Skąd wzięła się pani fascynacja sztuką?
Jako dziecko oglądałam albumy, czytałam książki i byłam bardzo ciekawa świata artystycznego. Historia sztuki była dla mnie naturalnym wyborem, choć w tym czasie należała do najmniej przydatnych dziedzin, które można było studiować w Polsce. Rynku sztuki właściwie nie było, a praca w muzeum mnie nie interesowała. Miałam wykształcenie humanistyczne i dobrze pisałam, więc po magisterium zaczęłam pracę w rozwijających się czasopismach lifestyle’owych. Z czasem trafiłam do mediów poświęconych projektowaniu wnętrz. Zostałam redaktorką naczelną magazynu „Dom & Wnętrze”. To był świadomy krok – design i architektura są związane ze sztuką. W mediach wnętrzarskich zostałam na długo. Byłam szefową polskiej edycji „Martha Stewart Living”, prowadziłam autorskie programy w Domo+ oraz blog o luksusie we wnętrzach. Wreszcie zostałam ekspertką w „Dzień Dobry TVN”, gdzie przez prawie osiem lat doradzałam widzom, jak aranżować mieszkania. Przez cały ten czas regularnie odwiedzałam wystawy, czytałam książki o sztuce i wspierałam artystów. W „Domu & Wnętrzu” stworzyłam obszerny dział „Sztuka dla każdego”, w którym przybliżaliśmy czytelnikom podstawowe zagadnienia związane ze sztuką współczesną i zachęcaliśmy ich do wprowadzania obrazów i rzeźb do własnych domów. Organizowałam wystawy unikatowego designu – obiektów łączących wzornictwo ze sztuką. Dziś to modny temat, ale dziesięć lat temu należałam do jego pierwszych popularyzatorów.
Kiedy powiedziała pani: „Koniec z designem, zajmuję się sztuką”?
Przełomowym momentem była organizacja cyklicznych Targów Sztuki Dostępnej w Warszawie. To wydarzenie odniosło wielki sukces. Przychodziły tysiące ludzi i – co najważniejsze – naprawdę kupowali sztukę! Uznałam to za sygnał, że w Polsce coś zaczyna się zmieniać. Kolejnym etapem była funkcja szefowej PR i komunikacji w Artinfo.pl – portalu, który w tamtym czasie skupiał cały polski rynek aukcyjny. To było najlepsze miejsce, by zobaczyć rynek sztuki od środka. Organizowałam tam kuratorskie aukcje i wystawy „Art & Design”, gdzie obok obrazów i rzeźb licytowano unikatowe prace polskich designerów. Od kilku lat działam samodzielnie. Stworzyłam Artshow – cykl wydarzeńtargowo-wystawienniczych poświęconych sztuce współczesnej. Dotychczas odbyło się sześć edycji. Każde Artshow gromadzi ponad stu niezależnych artystów, co pozwala mi poznawać twórców i odkrywać nowe talenty. Prowadzę wykłady i webinaria o rynku sztuki. Nadal występuję w mediach, ale jako ekspert rynku sztuki.
Stworzyła pani własną markę doradczą EVA. Na czym polega ta działalność?
EVA to połączenie mojego imienia i skrótu od „Explore Visual Art”. Współpracuję z klientami prywatnymi i firmami przy wyborze dzieł sztuki, pomagam w tworzeniu kolekcji i doradzam, jak dopasować dzieło do wnętrza. EVA to więcej niż wsparcie w zakupach. Jestem przewodniczką po świecie sztuki: zachęcam do jego poznawania i pomagam w głębszym odbiorze dzieł. Aby w pełni doświadczać sztuki, szczególnie współczesnej, potrzebujemy wiedzy. Dużo osób to docenia – chcą nie tylko kupować sztukę, ale także ją rozumieć. Moja działalność wykracza poza typowe art advisory – łączę wykształcenie uniwersyteckie, znajomość rynku sztuki oraz doświadczenie we wnętrzach i mediach. Ta różnorodność doświadczeń stanowi o wyjątkowości mojej działalności. Patrzę na sztukę nie tylko z perspektywy rynku sztuki, ale także człowieka, który będzie z nią żył, oraz wnętrza, w którym ma się pojawić.
Czy Polacy rzeczywiście kupują sztukę, czy ulegli modzie na chodzenie do muzeum i galerii?
