Zuzia nie jest sama

Zuzia nie jest sama

Najpierw wynieśli z jej pokoju stolik, później kanapę, potem chcieli zabrać kota. Tak komornik ściągał dług w domu 14-letniej Zuzi Krupy spod Krakowa. Działał na polecenie firmy windykacyjnej, która sama ma potężne długi.

List napisany przez Marzenę Wanat- -Krupę, mamę dwójki dzieci z Golkowic pod Krakowem, trafi ł do mnie po czterech dniach od publikacji artykułu o 11-letniej Zuzi z Libiąża.

Dwa tygodnie temu opisałem historię dziewczynki, która odziedziczyła ponad milion złotych długu po zmarłym w 2011 r. ojcu, Piotrze Sałaszewskim. Dzieciństwo spędziła w sklepie przy opuszczonej hurtowni. Teraz wychowuje się z mamą na 20 mkw. Komornik Marcin Musiał z własnej woli zajął jej rentę po zmarłym ojcu. Zuzia miała jedno marzenie – chciała mieć rower. Marzenie się spełniło, bo zaraz po opublikowaniu tekstu komornik pojechał do niej z przeprosinami, zwrócił rentę i przywiózł nowy rower. Stwierdził, że w sprawie Zuzi pracownik jego kancelarii popełnił błąd.

Mama: Historia Zuzi to historia mojej rodziny, dlatego nie wierzę w tłumaczenia komornika, że ktoś w jego kancelarii popełnił błąd. Rozumiem, że można było się pomylić raz, ale dwa razy? Pytanie, ile jeszcze jest takich spraw, jak nasza.

Historia rodziny Krupów to opowieść o bezsilności małego obywatela, bezduszności urzędników i wręcz absurdalnych zbiegach okoliczności. Córka pani Marzeny, tak jak 11-letnia dziewczynka z Libiąża, też ma na imię Zuzia. Też ma kilkanaście lat. Też odziedziczyła dług po zmarłym ojcu. Ojciec też miał na imię Piotr. Też ścigała ją firma windykacyjna. Postępowanie egzekucyjne przeciwko niej też prowadził ten sam komornik – Marcin Musiał z Chrzanowa.

29 maja 2018

Mama: To był wtorek. Przed 7 rano. Mam takie małe okienko przy drzwiach, przez które można zerkać na ulicę. Zobaczyłam ciężarówkę z napisem „PRZEPROWADZKI”. Obok dwóch mężczyzn. Po schodach do drzwi zaczęła wchodzić kobieta. Zamachała jakimiś papierami przez szybę. Usłyszałam: „Proszę otwierać! Asesor komornika Marcina Musiała! Jestem w asyście policji!”. Przed domem rzeczywiście stał radiowóz, którego pilnowała dwójka policjantów. W bocznej uliczce zaparkowały dwie puste lawety.

Otworzyłam. Do mieszkania weszła kobieta i dwóch panów. Powiedziała, że zajmuje rzeczy w naszym domu. Zuzia miała wtedy 14 lat. Jeszcze spała w swoim pokoju. Nie wiedzieliśmy, co się dzieje. Ludzie zaczęli wynosić krzesła, stoliki, kanapę, telewizor. Z garażu wzięli stare felgi. Z kuchni wykręcili piekarnik. Zabrali leżak z ogrodu, który dostałam dwa dni wcześniej w prezencie na urodziny. Oklejali wszystko folią i pakowali do ciężarówki. Kręcili się wokół pokoju córki. Mówiłam im, że jeszcze śpi, bo ma na 9 do szkoły. I tak weszli do środka. Zabrali jej stolik i kanapę. Kiedy wynosili jej meble, Zuzia się obudziła. Powiedzieli: „Kotka też zabierzemy”. Córka pobiegła po psa, zabrała kota i schowała się ze zwierzętami pod kołdrą.

Na zewnątrz stały dwa auta. Jedno należało do babci, drugie do dziadka Zuzi. Jej mama pokazywała dowody rejestracyjne że to nie ich samochody, tylko dziadków, ale i tak je zabrali. Kobieta usłyszała tylko, żeby nie przedłużać czynności, bo to ona zapłaci za lawety i ciężarówkę, a każda godzina przecież kosztuje.

