Nowa odsłona reformy PIP. „To nie jest rozwiązanie, o jakim marzyli pracodawcy”

Dodano:
Co dalej z reformą Państwowej Inspekcji Pracy? Źródło: Shutterstock / Memory Stockphoto
Reforma PIP wraca w zmienionej formule. Presja na firmy maleje, ciężar sporów przejmą sądy.

Po zeszłorocznej batalii o reformę Państwowej Inspekcji Pracy (PIP), zakończonej odrzuceniem projektu ustawy sygnowanego przez resort pracy, luty przynosi nową wersję nowelizacji, przyjętą we wtorek przez rząd.

– Kolejna wersja projektu ustawy jasno pokazuje główny cel legislatora: realizację kamieni milowych z KPO, od których zależy wypłata 8 mld zł. Wprost wynika to z oceny skutków regulacji – stwierdza w rozmowie z „Wprost” radca prawny Katarzyna Małaniuk z kancelarii Rödl & Partner.

Jak zauważa prawniczka, wbrew grudniowym zapowiedziom i medialnej narracji, po odrzuceniu poprzedniej wersji projektu rząd nie zdecydował się ani na rewolucję, ani na utrzymanie całkowitego status quo.

Przekształcenia umów w „łagodniejszej formie”

Projekt wprowadza mniej restrykcyjne podejście do kontroli umów, skupiając się na informowaniu i doradzaniu pracodawcom zamiast natychmiastowego egzekwowania zmian. Ma to na celu zmniejszenie ryzyka konfliktów i danie firmom czasu na dostosowanie się do zaleceń.

– Najbardziej społecznie gorący temat – uprawnienie PIP do przekształcania umów cywilnoprawnych w umowy o pracę – został ujęty w sposób wyraźnie łagodniejszy niż wcześniej. Projekt odbiera Inspekcji najbardziej kontrowersyjne kompetencje: działanie decyzji wstecz oraz ich natychmiastową wykonalność – mówi mec. Katarzyna Małaniuk.

Zauważa jednak, że w przyjętym przez rząd projekcie PIP zachowa możliwość kwalifikowania umów cywilnoprawnych jako umów o pracę w trakcie kontroli.

– Ustalenia te nie będą wiążące dla stron, ale inspektor będzie musiał wpisać w protokole polecenie uznania danej umowy za spełniającą przesłanki stosunku pracy. Pracodawca zostanie zobowiązany do poinformowania PIP o wykonaniu polecenia. Jeśli odmówi – projekt przewiduje dla okręgowego inspektora pracy dwie ścieżki: wydanie decyzji albo skierowanie pozwu do sądu o ustalenie istnienia stosunku pracy – tłumaczy prawniczka.

„To nie jest rozwiązanie, o jakim marzyli pracodawcy”

Ekspertka podkreśla, że nowelizacja nie zachwyci przedsiębiorców, ale jest zdecydowanie korzystniejsza niż poprzednia propozycja.

– Choć nie jest to rozwiązanie wymarzone przez pracodawców, a regulacja wymaga jeszcze dopracowania, stanowi zdecydowanie korzystniejszą opcję niż poprzednia propozycja obarczona ryzykiem retroakcji i natychmiastowej wykonalności decyzji. Naturalnie ograniczenie władczych kompetencji PIP oznacza, że ciężar rozstrzygania sporów przeniesie się na sądy pracy, co w dużych miastach zapewne wydłuży oczekiwanie na wyroki. Z drugiej strony to właśnie droga sądowa zapewnia obiektywną, pogłębioną ocenę charakteru umowy – kluczową z uwagi na daleko idące skutki publicznoprawne – stwierdza mec. Małaniuk.

Samodzielne przekształcenia umów „nagradzane”

Jak zauważa prawniczka, ustawodawca próbuje jednocześnie zmniejszyć ryzyko zatorów w sądach, wprowadzając zachęty.

– Pierwszą z nich jest przyznanie Głównemu Inspektorowi Pracy prawa do wydawania interpretacji indywidualnych w zakresie ustalania istnienia stosunku pracy, która ma chronić i zapewniać jednolitą interpretację przepisów przez PIP – mówi mec. Małaniuk.

To jednak nie wszystko. Zgodnie z pomysłem autorów projektu nowelizacji, jeśli strony same „przekształcą” umowę cywilnoprawną w umowę o pracę w ciągu sześciu miesięcy od wejścia ustawy w życie, unikną odpowiedzialności wykroczeniowej i kary.

– Jednak w praktyce osoby w drugim progu podatkowym najpewniej nie uznają tego za wystarczającą motywację i nadal mogą preferować elastyczne formy współpracy, licząc się nawet z potencjalnym sporem sądowym – zauważa prawniczka.

Nowa metoda – mniej przymusu, więcej zachęt

Najnowszy projekt zmian w PIP wycofuje się z najbardziej radykalnych pomysłów, zachowując jednak ambicję zwiększenia liczby umów o pracę i realizacji kamieni milowych KPO.

– Zmienia się jedynie metoda: mniej administracyjnego przymusu, więcej impulsów, które mają skłonić strony do działania „po dobroci”. Czy pozwoli uniknąć chaosu prawnego? Zdecydowanie tak. A to już jest istotna zmiana jakościowa w porównaniu z pierwotną wersją projektu – podsumowuje mec. Małaniuk.

Źródło: WPROST.pl
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...