Czy udzielanie kredytów frankowych było „moralne”? Są dokumenty, które temu przeczą

Czy udzielanie kredytów frankowych było „moralne”? Są dokumenty, które temu przeczą

Kredyt frankowy
Kredyt frankowy / Źródło: Materiały prasowe
Świadomość zagrożeń, jakie niesie dla klienta długoletni kredyt waloryzowany walutą obcą była powszechna w zarządach banków. Oto krótka historia pewnej korespondencji.

W polemice przed sądem banki stoją na stanowisku, że przyczyną nagłego wzrostu kursu szwajcarskiej waluty w 2015 r. był upadek banku Lehman Brothers i światowy kryzys gospodarczy, czyli wydarzenia, których żadna ze stron umowy kredytu frankowego nie mogła przewidzieć. Okazuje się jednak, że przynajmniej od 2005 r. świadomość zagrożeń, jakie niesie dla klienta długoletni kredyt waloryzowany walutą obcą była powszechna - zarówno w zarządach banów, jak i w Związku Banków Polskich, i nadzorze finansowym. Oto krótka historia pewnej korespondencji.

Wątpliwości nadzoru

Sporo osób zetknęło się z „Białą księgą kredytów frankowych w Polsce” opublikowaną na stronie internetowej Związku Banków Polskich (ZBP) w 2015 roku. Niewiele jednak mówi się o upublicznionej w niej korespondencji. Możemy tu znaleźć list prezesa ZBP z dnia 21 listopada 2005 r. adresowany do prezesów zarządów banków zrzeszonych w tej instytucji.

Z treści tego dokumentu wynika, że Generalny Inspektor Nadzoru Bankowego już 4 listopada 2005 r. „wyraził głębokie zaniepokojenie z powodu rosnącego udziału kredytów walutowych w portfelach kredytowych banków, w tym zwłaszcza na cele mieszkaniowe. Zdaniem nadzoru bankowego dalsze kontynuowanie takiej polityki kredytowej przez banki grozi obniżeniem reputacji banków w oczach klientów w związku z potencjalnie możliwymi zmianami kursu walutowego”. List ten zapoczątkował dyskusję na najwyższych szczeblach bankowości. Dyskusję o tym, co zrobić z problemem kredytów walutowych.

Czytaj też:
Bank pozwał frankowiczów o 4 miliony złotych! Tak wpadli w pułapkę

Odpowiedzi banków

Na dalszych stronach „Białej księgi” znajdujemy stanowiska w tej sprawie wyrażone przez członków zarządów niektórych polskich banków. Jest to pełne spektrum opinii. I tak PTF Bank SA wyraził się krytycznie na temat wszelkich możliwości skutecznego ograniczenia udzielania kredytów walutowych, stwierdzając, że „nie należy kwestionować przygotowania banków do zarządzania ryzykiem”.

Z kolei zarząd BRE Banku (obecnie mBank SA) opowiedział się za wprowadzeniem „całkowitego zakazu udzielania wszelkich kredytów walutowych dla klientów indywidualnych, w tym kredytów indeksowanych do waluty obcej”. Mimo tak rozbieżnych stanowisk w zakresie ograniczenia sprzedaży tych produktów, z całej korespondencji płynie jeden wspólny wniosek – obawy nadzoru finansowego oraz zagrożenia związane z kredytami frankowymi były zarządom banków znane najpóźniej pod koniec 2005 r. Jak wiemy, szczyt sprzedaży kredytów frankowych przypadł na rok 2008… Warto w tym miejscu zaznaczyć, że wybija się z owej korespondencji stanowisko Banku Pekao SA, który wskazał, że nie udziela kredytów waloryzowanych walutą obcą osobom, które nie osiągają dochodów w tej walucie.

Czytaj też:
O tych frankowiczach nikt nie mówi, a brali potężne kredyty. „Są w najgorszej sytuacji”

Bank instytucją zaufania publicznego

Istnieje jeszcze inny dokument, którego treść warto znać. Szczególnie w kontekście powyższej korespondencji między ZBP a zarządami banków. Mowa o Zasadach dobrej praktyki bankowej – załączniku do uchwały nr 6 XVIII Walnego Zgromadzenia Związku Banków Polskich z dnia 26 kwietnia 2007 r. W jego treści czytamy, że banki uznają siebie za instytucje zaufania publicznego. Możemy się dowiedzieć również, że „w stosunkach z klientami banki postępują z uwzględnieniem szczególnego zaufania, jakim są darzone” oraz przede wszystkim, że: „bank nie może wykorzystywać swego profesjonalizmu w sposób naruszający interesy klientów”. Chociaż na sali rozpraw zdarza się, że bank wskazuje, iż dokument ten nie jest obowiązującym prawem, a jedynie zbiorem zasad etycznych, to taka argumentacja ma krótkie nogi. Sąd dokonuje bowiem oceny umowy kredytu nie tylko z uwagi na jej zgodność z przepisami prawa, ale również tzw. zasadami współżycia społecznego.

Czytaj też:
Nie wiesz, jak wyjść z długów? Opanuj emocje. Oto skuteczne techniki

Zatem wróćmy do postawionego w tytule pytania: czy oferowanie kredytów frankowych przez banki było moralne, czy też też nie? Udzielenie kategorycznej odpowiedzi w tak wrażliwej społecznie kwestii nie jest łatwe. Z pewnością istnieje szereg faktów, które banki przytoczyłyby na swoją obronę. Koniec końców postawmy się jednak w roli przedsiębiorcy sprzedającego swoje usługi.

I to nie byle jakiego przedsiębiorcy – postawmy się w roli banku! Instytucji zaufania publicznego, która ma świadomość, że stopień skomplikowania jej produktów decyduje o przewadze nad większością klientów. Ludzie zwyczajnie ufają naszym pracownikom i zazwyczaj podążają za ich sugestiami. Zadajmy sobie teraz pytanie – czy kontynuowalibyśmy oferowanie klientom produktu, o którym wiemy, że rodzi dla nich znaczne i długoletnie ryzyko, że jest on w zasadzie „tykającą bombą”? Zadajmy sobie pytanie czy sprzedawalibyśmy dalej ten produkt, gdyby klient wiedział o obawach wyrażanych przez nadzór finansowy? Oczywiście, ostatecznie w 2006 roku nadzór nie zabronił udzielania kredytów frankowych. Czy oznacza to, że zawinił system? Tyle, że system nie tworzy się sam - tworzą go ludzie…


Magdalena PLEDZIEWICZ: Radca prawny zajmująca się obroną klientów instytucji finansowych w sporach sądowych. Prawo na UMK w Toruniu ukończyła w roku 2011, od 2015 r. wpisana na listę radców prawnych przy Okręgowej Izbie Radców Prawnych w Toruniu pod nr Tr-1079. Od 2016 r. zajmuje się wyłącznie sprawami związanymi z rynkiem finansowym ze szczególnym uwzględnieniem ochrony praw konsumenta w sporach z instytucjami finansowymi. W latach 2019-2020 ekspert zewnętrzny w biurze Rzecznika Finansowego. Właścicielka Pledziewicz Kancelarii w Toruniu.
Źródło: Wprost
 0

Czytaj także