Luksusowy minimalizm

Luksusowy minimalizm

Dodano: 
Danuta Mieloch, właścicielka marki Danucera oraz Danucera Spa w Warszawie
Danuta Mieloch, właścicielka marki Danucera oraz Danucera Spa w Warszawie Źródło: Materiały prasowe / Danucera
Chcę pomóc kobietom zadbać o siebie bez komplikowania im życia. Kobieta nie potrzebuje 15 luksusowych produktów, ale kilku doskonałych kosmetyków oraz wiedzy, jak ich używać. To właśnie jest luksus – mówi Danuta Mieloch, właścicielka marki Danucera oraz luksusowego Danucera Spa w Warszawie.

Od dzieciństwa fascynują panią kosmetyki, jako mała dziewczynka robiła pani pierwsze maseczki do twarzy. Kiedy pomyślała pani, że stworzy własną markę? To był impuls czy plan, który dojrzewał przez lata?

Myślę, że Danucera zaczęła się dużo wcześniej, niż sama zdawałam sobie z tego sprawę. Gdy byłam mała, nie interesowały mnie szczególnie lalki. Fascynowała mnie moja własna „apteka”. Mieszałam maseczki, kremy, podpatrywałam domowe receptury, interesowało mnie, co można nałożyć na skórę i dlaczego coś działa. Już wtedy miałam w sobie tę ciekawość, która została ze mną do dziś. Danucera dojrzewała we mnie przez ponad 30 lat pracy jako kosmetolożka. Najpierw wyjechałam z Polski do Stanów Zjednoczonych. Byłam młodą kobietą, która przyjechała tam z 20 dolarami w kieszeni. Uczyłam się języka, pracowałam, później zdobywałam doświadczenie – również w Paryżu.

Ostatecznie stworzyłam Rescue Spa, najpierw w Filadelfii, później w Nowym Jorku. Przez te wszystkie lata miałam przed sobą tysiące kobiet i ciągle słyszałam te same pytania: „Co naprawdę powinnam stosować?”, „Dlaczego mam tyle kosmetyków, a moja skóra nadal nie wygląda dobrze?”, „Jak mam znaleźć na to wszystko czas?”. W pewnym momencie zrozumiałam, że nie chcę tworzyć kolejnej marki kosmetycznej. Chcę stworzyć odpowiedź na chaos i tak powstała Danucera. Z wiedzy zdobytej w gabinecie, z przekonania, że kobieta nie potrzebuje 15 produktów. Potrzebuje kilku doskonałych kosmetyków oraz właściwej techniki i wiedzy, jak ich używać. Moja misja jest dziś bardzo prosta: pomóc kobietom zadbać o siebie bez komplikowania im życia. Pięć kroków. Pięć minut. I skóra, która z każdym dniem staje się lepsza.

Nim założyła pani salon SPA w Polsce, prowadziła pani działalność w USA. Czy zauważa pani różnice w tym, jak Amerykanki i Polki podchodzą do dbania o skórę?

Tak, ale te różnice bardzo się zmieniają. Przez wiele lat obserwowałam kobiety w Stanach Zjednoczonych – w Filadelfii i Nowym Jorku – a teraz bardzo intensywnie pracuję z kobietami w Polsce. Amerykanki, szczególnie w Nowym Jorku, żyją niesłychanie szybko. Chcą rezultatu i efektywności. Nie mają dwóch godzin każdego ranka na pielęgnację. Zabieg jest dla nich często stałą częścią stylu życia, podobnie jak trening czy dbanie o dietę. Polki mają niezwykle silną kulturę dbania o siebie. W naszej części Europy pielęgnacja skóry, masaż, domowe receptury, kremy – to wszystko było obecne od pokoleń – sama z tego wyrosłam. Polki są bardzo świadome i wymagające. Widzę jednak ten sam problem po obu stronach oceanu: nadmiar informacji i nadmiar produktów. Kobiety są bombardowane trendami, TikTokiem, kolejnymi składnikami aktywnymi, urządzeniami i procedurami. Często wiedzą więcej o kosmetykach niż kiedykolwiek wcześniej, ale niekoniecznie wiedzą, czego naprawdę potrzebuje ich skóra – właśnie tutaj widzę swoją rolę. Nie chcę mówić kobietom: kup więcej. Chcę powiedzieć: zrozum potrzeby swojej skóry, wybierz mniej, ale lepiej, i bądź konsekwentna. Kobieta ma już wystarczająco dużo rzeczy do zrobienia. Pielęgnacja nie powinna być kolejnym źródłem stresu.

Podkreśla pani często, że stawia na minimalizm. W jaki sposób wprowadza pani tę filozofię do swojej działalności?

