Orka po latach wypływa z cienia. Kto zbuduje Polsce okręty podwodne? Lista potencjalnych dostawców jest krótka

Dodano:
Wśród potencjalnych dostawców Orki można wymienić m.in. niemiecki tkMS. Na zdjęciu ich najnowszy U-32 należący do typu 212 Źródło: Deutsche Marine
To, że Marynarka Wojenna jest najbardziej zaniedbanym rodzajem sił zbrojnych w Polsce nie jest żadną sensacją i tajemnicą. W ostatnich latach sytuacja nieco się poprawiła, gdyż udało się wprowadzić do służby dziesięć nawodnych jednostek, a dodatkowo Agencja Uzbrojenia sukcesywnie zamawia nowe. Można tu wymienić trzy fregaty rakietowe Miecznik, trzy kolejne niszczyciele min Kormoran II oraz dwa okręty rozpoznawcze Delfin. Od lat solą w oku były jednak i są nadal okręty podwodne.

Przełomem może być deklaracja wicepremiera i ministra obrony Mariusza Błaszczaka, który 24 maja publicznie ogłosił, że jeszcze w tym roku ruszy postępowanie przetargowe dotyczące zakupu jednostek tej klasy, które kryją się pod kryptonimem Orka.

Jak ujął to szef resortu obrony, „jeszcze w tym roku planujemy uruchomić postępowanie, którego celem będzie zakup okrętów podwodnych wraz z transferem niezbędnych technologii, które chcemy uzyskać w drodze zamówienia offsetowego”.

Oczywiście można zadać pytanie, czy powyższa deklaracja nie stanowi zasłony dymnej, która miałaby odwrócić uwagę od sprawy pocisku Ch-55, który spadł w pobliżu miejscowości Zamość na kujawach. Dodatkowo należy pamiętać, że w bieżącym roku zaplanowane są wybory parlamentarne, które mogą zachwiać układem politycznym w kraju. W przypadku tak strategicznego problemu, jakim jest zakup okrętów podwodnych, można mieć nadzieje, że dojdzie do politycznego porozumienia ponad podziałami. Należy bowiem pamiętać, że uruchomienie procedury w bieżącym roku nie oznacza, że dostawcę poznamy w ciągu najbliższych miesięcy – ewentualne zamówienie trzech konwencjonalnych okrętów nowego pokolenia wraz z niezbędnym pakietem szkolno-logistycznym oraz uzbrojenia to duży projekt polityczno-gospodarczy. Liczba potencjalnych dostawców jest niewielka, a niektórych (planowanych) elementów uzbrojenia jeszcze mniejsza.

Jak kilka lat temu powiedział jeden z wiceprezesów przedsiębiorstwa przemysłu obronnego w Polsce, tego typu zakupy mają wybitnie polityczny wymiar. Potencjalna wartość kontraktu może oscylować w granicach około 4 mld euro, a dostawa może zostać rozciągnięta w czasie do przynajmniej do połowy kolejnego dziesięciolecia.

O ile obecnie szczegóły pozostają niejawne, nieco światła na potencjalną konfigurację okrętów podwodnych nowego typu rzucił w swoim wystąpieniu Mariusz Błaszczak.

– Chcemy, żeby nasze okręty podwodne cechowała długotrwałość realizowanych misji oraz wysoka pojemność w zakresie przenoszonych środków bojowych i elastyczność konfiguracji.(…) Pełnowartościowa Marynarka Wojenna powinna obejmować nie tylko jednostki nawodne, ale również te mogące skrycie przemieszczać się pod wodą, zdolne do długotrwałego wyczekiwania na swój moment, by w odpowiednim czasie uderzyć, czy to w cel nawodny, czy w lądowy – mówił minister.

Tego typu stwierdzenie może oznaczać, że resort obrony nadal, o czym dalej, podtrzymuje dwa kluczowe wymogi – zastosowanie nowoczesnego napędu niezależnego od powietrza AIP, a także dostosowanie platformy do przenoszenia i użycia pocisków manewrujących.

Źródło: Wprost
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...