– Po telefonie od mamy przyjechałem od razu do domu służbowym samochodem. Zaparkowałem obok, bo nie było gdzie stanąć. Chcieli mnie przeszukiwać, czy mam przy sobie kluczyki, bo fi rmowe auto też chcieli zabrać – opowiada syn Eryk. Podobnie było z ciocią Kariną, która też przyjechała na miejsce. Zatrzymano ją, jak wychodziła z domu. Kazano jej opróżnić torebkę, bo być może wyniosła coś drogocennego. Wysypała wszystko, co miała, na środek schodów przed domem. Niczego drogocennego nie znaleziono.

Mama: Pytałam, gdzie to wszystko wywożą. Komornik odpowiadała, że nie wie gdzie, ale to nieważne, bo i tak zaraz wszystko będzie sprzedane.

Do domu przyjechali dziadkowie Zuzi. Zaczęli rozmawiać z pełnomocnikiem wierzyciela i Anitą Borkowską-Moskalik, wtedy asesorką u Marcina Musiała, dzisiaj już komornikiem przy Sądzie Rejonowym dla Krakowa-Podgórza. Kiedy auta były już załadowane na lawety, a reszta zapakowana na ciężarówkę, padła propozycja: „Jeżeli rodzina wpłaci 40 tys. zł, to komornik odstąpi od czynności i odda zabrane rzeczy”.

Dziadek Zuzi pojechał na sygnale do banku. Wrócił z potwierdzeniem przelewu, że dokonał wpłaty na konto kancelarii Marcina Musiała. Auta zostały zdjęte z lawet, a meble z ciężarówki wrzucone na kupę na środek domu. Wszyscy odjechali. Zuzia płakała. Miała po tym wydarzeniu stany lękowe. Konieczne były wizyty u psychologa.

3 maja 2016

Piotr Krupa rzadko bywał w domu. Tak naprawdę nie było go w nim dziewięć lat. Tułał się za granicą. Raz w Niemczech, raz we Włoszech, raz w Krakowie.

Mama: To nie było życie, ciągłe awantury, stresował całą rodzinę. Nie interesowało go utrzymanie domu, dzieci. Zabrał się i wyjechał.

Pracował?

Mama: Nie wiem, co robił. Nie mieliśmy z nim kontaktu. Zuzia pojechała do niego raz z babcią. Syn też go odwiedził. Ale jak wrócił, to powiedział, że już nie chce do niego jeździć.

Piotr Krupa walczył z chorobą alkoholową i uzależnieniem od narkotyków. Często przebywał w szpitalach. Leczył się psychiatrycznie. W 2010 r. po raz czwarty przyjęto go na oddział psychiatryczny krakowskiego szpitala przy Babińskiego. „Nastąpiło znaczne nasilenie objawów depresyjnych z przygnębieniem, bezsennością, utratą chęci do życia i przykrymi myślami. W trakcie pobytu skarżący się na nocne omamy (objawy typu fl ashbacks)”.

Po wyjściu ze szpitala razem z dwójką wspólników chciał rozruszać spółkę, która miała produkować kostkę brukową. Ktoś namówił go do podpisania weksla na ponad 170 tys. zł, który miał zabezpieczać dostawy pierwszych towarów od fi rmy Awbud z siedzibą w Fugasówce koło Zawiercia. Pod wekslem podpisało się też dwóch jego wspólników. Do dzisiaj rodzina nie wie, kto go do tego przekonał, w jakich okolicznościach, czy był świadomy, pod jakim dokumentem składa swój podpis. Nikomu nic nie powiedział.

Piotr Krupa zmarł 3 maja 2016 r. Popełnił samobójstwo w Egipcie. Trzy tygodnie trwało sprowadzanie jego ciała do Polski. Trzy miesiące po śmierci jego żona z 21-letnim wtedy synem Erykiem i 12-letnią córką Zuzią dziedziczą po nim spadek – rodzinny dom w Golkowicach pod Krakowem. Spadek został przyjęty z dobrodziejstwem inwentarza, co oznacza, że za ewentualne długi odpowiadają tylko do wartości odziedziczonego domu.

– Kiedy matka składała oświadczenie, występowała do komornika o spis inwentarza. Wszyscy ewentualni wierzyciele mieli w praktyce miesiąc na zgłoszenie się ze swoimi roszczeniami. Nikt tego nie zrobił. Była cisza – mówi adwokat Grzegorz Janicki, który reprezentuje rodzinę Krupów. To był 2016 r.

19 marca 2018

Mama: Pamiętam ten dzień. Jechałam na pocztę, a w myślach ciągle to samo pytanie: „Co to mogło przyjść do całej naszej trójki. Odebrałam trzy listy: do mnie, mojego syna i córki. Otworzyłam kopertę, czytam i nogi się pode mną ugięły. Mamy zapłacić 260 tys. zł.

