Faktura Dworczyka przebiła ośmiorniczki PO? Sprawdziliśmy, co mógł zamówić minister za ponad 4,3 tys. zł

Faktura Dworczyka przebiła ośmiorniczki PO? Sprawdziliśmy, co mógł zamówić minister za ponad 4,3 tys. zł

Michał Dworczyk
Michał Dworczyk / Źródło: Newspix.pl / TEDI
Do ośmiorniczek PO dołączyła właśnie kolacja Dworczyka. W kolejnym mailu, który wyciekł rzekomo ze skrzynki ministra, znajduje się faktura za kolację w hotelu Maria w Wałbrzychu na 4320 zł. Co mógł jeść minister? Sprawdziliśmy.

Słynne już ośmiorniczki z restauracji „Sowa i Przyjaciele”, za które czołowi politycy byli wyśmiewani przez lata, to jeszcze nic. W jednym z najnowszy „maili Dworczyka” pojawiła się faktura za kolację w Hotelu Maria w Wałbrzychu, podczas której minister czterokrotnie przebił wyczyn kolegów z PO. Co mógł zamówić? Sprawdziliśmy.

W mailu, który dotyczył wydatków partii w okręgu wałbrzyskim, poznaliśmy bardzo interesujące szczegóły z 31 października 2019 roku. Okazuje się bowiem, że z funduszy PiS, a właściwie – jak zaznacza autor – składek członkowskich lokalnych działaczy partii, opłacono kolację w wałbrzyskim hotelu Maria.

Faktura za halloweenową kolację opiewa na 4320 zł. Przy takim wyniku, wyczyny , czy  z Bartłomiejem Sienkiewiczem, to drobne wydatki. Kolacja dwóch pierwszych miała bowiem kosztować około 1435 zł, a obiad drugiej dwójki 822 zł. Co więc zamówił Michał Dworczyk i ile osób musiał ugościć? Tego nie wiadomo, ale postanowiliśmy to oszacować.

Impreza Michała Dworczyka. Co jedli goście?

Dla porządku, na samym początku przyjmijmy, że minister Michał Dworczyk zaprosił 24 gości. Wyliczenia będą więc prowadzone dla 25 osób. W naszych projekcjach posługujemy się danymi z menu za czerwiec – sierpień 2021, dostępnego na stronie internetowej Restauracji Maria w Wałbrzychu. Ponieważ nie ma w nim alkoholi, po orientacyjną informację o cenach trunków sięgnęliśmy do innego lokalu tego samego właściciela.

Warto, aby pamiętać, że wyliczenia są oparte na bieżących cenach, a kolacja odbyła się niemal dwa lata wcześniej. Obecnie, ze względu m.in. na wysoką inflację i skutki lockdownów, wiele lokali podniosło ceny – mogą być one zdecydowanie wyższe niż w momencie wystawienia faktury. Po tych wyjaśnieniach przejdźmy do meritum – jak szef KPRM mógł ugościć aż 25 osób?

Wariant pierwszy: Dużo jedzenia, mało alkoholu

Zacznijmy od przystawek. Na dobry początek kolacji dość oczywista przystawka, ale z niecodziennym twistem. Śledzik z chilli. W składzie oczywiście filet ze śledzia, ale także cebulka – klasycznie, oraz chilli i oliwa ziołowa – już mniej klasycznie. Cena za porcję to 14 zł. Dla 25 osób do faktury wpisujemy 350 zł.

Ale ile można o samym śledziu? Rozmowy o polityce na najwyższym szczeblu nie mogą się toczyć bez porządnego podkładu. Zacznijmy od zupy. Tu również wybieramy opcję bardzo klasyczną. Polski żurek staropolski z jajkiem sadzonym. Porcja kosztuje 18 zł, ale za chleb do zupy trzeba dopłacić 6 zł. Na naszej hipotetycznej imprezie to koszt 600 zł.

Po ciepłej zupie pora na danie główne. Tutaj wybór nieoczywisty. W ramach dobrej przyjaźni wybieramy placek po węgiersku! Pół kilograma placka ziemniaczanego z gulaszem to cena 39 zł za porcję. Kelnerka wbija więc na kasę dodatkowe 975 zł za 25 osób. Do obiadu trzeba jednak doliczyć coś na trawienie. Tutaj napotykamy na pierwszą trudność. Obecnie nie jest dostępna karta alkoholi hotelu Maria... ale to nic. Właściciele mają również drugą restaurację, która taką kartą dysponuje. Przyjmijmy więc, że ceny są podobne (przypominam, że to nadal zabawa). Do polskich dań wybieramy polską wódkę. Znany gorzki napój z organem w nazwie, w który znajdują się już śledzik, żurek i placek. Zawartość alkoholu w 100 g to 40 proc. Jedna butelka kosztuje 50 zł. Dla 25 osób przyjmujemy wersję delikatną – 12 butelek, czyli 600 zł.

