Zbieranie gałęzi tylko za zgodą leśniczego. W przeciwnym razie kara finansowa, a nawet areszt lub więzienie

Dodano:
Las Źródło: Fotolia / doris oberfrank-list
Chrust można zbierać tylko w miejscach wskazanych przez leśniczego, a wywieźć go wolno dopiero po wniesieniu opłaty. W wielu nadleśnictwach zainteresowanie jest tak duże, że powstały listy rezerwowe.

Nie ma limitów, każdy może wynieść z lasu dowolną ilość chrustu i ściętych gałęzi, pod warunkiem że zostaną wykorzystane na własny użytek. 26 maja została ogłoszona Decyzja Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych przewidująca ułatwienia w kupowaniu drewna na własne potrzeby, bo sama możliwość zbierania chrustu, konarów i pni istniała już wcześniej, teraz została rozszerzona. Nie jest żadną tajemnicą, że jej wprowadzenie stanowi reakcję na wzrost cen energii oraz materiałów opałowych.

„Chrust+” reakcją na drobi węgiel

„W praktyce postanowienia Decyzji oznaczają, że drewno najniżej jakości, w pierwszej kolejności może zostać kupione przez lokalnych mieszkańców. W ten sposób Lasy Państwowe starają się przeciwdziałać trendom inflacyjnym i rosnącym cenom energii” – czytamy w komunikacie Ministerstwa Klimatu i Środowiska.

Polacy żartobliwie okrzyknęli to pozwolenie „Programem Chrust+”. Można się śmiać, ale w sytuacji, gdy węgiel jest dziś trzykrotnie droższy niż rok temu, zgromadzone w piwnicy zapasy patyków dają choćby niewielkie poczucie, że jakoś uda się najbliższą zimę przetrwać. Rząd zapewnia, że robi co w jego mocy, by ceny węgla spadły. Może to nastąpić dwojako: poprzez zwiększenie jego dostępności na rynku albo dopłaty dla najbardziej potrzebujących. Pierwszy cel może być trudny w realizacji, bo węgiel z Kolumbii czy Indonezji nie zasypie luki po węglu rosyjskim, poza tym z powodu wysokich kosztów transportu będzie droższy. Dopłaty z kolei pomogą potrzebującym, ale będą też stanowiły obciążenie dla budżetu.

Zbieranie chrustu tylko za zgodą leśniczego

Wracając do chrustu: w jaki sposób będzie można legalnie go zbierać i wynosić z lasu? Nie ma mowy o tym, by czteroosobową rodziną przyjechać do lasu, wysłać każdego po chrust, ułożyć go na przyczepie i tak po prostu odjechać z lasu. Zainteresowani gałęziami na opał muszą zgłosić się do leśniczego, który wskaże im teren, na którym odbywała się wycinka i gdzie pozostałą nadająca się do zebrania drobnica. Zebrane gałęzie i chrust trzeba samodzielnie zebrać, ułożyć w stos i poczekać aż leśniczy go zmierzy i wystawi asygnatę. Dopiero po opłaceniu rachunku wolno wywieźć surowiec. Ceny chrustu zależą od nadleśnictwa: w niektórych będzie to 30 zł za metr sześcienny, inne liczą sobie nawet 45 zł za metr. Na dużą przyczepę wejdą około 4 metry sześcienne, co powinno wystarczyć na trzy tygodnie ogrzewania średniej wielkości domu pod warunkiem że nie szykuje się zima dziesięciolecia.

Nielegalne zbieranie gałęzi i drewna może być przestępstwem

Pomysł samodzielnego zbierania gałęzi tak bardzo spodobał się rodakom, że leśniczy tworzą listy. Kto zgłosił się zbyt późno, ryzykuje znalezienie się na liście rezerwowej. Leśnicy muszą kontrolować, ile chrustu zostaje wywiezione z lasu: nie może się to odbywać w sposób dowolny, bo gałęzie pełnią swoją funkcję w ekosystemie i nie można dopuścić do tego, by ziemia została całkowicie ogołocona.

Tłumaczenie o braku znajomości przepisów niewiele da: nielegalne zbieranie dużych ilości chrustu i dużych gałęzi może zostać zakwalifikowane jako przywłaszczenie albo kradzież, tym bardziej zabroniona jest wycinka drzew za pomocą piły czy siekiery. Jeśli wartość drewna nie przekracza 500 zł, mamy do czynienia z wykroczeniem, za które grozić może kara ograniczenia wolności, ale także kary finansowe: opłata w wysokości podwójnej wartości ukradzionego drzewa. Kradzież drewna o wartości powyżej 500 zł traktowana jest zaś jako przestępstwo, za które grozi kara więzienia nawet do 5 lat.

Źródło: WPROST.pl
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...