Jeszcze niedawno wyjazd do SPA miał jeden podstawowy cel: odpocząć. Zwolnić, wyspać się, skorzystać z masażu, zjeść coś dobrego i wrócić do codzienności z poczuciem, że bateria została choć trochę naładowana. Dziś coraz częściej pojawia się inne pytanie: co zrobić, żeby tej energii i sprawności wystarczało nam na dłużej? To pozornie niewielka zmiana perspektywy. W rzeczywistości zmienia sposób, w jaki myślimy o zdrowiu, regeneracji i czasie wolnym. Nie chodzi już wyłącznie o to, by dobrze się poczuć podczas weekendu. Chodzi o to, by lepiej funkcjonować także po powrocie do domu. Właśnie na styku tych dwóch światów, odpoczynku i świadomego dbania o siebie, rozwija się dziś idea longevity.
Nie chodzi o to, żeby żyć wiecznie
Długowieczność łatwo sprowadzić do atrakcyjnego hasła. Wystarczy spojrzeć na rosnącą popularność aplikacji monitorujących sen, urządzeń mierzących parametry organizmu, suplementów czy metod określanych jako biohacking. Tymczasem najbardziej podstawowe elementy zdrowego starzenia się są znacznie mniej spektakularne.
Sen. Ruch. Odżywianie. Relacje. Odporność psychiczna. Profilaktyka. Regeneracja. Problem polega na tym, że znamy je od dawna, ale często funkcjonują osobno. Możemy regularnie chodzić na siłownię, a jednocześnie spać zdecydowanie za krótko. Możemy interesować się zdrowym jedzeniem, ale żyć w permanentnym napięciu. Możemy wyjechać na urlop, ale przez cały pobyt nie potrafić naprawdę zwolnić. Dlatego współczesne podejście do longevity coraz częściej nie koncentruje się na jednej metodzie czy jednym „magicznym” rozwiązaniu. Chodzi raczej o połączenie wielu codziennych elementów w sposób, który odpowiada konkretnemu człowiekowi. To właśnie na takim założeniu został oparty Nickel Wellnest – miejsce nad Bałtykiem, które łączy pobyt wypoczynkowy z profilaktyką, edukacją i regeneracją.
Najpierw człowiek, potem program
Jednym z najciekawszych założeń programów Wellnest jest odejście od myślenia o gotowym pobycie, który ma działać tak samo na każdego. Przed przyjazdem uczestnik przechodzi wywiad i analizę potrzeb. Brane są pod uwagę między innymi jego cele, styl życia, samopoczucie oraz przeciwwskazania. Dopiero na tej podstawie układany jest plan pobytu. Oznacza to również, że dwie osoby uczestniczące w tym samym programie mogą przejść przez różne doświadczenia.
To ważna zmiana w stosunku do klasycznego myślenia o wellness. Zamiast pytać: „Jaki pakiet mam kupić?”, można zacząć od pytania: „Czego właściwie teraz potrzebuję?” Jedna osoba może potrzebować pracy nad regeneracją i odpornością psychiczną. Inna powrotu do ruchu bez bólu. Ktoś kolejny będzie chciał uporządkować sposób odżywiania albo zadbać o kondycję skóry. Dlatego w Wellnest można skorzystać z pięciu różnych ścieżek: Mind & Calm, Detox & Flow, Burn & Shape, Move & Heal oraz Glow & Renew. Nie są one jednak traktowane jak pięć zamkniętych pudełek. Zakres, kolejność i intensywność działań mają być dopasowane do uczestnika.
Dwa lata, żeby sprawdzić, co naprawdę ma sens
Historia Wellnest zaczęła się od osobistego doświadczenia Dagmary Nickel. Poszukując miejsca, które nie koncentrowałoby się wyłącznie na leczeniu objawów ani na krótkotrwałym odpoczynku, nie znalazła rozwiązania, którego sama szukała. Pomysł nie został jednak zamieniony w gotowy produkt w kilka miesięcy. Przez kolejne dwa lata trwały badania, konsultacje i prace projektowe prowadzone z lekarzami, fizjoterapeutami, dietetykami, psychologami, ekspertami medycyny stylu życia i tradycyjnej medycyny chińskiej, a także socjologami i projektantami usług.
Powstał prototyp, który przetestowała grupa kilkudziesięciu osób. Ich doświadczenia posłużyły następnie do przebudowania programów. To podejście dobrze pokazuje różnicę między modnym hasłem a próbą stworzenia konkretnego modelu działania. Nie wszystko, co atrakcyjnie wygląda w ofercie wellness, musi być rzeczywiście potrzebne. Czasem warto z czegoś zrezygnować, nawet jeśli dobrze wygląda w folderze.