Dla mnie minimalizm nie oznacza robienia mniej dla samego „mniej”. Oznacza precyzję zamiast nadmiaru. Przez ponad 30 lat widziałam konsekwencje przesadnej pielęgnacji: przeciążoną skórę, podrażnienia, zaburzoną barierę lipidową, stany zapalne. Widziałam łazienki pełne drogich kosmetyków, których właścicielki nie wiedziały, jak ich używać. Jestem przeciwna temu, co nazywam „bufetem kosmetycznym”. Jeden produkt stąd, drugi stamtąd, trzeci dlatego, że jest modny w internecie. To nie jest strategia. Danucera jest systemem. Produkty zostały stworzone tak, aby ze sobą współpracowały, a mój podstawowy rytuał można wykonać w pięć minut: oczyszczanie, tonizacja, serum, pielęgnacja okolicy oczu i krem. To samo dotyczy naszych zabiegów. Technologia jest dla mnie narzędziem, nie bohaterem. Najważniejsze są oczy, dłonie i wiedza kosmetologa – umiejętność oceny skóry, odpowiedniej kolejności działania i zrozumienia, czego skóra potrzebuje dzisiaj. Minimum wysiłku, maksimum rezultatu. To jest mój rodzaj luksusu.

Który produkt z dotychczasowego portfolio uważa pani za swoje „dziecko” lub największy sukces recepturowy i dlaczego?

Gdybym naprawdę musiała wybrać jeden, powiedziałabym: Cerabalm. Jest w nim bardzo dużo mojej filozofii. Chciałam stworzyć produkt, który zmieni sposób, w jaki kobiety myślą o oczyszczaniu skóry. Bo przez lata w gabinecie zauważałam, że wiele problemów zaczyna się od podstaw – zbyt agresywnego albo niedokładnego oczyszczania. Cerabalm jest czymś więcej niż preparatem do demakijażu. Pozwala dokładnie oczyścić skórę, a jednocześnie pozostawić ją miękką, komfortową i przygotowaną do dalszej pielęgnacji. Dlatego uczę techniki podwójnego oczyszczania. Uwielbiam moment, kiedy klientka mówi mi: „Nigdy nie wiedziałam, że moja skóra może tak wyglądać po samym oczyszczaniu”. Wtedy wiem, że produkt zmienił nie tylko jej skórę, ale również sposób myślenia o pielęgnacji. To właśnie chciałam osiągnąć z Danucera: żeby każdy produkt miał powód istnienia. Nie potrzebuję kolejnego produktu tylko dlatego, że rynek oczekuje nowości. Produkt musi rozwiązywać realny problem. Jeśli nie wnosi czegoś istotnego, nie powinien powstać.

W Polsce działa wiele salonów kosmetycznych, wiele z nich oferuje też klientom drogie marki kosmetyków. Czym się wyróżnia marka Danucera?

Cena nigdy nie była dla mnie definicją luksusu. Luksusem jest rezultat, wiedza i pewność, że ktoś naprawdę rozumie twoją skórę. Danucera wyróżnia przede wszystkim jej pochodzenie. Danucera powstała z ponad 30 lat mojej pracy jako kosmetologa. Nadal patrzę na kosmetyk jak kosmetolog. Interesuje mnie tekstura, sposób pracy na skórze, kolejność aplikacji, reakcja skóry bezpośrednio po zastosowaniu i jej kondycja po tygodniach oraz miesiącach. Produkt ma być czysty, inteligentny i skuteczny. Danucera nie sprzedaje wyłącznie kremów – uczy kobiety, jak dbać o skórę. To fundamentalna różnica. Mogę sprzedać kobiecie bardzo drogi kosmetyk i wysłać ją do domu albo mogę pokazać jej, jak oczyszczać twarz, ile produktu stosować, jak wykonywać masaż, jak obserwować skórę i jak zbudować rytuał, który będzie potrafiła utrzymać przez lata. Dla mnie druga opcja ma znacznie większą wartość. Nie chcę uzależniać kobiety od kolejnych produktów. Chcę dać jej wiedzę i pewność siebie.

W dzisiejszych realiach niezwykle trudno utrzymać stałe grono pracowników – jest spora rotacja na rynku, a konkurencja podbiera najlepszych pracowników. To spore wyzwanie dla rynku beauty i pani salonu?

Oczywiście. Ludzie są największym wyzwaniem każdego biznesu usługowego, ale są też jego największą wartością. Przez lata zbudowałam duże zespoły w Stanach Zjednoczonych i jestem szczególnie dumna z tego, że wiele osób pracuje ze mną bardzo długo. To nie dzieje się przypadkiem. Nie wierzę, że można zbudować wyjątkowy zespół wyłącznie za pomocą wynagrodzenia. Wynagrodzenie musi być uczciwe, ale ludzie potrzebują rozwoju, standardów, edukacji, szacunku i poczucia, że są częścią czegoś, co ma znaczenie. Jestem wymagająca najpierw wobec siebie, później wobec innych.

W beauty nie można być „prawie dobrym”, kiedy klient oddaje nam swoją twarz, swoje ciało i swoje zaufanie. Wysokim wymaganiom musi towarzyszyć inwestowanie w człowieka. Chcę, żeby kosmetolog pracująca z nami za kilka lat była znacznie lepszą specjalistką niż na początku. Tutaj pojawia się coś, czego nie da się kupić razem z najnowszym urządzeniem: doświadczone oko, doskonałe ręce, intuicja i tysiące godzin praktyki. Technologię można kupić. Doświadczenia nie. Dlatego moim zadaniem jako właścicielki i liderki nie jest tylko zatrudnianie ludzi, ale tworzenie ekspertów.