To było pismo od komornika Marcina Musiała, który wzywał matkę, syna i 14-letnią Zuzię do zapłaty weksla po ojcu. 176 tys. zł należności głównej i 84 tys. zł odsetek. W sumie ponad ćwierć miliona złotych.

Komornik działał na rzecz firmy windykacyjnej Legal Assistance, która odkupiła od spółki budowlanej z Fugasówki weksel ojca Zuzi.

Ale nakaz zapłaty, którym się wtedy posługiwała, był nieprawomocny. Pochodził jeszcze z 2013 r., kiedy sąd próbował go doręczyć na ul. Ludwisarzy w Krakowie, gdzie miał mieszkać Piotr Krupa. Problem w tym, że od roku pod wskazanym adresem nie mieszkał. Został stamtąd wymeldowany w 2012 r., co potwierdza w oficjalnym piśmie prezydent miasta Krakowa. – Doręczenie było nieskuteczne, co w świetle prawa oznacza, że nakaz jest nieprawomocny i można składać przeciwko niemu zarzuty – mówi adwokat Grzegorz Janicki.

Mimo to pod koniec 2017 r. Legal Assistance występuje z nieprawomocnym nakazem do sądu o nadanie klauzuli wykonalności przeciwko nieżyjącemu od półtora roku Piotrowi Krupie. Wcześniej nie prowadzi żadnych działań windykacyjnych. Nie dzwoni, nie pisze, nie informuje rodziny o długu.

Sąd klauzulę na nieboszczyka nadaje. Windykator orientuje się, że należności od zmarłego nie ściągnie, więc występuje o klauzulę po raz kolejny. Tym razem przeciwko Marzenie Wanat-Krupie i jej dzieciom: synowi Erykowi i małoletniej Zuzi, którzy w 2016 r. odziedziczyli spadek. W lutym 2018 r. sąd klauzulę na wszystkich nadaje. Legal Assistance idzie ze sprawą do komornika Marcina Musiała.

11 czerwca 2018

Kiedy matka odebrała pismo na poczcie, od razu zwróciła się do swojego adwokata. Mecenas Grzegorz Janicki pisze pismo do komornika o zawieszenie egzekucji. Informuje go, że nakaz, na podstawie którego się odbywa, może być nieprawomocny. Do sądu trafi a wniosek o zawieszenie egzekucji. W kwietniu ten sam wniosek trafi a do Marcina Musiała. Wie o wszystkich okolicznościach. Zdaje sobie sprawę, że rodzina przyjęła spadek z dobrodziejstwem inwentarza. Wie, że po odziedziczeniu nie zgłaszał się do nich żaden wierzyciel z ewentualnymi roszczeniami. Wie, że nakaz zapłaty może być nieprawomocny. Wie, że rodzina wysłała do niego wniosek o zawieszenie egzekucji.

2 maja komornik wzywa rodzinę o uzupełnienie wniosku o informację, że nakaz zapłaty został wysłany do Piotra Krupy pod nieaktualny adres. Rodzina nie może wniosku szybko uzupełnić, bo musi najpierw poprosić o dokument sąd, który nie spieszy się z odpowiedzią. 11 maja rodzina znów pisze do komornika z prośbą o przedłużenie terminu na wysłanie zaświadczenia. Komornik odpisuje 17 maja, że przedłuża im termin do 11 czerwca. Z kolei 22 maja sąd prosi komornika o natychmiastowe przesłanie akt egzekucyjnych. Ma na to trzy dni. Sąd na ich podstawie chce rozpatrzyć wniosek rodziny o wstrzymanie egzekucji. I nagle dzieje się rzecz niebywała. 29 maja komornik wchodzi do domu Krupów w asyście policji z lawetami i fi rmą przeprowadzkową pod oknem. Wiedząc, że za chwilę sąd może przecież wstrzymać egzekucję, a on sam działa na podstawie nieprawomocnego nakazu zapłaty, wybiera jedną z najbardziej uciążliwych form egzekucji. Nie wpisuje się na hipotekę, nie spotyka się z dłużnikami. Od razu wchodzi im do domu, żeby zabrać m. in. meble z pokoju 14-letniej Zuzi.

Anita Borkowska-Moskalik, która prowadziła wtedy czynności w domu rodziny Krupów: Tytuł wykonawczy upoważniał do egzekucji. W szczególności brak było jakichkolwiek ograniczeń w klauzuli wykonalności. Gdybym w toku egzekucji podjęła niezgodne z prawem działania, w tym niewłaściwego sposobu egzekucji, to z pewnością sąd nie uznałby moich czynności za całkowicie prawidłowe i nie oddaliłby w całości skarg dłużników jako całkowicie niezasadnych.

