Skąd wziął się pomysł i jak przygotowywały się panie do startu marki Carein?
Kiedy zaczynałyśmy, o specjalistycznej suplementacji beauty niewiele mówiono. Znalazłyśmy niszę, która nie była jeszcze zapełniona. Drugim etapem tworzenia firmy była praca projektowa: design, branding, infrastruktura technologiczna i produkcja pierwszych partii. Zajęło nam to około 12 miesięcy. Od początku nie szłyśmy na rynek z projektem opartym na domysłach, tylko konkretnej hipotezie popartej rozmowami z odbiorcami i ekspertami. Z perspektywy czasu widzimy, jak dużo z tych fundamentów – oparcia się na badaniach, celowanych składach i współpracy z ekspertami – funkcjonuje w Carein do dziś. Przeprowadziłyśmy badania indywidualne i fokusowe, ale też miałyśmy swoje doświadczenia „skórne”. Widziałyśmy, czego nam brakuje – rzetelnej wiedzy o tym, co właściwie jest genezą różnych problemów skórnych.
Dietetyka pojawiła się na kolejnym etapie. Połączenie tych trzech perspektyw pozwoliło nam kompleksowo spojrzeć na mechanizmy biochemiczne zachodzące w organizmie na różnych etapach życia. Najwięcej czasu zajęły nam badania, wywiady jakościowe i rozmowy z grupą docelową – kobietami – oraz przyglądanie się ich rutynie w szeroko rozumianym dbaniu o siebie. To pozwoliło nam położyć podwaliny pod koncepcję stworzenia dermosuplementów – suplementów diety ukierunkowanych na konkretne potrzeby skóry. Od początku zależało nam na celowanych składach i kompleksowych kompozycjach odpowiadających na konkretny problem, a nie na tworzeniu kolejnych uniwersalnych suplementów. Do wpółpracy zaprosiłyśmy ekspertów, by oprzeć się na ich wiedzy o aktywnych składnikach o potwierdzonym działaniu.
Czy fakt, że obie jesteście kobietami, wpłynął na wybór branży?
Branża beauty jest zdominowana przez kobiety, a próg wejścia z pomysłem w ten obszar jest dość niski dla osób, które rozumieją, z czym na co dzień się mierzymy – nie tylko w sferze dbałości o urodę, ale też o kondycję i wellbeing. Podziwiamy kobiety, które wchodzą w branże stereotypowo przypisywane mężczyznom. Nasza ścieżka była dla nas naturalnym wyborem – byłyśmy w 100 proc. przekonane do naszego pomysłu. Silne przekonanie i zrozumienie branży oraz grupy docelowej pozwoliły nam stworzyć biznes bez poczucia, że „nie jesteśmy u siebie”. To bycie kobietami i klientkami tej kategorii dało nam przewagę – testowałyśmy produkty najpierw na sobie, zanim trafiły do innych kobiet.
Czy widzą panie różnice we współpracy z kobietami i mężczyznami?
Wywodzimy się z biznesu, sprzedaży i marketingu. Pracowałyśmy w różnych departamentach, z różnymi menedżerami i dyrektorami. U nas zawsze wygrywało podejście „kompetencje nie mają płci”. Praca w dużych strukturach nauczyła nas komunikacji, budowania sojuszy wokół projektów i przedstawiania korzyści interesariuszom. Te umiejętności pomogły nam przy budowaniu Carein, bo od początku musiałyśmy przekonywać do siebie różne środowiska: naukowców, kosmetologów, partnerów B2B czy inwestorów. Z naszego doświadczenia wynika, że styl zarządzania nie różni się zasadniczo w zależności od płci. Różnica pojawia się raczej w obszarach, w których menedżerowie chętniej inwestują uwagę: kobiety częściej w kulturę organizacyjną i procesy, mężczyźni w ekspansję i sprzedaż. W Carein te kompetencje się uzupełniają – potrzebujemy zarówno odwagi we wchodzeniu w nowe kategorie produktowe i na inne rynki, jak i dbałości o procesy i relacje z zespołem. Traktujemy to więc jako dwa filary, a nie „kobiecy” i „męski” styl zarządzania.
Dlaczego edukacja konsumentów jest ważna w rozwoju marki?
Stworzyłyśmy kategorię, która wcześniej nie istniała w świadomości konsumentek. Nikt nie szukał „dermosuplementu na trądzik hormonalny”, bo takie pojęcie nie funkcjonowało. Dlatego edukacja od początku była fundamentem marketingu – musiałyśmy nauczyć rynek, że można celować w konkretny problem skórny doustnym suplementem, którego skład jest oparty na badaniach. To zbudowało naszą wiarygodność w oczach kosmetologów i dietetyków, którzy stali się naszymi ambasadorami.
Jak nagroda Innowacji LNE wpłynęła na budowanie pozycji Carein na rynku?
Obecność na największym kongresie kosmetologicznym w Polsce oraz otrzymanie nagrody pół roku po debiucie wspominamy jako wyjątkowe doświadczenie. To był dla nas moment przełomowy, który potwierdził, że obrałyśmy właściwy kurs, i dał jeszcze więcej motywacji do konsekwentnego budowania Carein jako pierwszej marki ze specjalistycznymi, celowanymi produktami dermosuplementacyjnymi. Nagroda otworzyła nam drzwi do rozmów z pierwszymi partnerami B2B – salonami i gabinetami, które chciały mieć w ofercie markę rekomendowaną przez grono ekspertów.
Skąd decyzja o poszerzeniu oferty Carein m.in. o trychologię?
Trychologia pojawiła się u nas jako konsekwencja podejścia, które przyjęłyśmy od początku – szukania biochemicznej przyczyny problemu, a nie łagodzenia objawów. Włosy i skóra głowy rządzą się podobnymi mechanizmami hormonalnymi i metabolicznymi co skóra, np. w okresie okołomenopauzalnym oddziałują na nie te same zmiany hormonalne. Widziałyśmy, że rynek suplementacji ukierunkowanej na problem wypadania włosów oferuje niewiele – dużo obietnic, ale mało nauki stojącej za składem. To był sygnał, że możemy powtórzyć nasz model: zebrać ekspertów, oprzeć produkt na aktywnych składnikach o potwierdzonym działaniu i zaadresować konkretny problem, zamiast tworzyć kolejny uniwersalny suplement „na włosy”.
Jak dziś widzą panie dalszy rozwój Carein?
W najbliższych latach chcemy się rozwijać w dwóch kierunkach. Pierwszy to pogłębianie tego, co już zbudowałyśmy – rozwój trychologii i kolejnych, precyzyjnie zaadresowanych linii produktowych, opartych na badaniach klinicznych, a nie sezonowych trendach. Drugi to ekspansja geograficzna – rozwijamy obecność Carein poza Polską i budujemy strukturę dystrybucyjną dopasowaną do lokalnych rynków. Zależy nam, żeby przy tym nie stracić tego, co wyróżniło nas od początku – bliskiej współpracy z ekspertami i traktowania edukacji konsumentek jako części produktu, a nie dodatku do niego.


