni się do sklepów. Protestują też sprzedawcy, którzy po remoncie będą musieli płacić wyższe opłaty za możliwość wystawiania towaru.

Warszawski przykład dowiódł, że samo wyrównanie nawierzchni i wstawienie kontenerów to za mało

Rewitalizacja musi być jednak przeprowadzana w sposób przemyślany. O tym, że samo postawienie boksów nie wystarczy, przekonuje przykład warszawskiego bazaru Różyckiego na Pradze. Gdy miasto ogłosiło, że bierze się za porządki, podniósł się sprzeciw, że co to za pomysł, skoro urok bazaru polega na tym, że od ponad stu lat rozwija się samoczynnie i nikt z góry nie ingeruje w jego kształt. Inna sprawa, że w ostatnich latach naprawdę świecił pustkami, bo bardzo złe warunki i estetyka na poziomie lat 90. ubiegłego wieku zniechęcały nawet mieszkających w najbliższym jego sąsiedztwie.

Przeprowadzono więc wielką rewitalizację, w miejsce przypadkowych stoisk ustawiono jednakowe pawilony (choć lepszym określeniem jest słowo „kontenery”). Efekt finalny rozczarował: było bardzo… nijak. W wyniku zmian powstała przewidywalna przestrzeń, która w żaden sposób nie nawiązuje do historii tego miejsca.

- Już nie chcę nic mówić o architekturze pawilonów, choć nie dziwię się, że niektórzy używają mocnych słów. Najbardziej mnie irytuje to, że wydano prawie 6 mln zł na coś, co sprawia wrażenie zabudowy tymczasowej, bez pomysłu na to, jak ma działać – mówił pod koniec 2020 roku w rozmowie ze stołeczną „Gazetą Wyborczą” Krzysztof Michalski ze Stowarzyszenia „Porozumienie dla Pragi”.

Zakupy robi się więc na „Różycu” przyjemniej, ale poza tym klienci nie dostali żadnego dodatkowego powodu, by wybrać się na zakupy odzieżowe właśnie tam, a nie szukać na wieszakach z promocjami w nieodległej galerii handlowej. Dla zarządców bazarów w całej Polsce powinien to być dowód na to, że samo włożenie nawet dużych pieniędzy w remont nie daje gwarancji, że miejsce będzie skutecznie konkurowało z innymi obiektami handlowymi w okolicy. Co nie znaczy, że nie warto próbować.

Czytaj też:
Nie tylko dla wegetarian. Roślinne alternatywy dla mięsa szturmują rynek

Opracowała:
Źródło: WPROST.pl
 0

Czytaj także