Sukces bez perfekcji

Sukces bez perfekcji

Dodano: 
Anna Krasnodębska-Cićkiewicz
Anna Krasnodębska-Cićkiewicz Źródło: Materiały prasowe / Cićkiewicz Clinic
Jak połączyć biznes, rodzinę i własne ambicje, nie płacąc za sukces życiem prywatnym? Anna Krasnodębska-Cićkiewicz przekonuje, że kluczem nie jest perfekcja, lecz umiejętność wyboru i odpuszczania.

Bizneswoman, mama, żona, partnerka biznesowa – jak godzi pani te wszystkie role?

Przede wszystkim nauczyłam się odpuszczać. Kiedyś wydawało mi się, że skoro coś potrafię zrobić sama, to powinnam zrobić to sama. Dzisiaj wiem, że to prosta droga do przeciążenia. Nie da się być jednocześnie na sto procent mamą, żoną, przedsiębiorczynią, partnerką biznesową i jeszcze mieć przestrzeń dla samej siebie, dlatego tam, gdzie mogę, deleguję. W pracy staram się otaczać ludźmi, którzy mają konkretne kompetencje i w swoich obszarach są po prostu lepsi ode mnie. W domu nauczyłam się prosić o pomoc i ją przyjmować – to też była dla mnie lekcja. Dzisiaj godzenie tych wszystkich ról nie oznacza dla mnie, że każdej poświęcam dokładnie tyle samo czasu. Bardziej chodzi o to, żeby wiedzieć, która z nich w danym momencie naprawdę mnie potrzebuje. Czasem jest to firma, czasem dzieci, czasem małżeństwo, a czasem po prostu ja.

Czy wielozadaniowość to rzeczywiście kobieca supermoc, czy raczej sztuka wyboru tego, co naprawdę ważne?

Zdecydowanie sztuka wyboru. Nie jestem już przekonana do narracji, że kobieta powinna być dumna z tego, że potrafi robić dziesięć rzeczy jednocześnie. Bo za tą „supermocą” bardzo często stoi ogromne zmęczenie. Dla mnie prawdziwą umiejętnością stało się nie robienie wszystkiego, tylko decydowanie, czego nie muszę zrobić. Co może poczekać, co może zrobić ktoś inny, a co rzeczywiście wymaga mnie. Im więcej mam obowiązków i odpowiedzialności, tym bardziej widzę, że najcenniejszym zasobem nie jest nawet czas, tylko uwaga i energia, i staram się nimi rozsądniej zarządzać.

Czy nauczyła się pani odpuszczać i stawiać granice?

Nadal się tego uczę. Odpuszczanie kiedyś kojarzyło mi się trochę z rezygnacją. Dzisiaj widzę je zupełnie inaczej – jako świadomą decyzję, na co chcę przeznaczać swoją energię. Nie wszystko musi być zrobione przeze mnie, nie wszystko musi być idealne i nie na każdą wiadomość trzeba odpowiedzieć natychmiast. Szczególnie przy trójce dzieci i prowadzeniu firmy lista rzeczy do zrobienia właściwie nigdy się nie kończy. Jeżeli uzależniłabym swój spokój od momentu, w którym wszystko będzie zrobione, prawdopodobnie nigdy bym go nie miała. Granice są mi potrzebne właśnie po to, żebym mogła dobrze funkcjonować w tych obszarach, które są dla mnie naprawdę ważne.

Czy można być ambitną, rozwijać biznes i zarabiać więcej, nie płacąc za to życiem prywatnym?

Myślę, że można, ale nie wierzę w wersję, w której nie ma żadnych kosztów. Każda decyzja coś kosztuje – czas, energię, uwagę. Pytanie brzmi raczej, jaką cenę jesteśmy gotowi zapłacić i gdzie stawiamy granicę. Jestem ambitna i lubię rozwijać biznes. Daje mi ogromną satysfakcję tworzenie czegoś od podstaw, obserwowanie, jak firma rośnie, wymyślanie nowych projektów. Nie chciałabym z tego rezygnować tylko dlatego, że jestem mamą i żoną. Jednocześnie sukces zawodowy nie jest dla mnie sukcesem, jeśli odbywa się całkowicie kosztem rodziny albo mnie samej. Staram się nie myśleć o balansie jak o idealnej równowadze każdego dnia. Są okresy, kiedy więcej bierze firma, i takie, kiedy świadomie odsuwam pracę na dalszy plan. Dla mnie ważny jest bilans w dłuższej perspektywie.

