Mija dziesięć lat od pierwszej w Polsce rekonstrukcji piersi metodą breast-sharing, którą pan przeprowadził. Na czym polegała wyjątkowość tej operacji?
Breast-sharing polega na wykorzystaniu części tkanek zdrowej piersi do odtworzenia piersi po mastektomii. To rozwiązanie przeznaczone dla odpowiednio dobranej grupy pacjentek, u których można wykorzystać własne tkanki zamiast implantu lub bardziej rozległej rekonstrukcji z innej okolicy ciała. Dziesięć lat temu w Polsce była to procedura pionierska. Dziś patrzę na nią także jako na przykład szerszej zmiany w chirurgii piersi: coraz rzadziej myślimy o jednej standardowej metodzie dla wszystkich. Liczą się anatomia, historia leczenia, jakość tkanek, bezpieczeństwo onkologiczne i oczekiwania pacjentki.
Rekonstrukcja po mastektomii jest ważną częścią pana dorobku, ale chirurgią piersi zajmuje się pan znacznie szerzej. Z jakimi problemami trafiają do chirurga plastycznego kobiety, które nigdy nie chorowały onkologicznie?
Zakres jest szeroki. Pacjentki zgłaszają się z przerostem piersi, który może powodować dolegliwości bólowe i ograniczać aktywność, z asymetrią, opadaniem tkanek po ciąży, karmieniu albo dużej utracie masy ciała, niedorozwojem piersi czy problemami po wcześniejszych operacjach. U jednej osoby dominuje kwestia estetyczna, u innej funkcjonalna, a często oba te obszary się przenikają. Chirurgia piersi nie sprowadza się więc ani do rekonstrukcji po nowotworze, ani do powiększania implantami.
Czyli implant jest tylko jednym z dostępnych narzędzi?
Tak. Możemy zmniejszyć pierś, podnieść ją, skorygować asymetrię, wykorzystać własny tłuszcz pacjentki albo odpowiednio przemieścić jej własne tkanki. W części przypadków dobry efekt można uzyskać bez wszczepiania implantu. Najpierw trzeba zrozumieć problem pacjentki, a dopiero potem dobrać metodę. Rozpoczynanie rozmowy od wyboru implantu jest dużym uproszczeniem.
W swojej pracy rozwija pan również własne techniki operacyjne. Jednym z takich kierunków jest autopowiększenie piersi. Co kryje się pod tym pojęciem?
Autopowiększenie wykorzystuje własną tkankę piersi podczas jej podniesienia lub redukcji. Zamiast uzupełniać objętość implantem, odpowiednio przemieszczamy i modelujemy tkanki tak, aby poprawić projekcję piersi i wypełnienie jej górnej części. Opracowałem algorytm obejmujący cztery warianty takiego postępowania, dobierane do budowy piersi, jakości tkanek i stopnia opadania. Wyniki obejmujące 250 operowanych pacjentek prezentowałem podczas kongresu American Society of Plastic Surgeons. Autopowiększenie nie zastąpi implantu w każdej sytuacji, ale dla części kobiet jest interesującą alternatywą, gdy zależy im na poprawie kształtu przy wykorzystaniu własnych tkanek.
Co decyduje o tym, czy pacjentka powinna mieć implant, podniesienie, redukcję, czy zabieg z wykorzystaniem własnych tkanek?
Zaczynam od anatomii. Oceniam m.in. ilość własnej tkanki, jakość skóry, stopień opadania, położenie brodawki, asymetrię, szerokość klatki piersiowej i proporcje sylwetki. Znaczenie mają też przebyte ciąże, karmienie, wahania masy ciała, wcześniejsze operacje, historia chorób piersi i plany pacjentki. Dopiero z tych informacji powstaje plan. Chirurgia piersi bywa sprowadzana do rozmiaru, tymczasem o dobrym i trwałym efekcie decyduje znacznie więcej elementów.
Różowy Październik skupia uwagę przede wszystkim na profilaktyce raka piersi. Gdzie w tej rozmowie znajduje się chirurg plastyczny?
Przede wszystkim chirurg plastyczny nie zastępuje radiologa, ginekologa czy onkologa. Każda nowa lub niepokojąca zmiana w piersi wymaga właściwej diagnostyki. Nasza rola zaczyna się tam, gdzie pojawia się potrzeba rekonstrukcji, korekcji deformacji, asymetrii, przerostu czy skutków wcześniejszego leczenia. W przypadku pacjentek onkologicznych możliwość rekonstrukcji warto brać pod uwagę już na etapie planowania terapii, bo wcześniejsze decyzje, w tym zakres operacji czy radioterapia, mogą wpływać na późniejsze możliwości odtworzenia piersi.
