Jego zdaniem dostępność technologii nie wystarczy do realizacji inwestycji: potrzebne są przewidywalne regulacje, finansowanie i możliwość oceny opłacalności projektu na wiele lat.
Co dzisiaj najbardziej utrudnia przedsiębiorstwom ciepłowniczym wybór ścieżki transformacji?
Nie mamy problemu z wyborem technologii. Dostępnych rozwiązań jest bardzo dużo. Mamy pompy ciepła, kotły elektryczne, magazyny ciepła czy magazyny energii. Problemem nie jest więc technologia, tylko otoczenie, w którym inwestycje mają być realizowane. Pierwszą kwestią jest otoczenie regulacyjne – ciągle zmieniające się przepisy, regulacje implementowane szerzej, niż wynika to z prawa unijnego, oraz niepewność dotycząca możliwości przeniesienia kosztów na taryfy. To wszystko utrudnia prowadzenie biznesu, a szczególnie realizację inwestycji.
Drugim problemem jest dostępność zasobów. Mamy ograniczone możliwości wyboru wykonawców, a oni sami mają problemy z odpowiednimi zasobami ludzkimi. Przy takich inwestycjach nie mogą to być przypadkowe osoby. Potrzebne są kompetencje, duże doświadczenie zawodowe i odpowiedzialność. Trzecim problemem są pieniądze. Transformacja ciepłownictwa pochłonie, według dostępnych szacunków, 299–466 mld zł do 2050r., według PTEC. Tymczasem w 2025 r., kiedy ciepłownictwo poniosło rekordowe nakłady inwestycyjne, przedsiębiorstwa ciepłownicze zainwestowały około 5,6 mld zł. Dysproporcja jest olbrzymia. Bez szczególnego wsparcia dla ciepłownictwa, na poziomie porównywalnym ze wsparciem elektroenergetyki, trudno będzie przeprowadzić tę transformację bez przenoszenia wyższych kosztów na odbiorców.
Jak ocenia pan obecny model taryfowania ciepła? Czy przystaje jeszcze do dzisiejszych warunków?
My jako przedsiębiorcy i prezes URE jako regulator szukamy optymalnego rozwiązania, które z jednej strony zapewni odbiorcom akceptowalne ceny, a z drugiej pozwoli przedsiębiorstwom pokryć koszty i uzyskać godziwy zwrot z kapitału. Potrzebujemy przewidywalnych zasad uwzględniania uzasadnionych kosztów inwestycji, które pozwolą planować ich finansowanie i rozłożenie w czasie, z uwzględnieniem ochrony odbiorców.
Gdyby można było zmienić jedną rzecz, żeby odblokować inwestycje w ciepłownictwie, co powinno nią być?
Nie ma szans, żeby była to jedna rzecz. Widzę trzy najważniejsze kwestie. Po pierwsze, regulacje unijne powinny być implementowane w taki sposób, żeby polskie przepisy nie były bardziej restrykcyjne niż same regulacje unijne. Dzisiaj zdarza się, że przy implementacji idziemy dalej, niż wynika to z przepisów, co utrudnia zarówno realizację inwestycji, jak i prowadzenie bieżącej działalności gospodarczej.
Po drugie, problemem jest sposób stosowania tzw. efektu zachęty, niezbędnego do uzyskania pomocy publicznej. W obecnym modelu przedsiębiorstwo nie może wcześniej podejmować działań wskazujących, że inwestycja jest już realizowana. To powoduje, że część projektów jest obciążona bardzo dużym ryzykiem albo firmy po prostu z nich rezygnują, ponieważ bez publicznego wsparcia inwestycja się nie spina.
Trzecia kwestia to dostępność pieniędzy. Środki przeznaczone na transformację ciepłownictwa są niewielkie w stosunku do potrzeb. Fundusz Transformacji Ciepłownictwa to około 3 mld zł w okresie 2026–2030 – co jest jednym z instrumentów wsparcia, a nie całością finansowania transformacji. Jeśli zestawimy to z potrzebami sięgającymi nawet 500 mld zł, widzimy skalę różnicy. Sposób finansowania inwestycji wpływa na koszty działalności przedsiębiorstw. Dlatego potrzebne jest połączenie środków własnych, finansowania zewnętrznego i wsparcia publicznego, aby ograniczać obciążenia odbiorców
