Planowana reforma podatku dochodowego ma przynieść zmiany dla osób rozliczających się według skali podatkowej. Pierwszy próg PIT ma wzrosnąć ze 120 tys. do 130 tys. zł, a pomiędzy dotychczasowymi stawkami pojawi się nowa, wynosząca 24 proc. Ryszard Petru ostrzega jednak, że bez corocznej waloryzacji progów podatkowych korzyści z reformy mogą szybko stracić na znaczeniu.
Polityk odniósł się do zmian w rozmowie z Radiem ZET. Jego zdaniem utrzymywanie progów podatkowych na niezmienionym poziomie, mimo wzrostu cen i wynagrodzeń, będzie oznaczało dodatkowe obciążenia dla podatników. Skrytykował również propozycję wykreślenia z ustawy mechanizmu automatycznej waloryzacji.
Nowe progi podatkowe PIT. Co zmieni się dla podatników?
Przygotowywana reforma zakłada podwyższenie pierwszego progu podatkowego o 10 tys. zł. Zamiast obecnych 120 tys. zł granica stosowania stawki 12 proc. ma wynosić 130 tys. zł rocznego dochodu.
Kolejną zmianą jest wprowadzenie stawki 24 proc., która ma obejmować część dochodów przekraczającą 130 tys. zł, ale nieprzekraczającą 150 tys. zł. Powyżej tej kwoty nadal obowiązywać ma stawka 32 proc.
Nowe rozwiązania mają zmniejszyć obciążenia podatkowe części osób osiągających średnie dochody. Ryszard Petru zwraca jednak uwagę, że znaczenie reformy będzie zależało również od tego, czy progi zostaną dostosowywane do inflacji.
Senat chce wykreślić waloryzację progów podatkowych
We wtorek Senat zgłosił poprawki do ustawy zmieniającej zasady rozliczania PIT. Jedna z nich zakłada usunięcie przepisu przewidującego coroczną waloryzację progów podatkowych.
Senatorowie zaproponowali również przywrócenie podwyżki podatku CIT dla największych przedsiębiorstw. Rozwiązanie to znajdowało się wcześniej w projekcie rządowym.
Najwięcej zastrzeżeń Ryszarda Petru budzi jednak rezygnacja z mechanizmu automatycznego podnoszenia progów PIT. Polityk uważa, że bez takiego rozwiązania podatnicy będą stopniowo tracić korzyści wynikające z reformy.
– Cała ta reforma podatkowa, która jest teraz realizowana – podwyżka progu o 10 tys. i wprowadzenie niższego progu, który ma ulżyć klasie średniej, to za 3 lata zniknie, bo inflacja to zje – ocenił w Radiu ZET Ryszard Petru.
Brak waloryzacji PIT. Nawet 4 mld zł rocznie?
Zdaniem Petru pozostawienie progów podatkowych na stałym poziomie będzie prowadziło do zwiększania wpływów budżetowych bez konieczności formalnego podnoszenia stawek podatku.
Polityk określił brak waloryzacji jako „łupienie Polaków”. Według jego szacunków takie rozwiązanie może oznaczać, że podatnicy będą przekazywać do budżetu dodatkowo od 3 do 4 mld zł rocznie.
Petru podkreśla, że problem wynika z inflacji, która z czasem zmniejsza realne znaczenie ustalonych kwot. W efekcie coraz większa część dochodów może być objęta wyższymi stawkami PIT, nawet jeżeli same progi pozostaną bez zmian.
Gdzie rząd powinien szukać dodatkowych pieniędzy?
Ryszard Petru wskazał również inne możliwości poprawy sytuacji finansów publicznych. Jego zdaniem państwo powinno ograniczyć wydatki na górnictwo o 3 mld zł, wprowadzić podatek od dużych firm technologicznych oraz skuteczniej egzekwować podatki od międzynarodowych koncernów.
Polityk przekonuje, że część zagranicznych przedsiębiorstw wykazuje w Polsce bardzo niskie zyski, co przekłada się na niewielkie zobowiązania podatkowe. Według niego jedną z przyczyn może być sztuczne zawyżanie kosztów działalności.
– Bardzo wiele koncernów międzynarodowych płaci w Polsce bardzo niskie podatki. Zawyżają często w sztuczny sposób koszty w Polsce, pokazują znacznie mniejszy zysk albo prawie zerowy, po czym porównują swoją firmę z konkurencją – tłumaczył Petru.
Petru krytykuje podejście do finansów publicznych
W rozmowie z Radiem ZET polityk odniósł się także do działań ministra finansów Andrzeja Domańskiego. Przyznał, że rozumie trudną sytuację budżetową i konieczność poszukiwania dodatkowych dochodów.
Jednocześnie zaznaczył, że rząd powinien w pierwszej kolejności ograniczać własne wydatki. Jako przykład wskazał działania Łukasza Gibały w Krakowie, polegające na redukcji zatrudnienia w urzędzie.
Petru podkreślił, że oszczędności wynikające z takich decyzji mogą być liczone w milionach, a nie setkach milionów złotych. Jego zdaniem istotne jest jednak pokazanie, że administracja również może ograniczać koszty.