Czy po mastektomii wybór rzeczywiście nie ogranicza się do implantu?
Zdecydowanie nie. Rekonstrukcję można przeprowadzić z wykorzystaniem implantu, własnych tkanek, przeszczepu tłuszczu lub metod łączonych. W odpowiednio dobranych przypadkach jedną z możliwości jest również breast-sharing. Każde rozwiązanie ma wskazania i ograniczenia, dlatego nie istnieje jedna „najlepsza” rekonstrukcja dla wszystkich kobiet. Celem jest metoda bezpieczna onkologicznie i możliwie dobrze dopasowana do anatomii, przebiegu leczenia oraz oczekiwań pacjentki.
A kiedy duży biust przestaje być kwestią estetyki, a staje się problemem zdrowotnym?
Gdy zaczyna wpływać na codzienne funkcjonowanie. Pacjentki z dużym przerostem piersi mogą zgłaszać bóle pleców i karku, odparzenia oraz przewlekłe podrażnienia skóry, trudności podczas aktywności fizycznej czy problemy z doborem bielizny. Redukcja piersi nie musi więc wynikać wyłącznie z potrzeby zmiany wyglądu. Dla części kobiet jej najważniejszym efektem jest poprawa komfortu życia. Równolegle dbamy o proporcje i kształt piersi, ale punkt wyjścia bywa funkcjonalny.
Wokół implantów piersi narosło sporo pytań. Sam prowadził pan badania obejmujące tysiąc pacjentek po augmentacji. Co kobieta rozważająca taki zabieg powinna dziś wiedzieć?
Implant jest wyrobem medycznym, a decyzja o jego zastosowaniu powinna być świadoma. Pacjentka powinna wiedzieć, jaki rodzaj implantu proponujemy, dlaczego właśnie taki, jakie są alternatywy, możliwe powikłania i jak wygląda kontrola po operacji. W swoich badaniach analizowałem m.in. bezpieczeństwo i efekty implantów nanoteksturowanych w dużej grupie pacjentek, ale żadna technologia nie zwalnia chirurga z właściwej kwalifikacji. Implant nie powinien być traktowany jak produkt wybierany wyłącznie według objętości.
Czy przed operacją estetyczną piersi potrzebna jest diagnostyka?
Tak, a jej zakres dobiera się indywidualnie do wieku, wywiadu rodzinnego, wcześniejszych chorób i wyników badań. Chirurgia estetyczna nie może funkcjonować obok profilaktyki zdrowotnej. Jeżeli pojawia się zmiana wymagająca wyjaśnienia, najpierw trzeba przeprowadzić diagnostykę, a dopiero później planować zabieg. O bezpieczeństwie operacji w dużej mierze decyduje już etap kwalifikacji i przygotowania pacjentki.
Po kilkunastu latach pracy z pacjentkami i rozwijania kolejnych metod – co uważa pan za największą zmianę w chirurgii piersi?
Indywidualizację. Coraz mniej opieramy się na jednym schemacie, a coraz częściej łączymy różne techniki i dopasowujemy je do anatomii oraz potrzeb konkretnej osoby. Dotyczy to rekonstrukcji po mastektomii, operacji funkcjonalnych i zabiegów estetycznych. Z takiego myślenia wynikało moje zainteresowanie breast-sharingiem czy rozwijanie metod autopowiększenia. Nie chodzi o to, aby każdej pacjentce proponować najbardziej skomplikowaną operację, ale żeby mieć wystarczająco szerokie doświadczenie i repertuar metod, by wybrać tę właściwą.
Prof. dr hab. n. med. Paweł Szychta od lat łączy praktykę kliniczną z działalnością naukową w obszarze chirurgii plastycznej i rekonstrukcyjnej. W jego dorobku znajduje się ponad 12 tys. przeprowadzonych operacji i ponad 60 publikacji naukowych, a w swojej pracy rozwija również własne techniki operacyjne. W 2016 r. przeprowadził pierwszą w Polsce rekonstrukcję piersi po mastektomii metodą breast-sharing.
Chirurgia plastyczna – prof. dr hab. n. med. Paweł Szychta
al. Niepodległości 761, lok. 1.3
81-838 Sopot
tel. +48 887 700 700
www.chirurgiaplastyczna.pl · www.plasticsurgery.pl
Instagram: @prof.szychta · @chirurgiaplastyczna.pl