Kupują. Światowe raporty rynku sztuki wskazują trzy główne motywacje zakupowe. Pierwsza to chęć posiadania czegoś unikalnego. Druga – potrzeba dekorowania przestrzeni. Chcemy, by była nie tylko funkcjonalna, ale i niepowtarzalna, a dobre dzieło sztuki potrafi uczynić ją wyjątkową. Trzecia to potrzeba niecodziennych emocji i doświadczania „czegoś więcej”. Badania wskazują, że kontakt ze sztuką relaksuje i odwraca uwagę od nieprzyjemnych wydarzeń.
Co jest największym problemem dla początkujących?
Brak wiedzy. Większość osób nie zdaje sobie sprawy z ogromnego wyboru. Na rynku działa mnóstwo twórców, galerii, domów aukcyjnych, targów i niezależnych inicjatyw. Prace artystów różnią się stylem, techniką i ceną. Komuś, kto zaczyna przygodę ze sztuką, trudno się w tym wszystkim zorientować.
Dlatego potrzebny jest doradca?
Między innymi. Chodzi o oszczędność czasu, energii, pieniędzy i unikanie nietrafionych zakupów. Za nietrafione uważam te, które nie dają satysfakcji dłużej niż miesiąc czy dwa. Jako art advisor chcę pomagać klientowi w wyborze takiego dzieła sztuki, którym będzie się cieszyć przez lata.
Od czego zaczyna się współpraca z panią?
Od rozmowy. Zanim zacznę szukać, muszę poznać osobę. Co jej się podoba, co ją porusza, czego nie lubi? Czy szuka jednej pracy, czy myśli o kolekcji? Jak wygląda przestrzeń, gdzie sztuka ma się pojawić? Ekspozycja dzieła we wnętrzu to mój konik. Uwielbiam patrzeć, jak sztuka odmienia wnętrze. Klient może zdecydować, jak bardzo chce zaangażować się w proces. Jedna osoba chce ze mną oglądać wystawy, poznawać artystów i galerie. Ktoś inny woli powiedzieć: „Proszę znaleźć dla mnie kilka propozycji, a ja dokonam wyboru”. Obie formy są w porządku.
Co dzieje się później?
Robię dokładny research: przeglądam prace artystów i oferty galerii. Wiem, gdzie zajrzeć i do kogo się zwrócić, bo znam setki twórców i dziesiątki galerii, obserwuję aukcje, jeżdżę na wystawy i targi, śledzę raporty i publikacje. Robię wstępną selekcję, a potem ją zawężam. Dzięki temu już na drugim spotkaniu przedstawiam konkretne rekomendacje. Przy większej liczbie dzieł współpraca trwa dłużej. Wspólnie ustalamy jej dalszy kierunek.
Czy korzystanie z doradcy nie pozbawia klienta decyzyjności?
Nie czuję się sprzedawcą ani pośrednikiem. Nie zależy mi na transakcji za wszelką cenę. Mogę coś polecać, ale decyzja należy do osoby, która będzie z tym dziełem sztuki żyć, i wyda na nie swoje pieniądze. Każda transakcja objęta jest klauzulą poufności, a cała współpraca opiera się na dyskrecji i zaufaniu.
Czy dużo osób kupuje dzieła sztuki, aby w przyszłości na nich zarobić?
Potencjał rynkowy jest ważny – dla niektórych osób mniej, dla innych bardziej. Ja zawsze biorę go pod uwagę niezależnie od deklaracji klienta. Patrzę nie tylko na talent artysty, ale też oceniam jego szanse na rozwój, historię sprzedaży, aktualną pozycję na rynku i renomę galerii, która go reprezentuje. Nie bez znaczenia są też cechy osobowości, które mogą pomóc twórcy w osiągnięciu sukcesu lub go uniemożliwić. Mimo tak wnikliwej analizy nigdy nie obiecuję klientowi wzrostu ceny – tego nikt uczciwy nie powinien robić.
Co radzi pani komuś, kto chce zacząć kupować sztukę?
Najważniejsze, żeby dzieło ci się podobało. Kolekcjonerzy, których zbiory są warte miliony, powtarzają, że kupują sercem, nie portfelem. Nawet jeśli zakup okaże się kiepską inwestycją, mają coś, co ich zachwyca. W tym kryje się jedna z największych wartości sztuki – wzbogaca nasze życie w sposób, którego nie da się przeliczyć na pieniądze. Kontakt ze sztuką wywołuje emocje, pobudza wyobraźnię, pozwala spojrzeć na świat z innej perspektywy, zatrzymać się na chwilę i oderwać od codzienności. Sztuka może wzruszać, inspirować, skłaniać do myślenia. Obcowanie ze sztuką to nie tylko posiadanie pięknego przedmiotu – to doświadczenie, które może stać się ważną częścią naszego życia.