Rafał Łyszczek, prezes Krajowej Rady Komorniczej: „Wykonywanie czynności egzekucyjnych, których świadkiem mogą być dzieci, powinno być ograniczone do absolutnego minimum, wówczas powinny być one wykonywane z największą uwagą, zrozumieniem i szacunkiem. To już nawet nie kwestia przepisów, ale zwykłego zrozumienia, jak wrażliwa jest psychika dziecka”.

Godzina 11.36

Asesorka Marcina Musiała wpisała do protokołu: „Zajęcie rozpoczęto o 7.25”. Ta wersja nie pokrywa się z relacją rodziny, która twierdzi, że była u nich już po szóstej. A w świetle prawa komornik nie może podejmować czynności przed 7 rano. Chyba że ma stosowne pozwolenie od prezesa sądu, przy którym działa. Asesorka takiego zezwolenia nie miała.

Rodzina opowiada, że kobieta sama szacowała wartość wyniesionych z domu ruchomości. W protokole odręcznie notowała nazwy zajętych przedmiotów: Kamera Sony Handycam Vision 360x Digital Zoom: 20 zł. Krzesło barowe ekoskóra: 100 zł. Należące do babci Zuzi renault twingo z 2007 r.: 8 tys. zł. Piekarnik: 200 zł. Stolik z pokoju 14-letniej Zuzi: 100 zł. Asesorka zapisała w protokole, że zakończyła czynności o 10.00. Chociaż rodzina twierdzi, że czekała z całą ekipą na to, aż dziadek Zuzi przyjedzie z banku z potwierdzeniem przelewu na 40 tys. zł. Pieniądze na konto kancelarii Marcina Musiała wpłacił dokładnie o 11.36.

Mama Zuzi: Dopiero jak mieli pewność, że przelew poszedł, to zaczęli rozładowywać rzeczy z ciężarówki. Czynności nie mogły się skończyć o 10 rano. Skończyły się po południu.

– Ta rodzina była postawiona pod ścianą. Chcecie odzyskać swoje rzeczy, to wpłaćcie 40 tys. zł i odstąpimy od czynności. To emocjonalny szantaż – mówi mecenas Janicki. Zdaniem rodziny doszło do jawnego wyłudzenia pieniędzy.

Anita Borkowska-Moskalik pisze, że nie może mówić o szczegółach całej sprawy, bo obowiązuje ją tajemnica zawodowa. Twierdzi, że rozpoczęła i zakończyła czynności tak, jak jest to napisane w protokole, czyli początek o 7.25, koniec o 10.00. Rodzina twierdzi, że przyszła dużo wcześniej, a później siedziała u nich jeszcze w kuchni i czekała, aż dziadek Zuzi przywiezie potwierdzenie przelewu. Komornik pisze do nas, że to rodzina sama miała prawo wskazywać wartość przedmiotów, które ona zajmowała. Rodzina twierdzi, że to bzdura, bo nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby w tak trudnej chwili jeszcze szacować, ile mogą być warte rzeczy, które wynoszono z ich własnego domu. Dlaczego zajęła samochody, nienależące do dłużników? Bo, jak pisze Borkowska-Moskalik, komornik nie bada prawa własności, tylko stan posiadania. Rodzina złożyła skargę na jej czynności – została oddalona przez sąd. Rodzina starała się ją wyłączyć z postępowania – sąd również nie doszukał się przyczyn, żeby ją wykluczać.

– Sąd potwierdził prawidłowość wszystkich podjętych przeze mnie w tym dniu czynności w toku egzekucji. Postanowienie jest prawomocne – pisze. Na końcu listu do redakcji Borkowska-Moskalik zawarła taką informację: „Uprzejmie przypominam, iż w przypadku gdy artykuł prasowy przedstawi nieprawdziwe informacje na mój temat, jako funkcjonariusz publiczny podlegam szczególnej ochronie i będę dochodziła swoich praw”.