Odporność zamiast kolejnej ucieczki
Jednym z ważnych elementów filozofii Wellnest jest przekonanie, że regeneracja nie powinna oznaczać wyłącznie stworzenia sobie komfortowych warunków. Można przecież wyjechać na weekend, zmienić otoczenie i nadal funkcjonować w dokładnie tym samym wewnętrznym pośpiechu. Dlatego w programach pojawiają się między innymi praca z oddechem, medytacja, ruch oraz praktyczne narzędzia samoregulacji. Ich założeniem jest nie tylko poprawa samopoczucia podczas pobytu, ale również możliwość wykorzystania ich później, w codziennym życiu. To przesuwa środek ciężkości. Regeneracja przestaje być czymś, co „kupujemy” razem z weekendem. Staje się umiejętnością, której można się uczyć.
Nauka spotyka doświadczenie
Wellnest łączy współczesną wiedzę medyczną i biologiczną z wybranymi elementami tradycyjnej medycyny chińskiej. W jednym modelu spotykają się między innymi fizjoterapia, dietetyka, osteopatia, kosmetologia, akupunktura i konsultacje TCM oraz rozwiązania wspierające regenerację. Podobnie traktowane jest jedzenie. Nie jako krótkotrwała restrykcja, którą trzeba „wytrzymać” podczas pobytu, ale jako element pracy z organizmem i nauki codziennych wyborów. To podejście jest szczególnie istotne w świecie, w którym zdrowie łatwo zamienić w kolejny projekt do wykonania. Liczyć kroki, kalorie, godziny snu, wyniki badań, parametry z zegarka. Tymczasem dbanie o siebie nie powinno stawać się kolejnym źródłem presji.
Pięć dróg, jeden cel
Każda ze ścieżek Wellnest odpowiada na inną potrzebę. Mind & Calm koncentruje się na redukcji stresu i regulacji układu nerwowego. Detox & Flow pracuje wokół odżywiania, trawienia i poczucia lekkości. Burn & Shape łączy umiarkowany deficyt energetyczny z ruchem i edukacją dotyczącą żywienia oraz longevity. Move & Heal skupia się na fizjoterapii, regeneracji i profilaktyce przeciążeń. Glow & Renew łączy pielęgnację skóry z dietą, ruchem i regeneracją. Wspólnym mianownikiem nie jest więc jeden wygląd, jedna dieta czy jeden sposób spędzania czasu. Jest nim lepsze poznanie własnych potrzeb i znalezienie takich działań, które można kontynuować również po powrocie do codzienności.
A potem jest morze
W Wellnest trudno oddzielić program od miejsca, w którym jest realizowany. Nadmorski las, plaża i Bałtyk nie są wyłącznie scenografią dla pobytu. Odpoczynek został potraktowany jako jeden z elementów całego doświadczenia, nie jako przerwa pomiędzy kolejnymi punktami programu. I być może właśnie tutaj kryje się odpowiedź na pytanie, dlaczego zmienia się sposób, w jaki patrzymy dziś na wellness. Nie potrzebujemy kolejnego zadania do wykonania. Potrzebujemy przestrzeni, w której możemy sprawdzić, co rzeczywiście nam służy.
Najważniejsze zaczyna się po wyjeździe
Najciekawszym pytaniem dotyczącym longevity nie jest więc chyba: ile lat możemy żyć? Bardziej interesujące brzmi: jak chcemy przeżyć te lata? Czy będziemy mieć energię na podróże? Czy ciało pozwoli nam robić rzeczy, które sprawiają nam przyjemność? Czy będziemy potrafili odpoczywać, zanim organizm zmusi nas do zatrzymania? Czy będziemy umieli rozpoznać moment, w którym stres przestaje być mobilizujący, a zaczyna odbierać nam siły? Nie da się zaplanować całego życia.
Nie da się też zagwarantować długowieczności. Można natomiast wcześniej zacząć budować warunki, które zwiększają szansę na to, że kolejne dekady będziemy przeżywać w dobrej formie, z większą świadomością własnego ciała i potrzeb. I właśnie dlatego być może przyszłość wellness nie będzie polegała na tym, że będziemy coraz lepiej odpoczywać. Może będzie polegała na tym, że nauczymy się lepiej żyć. A pobyt nad Bałtykiem może być nie końcem tego procesu, lecz początkiem.