Jakie ma pani dalsze plany na rozwój swojej działalności w Polsce? Powstaną kolejne salony w innych miastach lub nowe linie kosmetyków?

Mam ogromne ambicje związane z Polską, ale nauczyłam się, by nie mylić wzrostu z pośpiechem. Danucera Spa przy Pięknej 15 w Warszawie jest dla mnie czymś bardzo osobistym. Po tylu latach budowania biznesu w Stanach Zjednoczonych wracam z tym doświadczeniem do kraju, z którego wyjechałam. Chcę stworzyć w Warszawie miejsce absolutnie wyjątkowe – standard, metodę, zespół i kulturę, które będzie można rozwijać bez utraty jakości. Czy widzę Danucera w kolejnych miejscach? Oczywiście, widzę ogromny potencjał, ale nigdy nie będę otwierać salonów tylko po to, żeby mieć ich więcej. Skala nie może być ważniejsza od jakości. Podobnie myślę o produktach. Danucera będzie się rozwijała, ale nie zamierzam produkować kosmetyków po to, żeby zapełniać półki. Każdy kolejny produkt musi odpowiedzieć na pytanie: czy naprawdę ułatwi kobiecie życie albo poprawi kondycję jej skóry? Jeżeli odpowiedź brzmi „nie”, nie potrzebujemy go.

Czym wyróżnia się pani warszawski salon na tle innych salonów beauty?

Przede wszystkim tym, że nie chcę, żeby był po prostu kolejnym pięknym salonem. Danucera Spa w Warszawie jest miejscem, w którym przekładamy ponad trzy dekady mojego doświadczenia na konkretną metodę pracy ze skórą – The Danucera Method. Nie zaczynamy od urządzenia. Zaczynamy od człowieka. Patrzymy na skórę, jej strukturę, mięśnie twarzy, napięcia, sposób starzenia się, styl życia. Dopiero później decydujemy, jakich technik, produktów i technologii potrzebujemy. Naszym premierowym zabiegiem jest Danucera Sculpt & Lift. Łączymy w nim zaawansowane technologie prądowe z bardzo świadomą pracą manualną. Powtarzam swojemu zespołowi: urządzenie samo nie tworzy wybitnego zabiegu.

Rezultat tworzy osoba, która wie, kiedy, dlaczego i w jakiej kolejności go użyć. To właśnie chcę przenieść z mojego doświadczenia w Stanach do Warszawy: niezwykle wysoki poziom szkolenia, konsekwencję, odpowiedzialność za rezultat i coś, co nazywam Unreasonable Care – bezkompromisową troską o klienta. Chcę, żeby kobieta wychodziła od nas nie tylko z piękniejszą skórą. Chcę, żeby wychodziła spokojniejsza, bardziej świadoma i z poczuciem, że ktoś ją naprawdę zobaczył, wysłuchał jej i się nią zaopiekował. Właśnie tym powinien być współczesny luksus.

Zdobywała pani doświadczenie we Francji i za oceanem. Które doświadczenia, z perspektywy czasu, uważa pani za najcenniejsze?

Każde z tych miejsc dało mi coś innego. Polska dała mi fundament. Dyscyplinę, pracowitość, szacunek do pielęgnacji i przekonanie, że o siebie trzeba dbać regularnie, a nie dopiero wtedy, kiedy pojawia się problem. Francja nauczyła mnie estetyki i szacunku do rzemiosła. Tego, że piękno nie musi krzyczeć. Że dobry produkt, świetna technika i elegancja mogą być niezwykle wyrafinowane, a jednocześnie proste. Ameryka nauczyła mnie odwagi. Przyjechałam tam jako młoda kobieta z Polski z 20 dolarami w kieszeni. Musiałam nauczyć się języka, pracować, budować relacje i zaczynać od zera. Ameryka nauczyła mnie, że jeśli naprawdę jesteś dobra w tym, co robisz, ciężko pracujesz i nie przestajesz się uczyć, możesz stworzyć coś znacznie większego, niż początkowo sobie wyobrażałaś. Zaczynałam jako kosmetolog. I nadal nim jestem.

Jestem też przedsiębiorczynią, założycielką, pracodawcą, twórczynią marki i edukatorką – ale wszystko, co zbudowałam, wyrosło z mojego fachu. Gabinet nauczył mnie skóry. Klientki dały mi zaufanie. Rescue Spa nauczyło mnie budowania biznesu, a Danucera jest kulminacją wszystkiego, czego nauczyłam się przez ponad trzy dekady. I chyba właśnie dlatego, kiedy dziś patrzę na swoją drogę, sukces nie oznacza dla mnie wyłącznie tego, jak duża stała się firma. Największym sukcesem jest to, że nadal robię dokładnie to, co fascynowało mnie jako małą dziewczynkę: szukam odpowiedzi na pytanie, jak pomóc kobiecie czuć się lepiej we własnej skórze. Tylko dziś mam wiedzę, doświadczenie, zespół i możliwości, żeby pomagać w ten sposób tysiącom kobiet.