Porno po polsku

Porno po polsku

Pornografia
Pornografia / Źródło: Fotolia / sesselritter
Polki bajerują przed sekskamerkami bogatych Niemców i Amerykanów. Polskie wytwórnie kręcą kilkaset filmów porno rocznie. Nasza branża erotyczna imponuje rozmiarami, ale i fantazją.

Z godnie z zapowiedzią premiera Mateusza Morawieckiego w pierwszej połowie tego roku powstanie specjalna ustawa ograniczająca dostęp do treści erotycznych. Złośliwi nazywają ją ustawą pruderyjną albo anty­świerszczykową. Ma być tak: chcesz obejrzeć w internecie porno, musisz otrzymać od urzędników specjalny klucz weryfikujący twój wiek. Pytanie, czy to coś da?

Polacy jak mało który naród lubią oglądać filmy porno. Z danych Mega­panel PBI/Gemius wynika, że aż 62 proc. mężczyzn i 38 proc. kobiet szuka treści erotycznych w internecie. Instytut Psychologii PAN alarmuje, że aż 43 proc. osób w wieku 11-18 lat ma kontakt z pornografią, w tym prawie co piąty przynajmniej raz w tygodniu.

Skoro jest popyt, to nadążyć za nim musi też podaż. W Polsce dynamicznie rozwijają się firmy oferujące dostęp do sekskamerek, przed którymi młode Polki kuszą erotycznymi zabawami za pieniądze. W Polsce nagrywa się też ponad 200 profesjonalnych filmów porno­graficznych rocznie. W kolejnych miastach powstają kluby swingersów. Polacy wymyślili nawet suplement diety poprawiający smak nasienia. Wyrastamy na erotyczne Hollywood Europy.

Dwa euro za Polkę

W Łodzi mieści się siedziba jednej z największych europejskich firm zatrudniających modelki do występów przed seks­kamerkami. Intercam Studios Poland na stałe współpracuje z ponad 250 dziewczynami. W 2018 r. roku spółka osiągnęła ponad 5 mln zł przychodów, z czego zysk stanowił 1,5 mln zł. – Na dobry obiad jest – śmieje się Michał Dziemdziela, prezes zarządu Intercam, gdy pytamy go o pieniądze. Nie czuje się alfonsem. Mówi, że daje dziewczynom szansę na uczciwy zarobek. On tylko zadbał o infrastrukturę. Nie czerpie korzyści z nierządu, nie namawia do uprawiania seksu.

W Polsce funkcjonują zresztą setki podobnych przedsiębiorstw. W Europie jesteśmy prawdziwym zagłębiem live chatów. Modelcam, Candy Models, Cam4 – to tylko kilka największych firm. Co ciekawe, żadna z nich nie ma własnej strony erotycznej. Są tylko pośrednikami od tworzenia sekscontentu. Zatrudniają atrakcyjne dziewczyny, stawiają je przed kamerką, a obraz na żywo puszczają na zagranicznych portalach erotycznych. Zarabiają w euro, a modelkom płacą w złotówkach.

Niemiec płaci dwa euro za minutę rozmowy z Polką. Chociaż pewnie nawet nie wie, że rozmawia z dziewczyną z Polski. Modelki mają swoich moderatorów, którzy mówią w kilku językach.

I tak np. Niemiec płaci dwa euro za minutę rozmowy z Polką. Chociaż pewnie nawet nie wie, że rozmawia z dziewczyną z Polski. Modelki mają moderatorów, którzy mówią w kilku językach. To oni tłumaczą odpowiedzi dziewczyn na czacie. One mają tylko dobrze się prezentować. Często nawet nie widzą swojego rozmówcy. Mało tego. Żeby zintensyfikować zyski, firmy logują tę samą dziewczynę nawet na 10 portalach jednocześnie. Bywa tak, że jedna kobieta rozmawia z kilkoma mężczyznami naraz.

I tak dziewczyny w studiach w Warszawie, Szczecinie czy Wrocławiu (to najpopularniejsze miejsca w Polsce, gdzie funkcjonują pośrednicy) bajerują mężczyzn z Niemiec, Wielkiej Brytanii czy USA.

Kamerka ze śniadaniem

Sprawdziliśmy, jak w praktyce wygląda taka praca. Firma udostępnia modelkom luksusowe pomieszczenia. Zazwyczaj są to boksy w przestronnych lokalach. W środku do dyspozycji duże tarasy, jacuzzi, sauna, klimatyzacja. Do tego catering. Dziewczyny pracujące w nocy mają nielimitowaną kawę. Te, które zostają na kamerce aż do rana, mogą zjeść śniadanie. Są też przekąski, napoje, wszystko oczywiście za darmo.

Każde stanowisko pracy wyposażone jest w nowoczesny sprzęt. Profesjonalne oświetlenie, make-up, kamera, która może nagrywać w rozdzielczości 4K. W tak zaaranżowanym studio dziewczyny pełnią dyżury. Każda z nich indywidualnie dobiera sobie czas pracy. Mogą to być dwie godziny dziennie, bardziej ambitne siedzą przez cały dzień. Wedle zasady – im dłużej pracujesz, tym więcej zarobisz.

Firma zapewnia też dziewczynom wysokiej klasy sesje zdjęciowe, żeby mogły kusić klientów bogatym portfolio. Najlepsze modelki mogą z kamerek zgarniać 200 zł za godzinę. Mniej rozchwytywane o połowę mniej. Wszystkie mają umowy o pracę albo zlecenie.

– Wbrew pozorom one wcale nie muszą się rozbierać ani bawić się wibratorem – przekonuje Michał Dziemdziela z Intercam. – W dużej mierze ich klientom chodzi o to, żeby z kimś porozmawiać o swoich problemach, wyżalić się, a przy okazji popatrzeć na śliczną istotę. W czołowej dziesiątce najlepiej zarabiających u mnie dziewczyn rozbierają się może dwie – tłumaczy.

