Kolejki jak za Gierka i „patodeweloperka”. „Kanapa ma głębokość siedziska jak muszla klozetowa”

Kolejki jak za Gierka i „patodeweloperka”. „Kanapa ma głębokość siedziska jak muszla klozetowa”

Kawalerka, zdj. ilustracyjne
Kawalerka, zdj. ilustracyjne / Źródło: Shutterstock
Sypialnia – 6 metrów kwadratowych, pokój z aneksem kuchennym – 16, mieszkanie 49 metrów, z czego ponad połowę stanowi korytarz. Tak zwany dom – 66 metrów kwadratowych na trzech kondygnacjach, plac zabaw na jednym z miejsc postojowych i ogródek wielkości małego balkonu. Na rynku mieszkaniowym zapanowała miniaturyzacja. Modny staje się termin: patodeweloperka.

To termin ukuty przez miejskiego aktywistę Jana Śpiewaka, znanego z nagłośnienia problemów reprywatyzacji w Warszawie. W sprawie reprywatyzacji Śpiewak miał rację częściową, tak zwany interes społeczny przedkładał nad nadrzędne prawo własności. W kwestiach deweloperskich wygląda to podobnie. Tym razem warszawski samorządowiec zapomina o nadrzędnych prawach wolnego rynku i swobodzie wyboru.

Z rynku znika prawie wszystko, często znowu już na etapie dziury w ziemi. W III kwartale 2020 roku zakupy nowych mieszkań były 12 razy wyższe niż w covidowym II kwartale tego roku. Według szacunków HRE Investments, w siedmiu największych miastach, rynek mieszkaniowy zasiliła kwota 4.2 miliarda zł.

Mieszkania rosną dziś najszybciej od czasów późnego Gierka. I jak za Gierka na mieszkanie trzeba czekać w kolejce.

Czytaj też:
Grunty dla deweloperów. W zamian za gotowe mieszkania i lokale dla gmin

Przykład. Duży deweloper buduje osiedle w Ursusie na miejscu byłej fabryki traktorów. Wszystko co wybudowane, już dawno sprzedane. W budynkach, w których odbiory zaczną się w lecie 2021, kawalerek i mieszkań dwupokojowych już brak. Możesz je kupić w kolejnych etapach; tu deweloper przygotował wizualizację, niedługo ma wystąpić o pozwolenie na budowę. Termin, czyli końcówka 2022 roku, staje się realny.

Ursus, choć dobrze skomunikowany z centrum Warszawy, to jednak dzielnica peryferyjna i pozbawiona dobrej handlowo-usługowej oferty. Jak na stolicę, ceny umiarkowane, od 8 tysięcy za mkw. Mieszkania kupią tu klienci z chudym portfelem i szczupłą zdolnością kredytową. To dlatego mieszkania są tu małe i ciasne. Patrząc na te powierzchnie, przypomina się gierkowski Ursynów, czy też Tarchomin lat dziewięćdziesiątych.

Na osobę w Polsce przypada 28,2 mkw mieszkania. To czwarty najgorszy wynik w gronie 28 przebadanych krajów w Europie. Ale średnia ma do siebie, że fałszuje rzeczywistość. Zgodnie z nią para ma statystycznie posiadać mieszkanie 56 metrowe. Pewnie jakaś ma, a w takim Ursusie 56 metrów biorą rodziny z dzieckiem, pary zadowalają się 42 metrami. Średnią zaś windują inne lokalizacje i wyższe standardy z cenami od 20 tysięcy za mkw. Jest ich mało, ale takie apartamenty też dobrze się sprzedają. Inny odbiorca.

Za paradeweloperkę uznaje się także osiedla podwarszawskich domów segmentowych. To prawda, przypominają koszary, budowane są na odrolnionych, pozbawionych zieleni i drzew gruntach. Wokół wiejskie domy i zagrody, nieutwardzona droga wiodąca do lasu. Do sklepu spożywczo–monopolowego trzy kilometry, do stacji kolejowej siedem.

Czytaj też:
Przyszedł czas na mieszkania w abonamencie

Ale za 500 tysięcy możesz kupić i wykończyć segment z garażem o powierzchni około 85 metrów. Do tego ogródek niewielki, ale leżak jest gdzie postawić i na grilla znajdzie się miejsce. Dla rodziny 2+2 z dużym pieskiem, ale z małym budżetem, to dobre rozwiązanie. Za te pieniądze w centrum Warszawy czy w Wilanowie na 40 metrach będą się gnieździć.

Deweloperzy budują to, na co jest popyt i trudno o inną strategię. Owszem mają dziką ochotę wycisnąć z bryły budynku maksymalną ilość tzw PUM-ów, czyli powierzchni użytkowej mieszkań. Stąd także mieszkaniowe dziwolągi, które ktoś kiedyś i tak kupi po obniżonej cenie. Ale czy to jest patologia?

Jeśli już coś zarzucać deweloperom, to dezinformację i manipulację w prezentowanych ofertach. Pokazywane są rzuty mieszkań z powierzchniami poszczególnych pomieszczeń, ale bez wymiarów ścian. Mieszkania są umeblowane i sprawiają wrażenie przestronnych.

Ale jak ktoś się wysili i przeliczy wymiary, to kanapa ma głębokość siedziska zbliżoną do muszli klozetowej, zaś łóżko długość wygodną dla karła.

Domy, bliźniaki, segmenty, tu na wizualizacji te same sztuczki i podana imponująca powierzchnia zawierająca wiatrołap, kotłownię a nawet garaż w bryle budynku. Po odliczeniu tych części zostaje małe mieszkanko dwupoziomowe. Ów tzw. dom jest świetnie położony. Do sklepu 7 minut spacerem. Prawda, z tym że tempem Roberta Korzeniowskiego. Do pociągu 12 minut. Prawda, tylko przez zaorane pole.

Czytaj też:
Już co dziesiąty Polak kupuje żywność w internecie. Nowe wyniki badań

Kupującym na rynku pierwotnym zalecam więc daleko posuniętą ostrożność i zasadę ograniczonego zaufania. Kupno nieruchomości, to duże wydarzenie, ale nie można popadać w ekscytację. Trzeba wszystko samemu przeliczyć, sprawdzić i wynegocjować cenę. Jeśli tego nie zrobisz, pretensje miej do siebie i wrzucaj do sieci obrazki z dopiskiem: tak, sam to kupiłem.

Źródło: Wprost
 0

Czytaj także