Errata

Krakowska firma windykacyjna Legal Assistance pisze o sobie na stronie internetowej: „Metody przez nas obierane są częstokroć na tyle niekonwencjonalne i przez to rzadko wykorzystywane przez inne firmy windykacyjne czy kancelarie prawne, że dłużnicy nie są na nie przygotowani”. Kiedy kancelaria Marcina Musiała zajmowała meble z domu państwa Krupów, konto bankowe Legal Assistance było już zajęte przez naczelnika Urzędu Skarbowego Kraków-Prądnik. Powód: ponad 28 tys. zł niezapłaconych podatków. Według stanu na marzec 2019 r. firma windykacyjna miała ponad 63 tys. zł długów. Ściga ją komornik sądowy z Będzina, krakowskie urzędy skarbowe, ZUS czy prezydent miasta Krakowa.

Rodzina dowiedziała się o tym, że firma windykacyjna sama ma długi, kiedy chcieli odzyskać od niej ok. 700 zł kosztów po dwóch wygranych z nią sprawach zażaleniowych. Egzekucja okazała się bezskuteczna, bo firma windykacyjna jest niewypłacalna.

Z postanowienia Marcina Musiała z lutego 2019 r. wynika, że przekazał ponad 34 tys. zł z wpłaconej przez dziadka Zuzi kwoty na rzecz zadłużonej firmy windykacyjnej Legal Assistance. Nie wiadomo, kiedy wpłacił te pieniądze, jakim tytułem i na jakie konto. Jeśli nie na to zajęte firmie przez komorników, urzędy skarbowe i ZUS, to czy pominął przy okazji wierzycieli firmy windykacyjnej? Czy firma podała komornikowi inne konto, żeby pieniądze nie trafiły na spłatę jej długów?

Dziadek Zuzi domaga się zwrotu pobranych przez komornika 40 tys. zł. Sprawa jest w toku. Komornik Marcin Musiał obarczył rodzinę kwotą 5 tys. zł tytułem kosztów egzekucji, w tym całej akcji w ich domu. Mimo że tytuły wykonawcze, na podstawie których działał komornik, utraciły moc. Z początkiem zeszłego roku postępowanie egzekucyjne zostało już zresztą umorzone, ale komornik nadal nie wydał decyzji, żeby 5 tys. zł kosztów obarczyć nie rodzinę, ale firmę Legal Assistance, bo przecież egzekucja zdaniem sądu od samego początku była bezcelowa. Komornik do dzisiaj ponownego rozliczenia kosztów nie wykonał.

Z Legal Assistance próbowaliśmy się skontaktować. Wysyłaliśmy e-maile i dzwoniliśmy pod numer podany na ich stronie internetowej. Ale w słuchawce usłyszeliśmy, że taki numer nie istnieje. Marcin Musiał również nie odbiera telefonu. Nie mogła się z nim skontaktować nawet Krajowa Rada Komornicza. Rafał Łyszczek, prezes rady, mówi, że już powołał specjalny zespół wizytatorów, którzy będą analizować wszystkie sprawy, w których ten komornik zajął komuś ruchomości. W szczególności kiedy wierzycielem była krakowska firma windykacyjna Legal Assistance.

Łyszczek: „Środowisku komorniczemu zależy na prowadzeniu postępowań zgodnie z przepisami prawa i przy uwzględnieniu poszanowania godności wszystkich osób, które biorą udział w czynnościach egzekucyjnych. Dlatego w przypadku potwierdzenia opisywanych okoliczności nie wykluczam zastosowania najbardziej radykalnych środków. W naszym zawodzie nie ma miejsca na łamanie prawa, każdorazowo w przypadku potwierdzenia zarzutów wyciągamy konsekwencje. I tak też będzie w tej sprawie”.

Rada Izby Komorniczej w Krakowie w trybie nadzwyczajnym zwołała kolejne już posiedzenie w sprawie komornika Musiała. Zostali na nie wezwani w celu złożenia wyjaśnień komornik Musiał oraz komornik Borkowska-Moskalik.

W zeszły piątek wszczęto już postępowanie dyscyplinarne przeciwko komornikowi Marcinowi Musiałowi. Dotyczy sprawy 11-letniej Zuzi, której z własnej woli pobierał rentę po zmarłym ojcu.


Ruszył interwencyjny program tygodnika „Wprost” i serwisu Wprost.pl. Dziennikarze wezmą pod lupę urzędnicze decyzje, bezduszne instytucje, niedopatrzenia i celowe zaniedbania. Redakcja „Wprost” będzie podejmować wybrane sprawy zgłaszane przez Czytelników. Część z nich znajdzie swój finał na łamach tygodnika, inne będą opisywane i relacjonowane w serwisie Wprost.pl. Zgłoszenia można wysyłać pod adresem www.wprost.pl/interwencja

Okładka tygodnika WPROST: 8/2020
Cały artykuł dostępny jest w 8/2020 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0