10 godzin seksu dziennie

O ile u Dziemdzieli rozbierać się nie trzeba, to w produkcjach XES.pl ubrania trzeba szybko zrzucić. To największy polski producent filmów dla dorosłych. Rocznie wypuszcza ok. 200 nowych produkcji. Dzisiaj w swojej filmotece ma 1439 nagrań, w których grają wyłącznie Polacy. Parę tygodni temu firma rozpoczęła specjalny cykl „I love Poland”, w którym obok Polek mają występować światowe gwiazdy porno. W pierwszym odcinku pojawiła się Brittany Bardot – Czeszka znana z największych amerykańskich produkcji. Według popularnego portalu Pornhub filmy z jej udziałem obejrzało ponad 36 mln osób.

– Filmy pornograficzne to specyficzny rodzaj kina. Liczy się świeżość i nowe twarze. Zagrało u nas już ponad 400 dziewczyn – mówi Artur Bauman z XES.pl.

Na 50 kandydatów do roli w polskim filmie porno 48 to... mężczyźni. Panowie myślą, że to fajna zabawa. A tak naprawdę to mordercza praca

Dlatego polska wytwórnia permanentnie prowadzi casting. Co ciekawe, na 50 zgłaszających się osób 48 to... mężczyźni. – Panowie myślą, że to fajna zabawa. A tak naprawdę to mordercza praca. Uprawiać seks przez 8-10 godzin w ciągu dnia. Do tego na profesjonalnym planie, gdzie są kamery, oświetlenie, make-up, catering. Wokół kręci się ekipa filmowa. To nie są łatwe warunki pracy. Dlatego z tych 48 nadaje się może jeden – tłumaczy Bauman.

Budżety produkcji są okrojone. Trzeba liczyć, że cała produkcja zamyka się w 10 tys. zł za dzień zdjęciowy. Z czego jedna trzecia to gaża aktorki. Panowie mogą liczyć na 500 zł. Maksymalnie tysiąc złotych. No i najważniejsze. W ciągu jednego dnia kręci się od trzech do pięciu filmów. W normalnych kinowych produkcjach 10 tys. zł dostaje za dzień zdjęciowy popularny polski aktor. A kręci się ułamek całego filmu.

Niskie koszty produkcji powodują, że XES.pl jest w stanie nieźle zarobić. Produkcje są dostępne na platformie. Abonament do pełnych treści kosztuje od 99 zł za miesiąc do 399 zł za rok. Można też zapłacić kilka złotych SMS-em za dostęp do jednego filmu.

Swingersi pod Jasną Górą

Jeżeli natomiast komuś marzy się nakręcenie własnego filmu porno, nie smartfonem, ale profesjonalną kamerą, to takie usługi świadczy polska firma Pony Tail. Specjalizuje się w produkcji „profesjonalnych filmów dla dorosłych do użytku własnego”. Taki awangardowy biznes prowadzi małżeństwo Stefaniaków z Trójmiasta. W ich ofercie znajdziemy pakiet naturszczyk, gdzie za 3999 zł otrzymamy operatora kamery, oświetleniowca i wizażystkę. Będą na planie nawet przez osiem godzin. Przywiozą sprzęt, nagrają film trwający od 5 do 15 minut i oddadzą klientowi nagranie na pendrivie. Jeżeli lubimy o wiele mocniejsze sceny, to trzeba zamówić pakiet fetyszysta za 4999 zł. Opcja weteran za 5999 zł jest dla osób, które lubią bawić się w większej grupie.

A gdy cenimy już całkowitą dyskrecję alkowy, to możemy użyć Lovely, czyli „jedynej na świecie, opracowanej w Polsce, inteligentnej zabawki erotycznej”. Chodzi o silikonowy, elastyczny pierścień, który opina podstawę penisa, dzięki czemu poprawia jakość erekcji, a wytwarzane przez niego wibracje stymulują jedno­cześnie łechtaczkę. Wmontowany czujnik zbiera dane, przesyła je do aplikacji i po analizie przedstawia porady, w jaki sposób powinniśmy się kochać następnym razem, by było nam jeszcze lepiej. Start-up został założony przez Jakuba Konika z Krakowa. Dzisiaj zabawkę sprzedaje już w USA. Do kupienia za 139 dolary.

Brolife, inny polski start-up, stworzył suplement poprawiający... smak i zapach nasienia oraz wydzielin z pochwy. 60 kapsułek pod marką „Be Love” kosztuje 49,90 zł. – Suplement składa się z trzech składników. Kluczowym elementem jest bromelaina pozyskiwana z ananasów. Przed dopuszczeniem do sprzedaży przeszła w Polsce i Niemczech odpowiednie badania – tłumaczy założyciel start-upu Krzysztof Małysz.

Niedawno w Warszawie otwarto z kolei największy klub dla swingersów w Polsce. W takich miejscach spotykają się osoby, które lubią uprawiać seks grupowy. Para za wejście płaci 200 zł. Singiel 300 zł. Singielki wchodzą za darmo i mają w cenie bezpłatny open bar. Takie biznesy istnieją też w innych miastach: Łodzi, Trójmieście, a nawet małym Lublińcu. Klub dla swingersów otworzył się nawet niedaleko Jasnej Góry. Tamten również imponuje rozmiarami: trzy piętra, 900 mkw. powierzchni i parking na 120 miejsc. Tylko na tym przykładzie widać, że polska branża erotyczna nie zna żadnych granic.

Okładka tygodnika WPROST: 9/2020
Artykuł został opublikowany w 9/2020 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0