Gilowska: to budżet lekkoducha czekającego na spadek po cioci
- Finanse publiczne od trzech lat dryfują w kierunku dużych deficytów i potężnego zadłużenia. Tego procesu nie da się zatrzymać bez zdecydowanych zmian w organizacji, zasadach, procedurach i - co najważniejsze - zadaniach finansów publicznych. Zmian powinno być naprawdę dużo, ponieważ sektor finansów publicznych jest najmniej zmienionym po 1989 r. aspektem naszego państwa - ocenia Gilowska. I dodaje, że jeśli chodzi o finanse publiczne III RP niewiele różni się od PRL. - Rząd kombinuje przy definicjach, np. budżet państwa rozdzielił na dwie części - właściwy budżet państwa i mniejszy budżet środków europejskich, a następnie ogłasza informacje o deficycie tylko jednej części, podczas gdy ta druga też ma deficyt - tegoroczny w kwocie 14,4 mld zł i planowany na rok 2011 w kwocie 16,2 mld złotych. Po co to czyni? To jasne, żeby rachunki prezentowane w mediach ładniej wyglądały! - twierdzi była minister finansów. Gilowska zarzuca też rządowi "wysuszanie spółek skarbu państwa ze środków potrzebnych na inwestycje" poprzez inkasowanie dywidend. - To po prostu musi odbić się na ich dynamice rozwojowej już w 2011 roku. Po 2011 roku zaczną się bardzo ciężkie czasy dla finansów publicznych - zapowiada Gilowska.
"Nasz Dziennik", arb