Jak ważne jest dla pani budowanie własnej marki, niezależnej od rozpoznawalności męża?

Nie myślę o tym w kategorii wychodzenia z czyjegoś cienia, bo nigdy nie miałam poczucia, że muszę z niego wychodzić. Nie mam potrzeby udowadniania komukolwiek, że jestem „kimś niezależnie od męża”. Maciek jest świetnym lekarzem i specjalistą. To jego przestrzeń, jego wiedza i lata doświadczenia. Ja z kolei jestem przedsiębiorcą. Zajmuję się biznesem, rozwojem, organizacją, marką, marketingiem i projektami, które budujemy wokół kliniki. Mamy inne kompetencje i właśnie dlatego tak dobrze się uzupełniamy. Cićkiewicz Clinic nie powstałaby w obecnym kształcie bez żadnego z nas. Nie konkurujemy o to, kto jest bardziej widoczny albo ważniejszy. On nie musi być mną, a ja nie muszę być nim. Razem tworzymy duet, w którym każde z nas wnosi coś zupełnie innego. Chyba właśnie z tego najbardziej jestem dumna: że udało nam się zbudować wspólny biznes bez potrzeby odbierania sobie nawzajem przestrzeni.

Czy łatwo jest prowadzić biznes z własnym mężem i jednocześnie nie przenosić pracy do domu?

Nie i nie będę udawać, że jest inaczej. Jesteśmy razem, mamy trójkę dzieci i jednocześnie prowadzimy wspólny biznes, więc całkowite oddzielenie pracy od życia prywatnego jest właściwie niemożliwe. Klinika czasami pojawia się przy śniadaniu, w samochodzie czy wieczorem w domu. Ale po czterech latach nauczyliśmy się ze sobą pracować. Znamy swoje mocne strony, wiemy, za co każde z nas odpowiada i w większości strategicznych kwestii jesteśmy zgodni. Oczywiście zdarzają się różnice zdań. Tylko że dla mnie najważniejsze jest to, żeby nie walczyć o to, kto ma rację, ale znaleźć rozwiązanie, które będzie dobre dla firmy. Ważne jest też, żeby pamiętać, że po zakończeniu tej dyskusji nadal jesteśmy przede wszystkim małżeństwem i rodzicami naszych dzieci.

Czego z tej codzienności nie widać z zewnątrz i jaką cenę naprawdę płaci się za łączenie tylu ról?

Z zewnątrz najczęściej widać efekt. Ładną klinikę, rozwijającą się firmę, kolejne projekty, eventy, współprace z markami, współprace z influencerami czy gwiazdami, śmieszny i edukacyjny content. Nie widać całej logistyki, która za tym stoi. Nie widać dni, kiedy po trudnym dniu w pracy wracam do domu i zaczyna się drugi etat. Nie widać poczucia winy, że kiedy jestem w pracy, mogłabym być z dziećmi, a kiedy jestem z dziećmi, z tyłu głowy mam sprawy firmy. Myślę, że wiele kobiet bardzo dobrze zna to uczucie. Dlatego nie chciałabym tworzyć obrazu kobiety, która „ma wszystko i świetnie sobie ze wszystkim radzi”. Ja też czasem sobie nie radzę. Bywam zmęczona, mam gorsze dni, czasem coś zawalam, czasem świadomie z czegoś rezygnuję. Największą zmianą, jaka przyszła z czasem, jest to, że przestałam oczekiwać od siebie perfekcji. Nie muszę być każdego dnia idealną mamą, żoną i przedsiębiorczynią. Chcę być wystarczająco dobra w rzeczach, które naprawdę mają dla mnie znaczenie. Odpuszczanie nie oznacza dla mnie rezygnacji z ambicji. Oznacza rezygnację z przekonania, że wszystko muszę zrobić sama.