Na deser strudel jabłkowy, bo nie było babcinej szarlotki. W składzie jabłko, ciasto francuskie, cynamon, bita śmietana i lody waniliowe. Quentin Tarantino aż się uśmiechnął. Słodkie zakończenie kolacji to 25 zł za porcję. Łącznie 625 zł.

Jak wiadomo, na jedzeniu się nie kończy. Trzeba się jeszcze napić, bo sprawy wagi państwowej nie chcą się rozwiązać. Jeszcze raz to samo. Kolejne 12 butelek ognistego napoju. Dodatkowe 600 zł. Na pożegnanie po tatarku, jednak nie wszyscy już mogą. Zamawiamy tylko 15. Goście zjedli, do rachunku doliczamy 525 zł i prosimy o fakturę. Łącznie 4275 zł.

Wariant drugi: „Michał, bez żartów, partia płaci” – dużo jedzenia i dużo alkoholu

W wariancie drugim przyjmujemy, że gospodarz nie szczędził partyjnego grosza. Goście pojedli i popili.

Na start, dla uczczenia tego, że wszyscy przybyli, zaczynamy od powitalnego kieliszka gorzkiego likieru ziołowego o niemieckobrzmiącej nazwie. Na dobre trawienie. 11 zł za kieliszek, łącznie 275 zł.

Przystawka to dla urozmaicenia carpaccio z polędwicy za 45 zł, bo miało być na bogato. Łącznie to 1125 zł.

Zupa będzie bardziej klasyczna, bo jeden z działaczy powiedział, że stara zasada mówi, że do wódki musi być rosół. Na stole pojawia się więc 25 talerzy złotego płynu z domowym makaronem i obowiązkowym okiem z tłuszczu. 14 zł za talerz, łącznie 350 zł. No ale skoro wywołano alkohol, to pan Michał nie mógł być złym gospodarzem. Żeby nie wywołać skandalu dyplomatycznego i niepotrzebnych kłótni, znów sprawdzony, polski produkt, tym razem po butelce na głowę. „Ruda” dla każdego, czyli 1250 zł. W tym momencie gospodarz orientuje się, że prezes może być wściekły, a za jakiś czas księgowy może wysyłać maile.

Czas na danie główne. Był rosół, musi być schabowy, albo jego substytut, bo u pani Marii, nawet schabowy nie jest nudny. Grillowany schab, grandine (cześć gości musiała wygooglować), kurki i groszek cukrowy. 56 zł za porcję. Łącznie 1400 zł. Na czole gospodarza zimny pot. „Reszta za swoje” – rozlega się smutny głos nad stołem.

Cena kolacji? Do tej pory 4400 zł, reszta na osobne rachunki.

Wariant trzeci: Przebić ośmiorniczki

W trzecim wariancie przyjęliśmy, że z tyłu głowy gospodarza ciągle były artykuły w prasie brukowej o obiadach z ośmiorniczkami. Postanowił więc, że i on zorganizuje ucztę opartą o owoce morza.

Przystawką znów będzie więc śledzik w chilli za 14 zł. Dla 25 osób to kwota 350 zł. Zupą dnia okazała się zupełnie przypadkowo zupa rybna. Gospodarz z radością za partyjne pieniądze zamawia porcję dla wszystkich. Łącznie 300 zł. Mówili, że ryby takie drogie, a na razie rachunek do przeżycia. Jednak goście skusili się też na sałatkę z łososiem. W składzie filet z łososia, bukiet sałat, sos chilli i sos vinegret. 44 zł za porcję, czyli 1100 zł.

Pora na danie główne. Tutaj wybór między czarnym makaronem z krewetkami a dorszem w płatach. Wśród gości niespodziewany zgrzyt, krótka kłótnia i wyraźny podział. Zamówienie podzielone niemal na pół. 12 razy krewetki i 13 ryb. 564 zł za krewetki i 507 zł za dorsza. Łącznie 1071 zł.

Nadszedł czas, żeby się napić. Skoro menu rybne to i alkohol musi być inny. Ktoś zaproponował mocny trunek z nazwą państwa z północy Europy. Tego, które nie jest krajem skandynawskim. Butelka za 100 zł, ale goście jacyś niechętni do picia. 15 butelek, czyli 1500 zł. Finalnie 4321 zł.

Rachunek na Prawo i Sprawiedliwość

Faktura, którą minister Michał Dworczyk wystawił w hotelu Maria w Wałbrzychu, opiewała na 4320 zł, z czego 320 zł to podatek VAT. Kolacja odbyła się 31 października 2019, czyli w Halloween, a rachunek opłacono przelewem 7 listopada, czyli dokładnie w dniu upływu terminu płatności.

Czytaj też:
Kolejny rzekomy mail Michała Dworczyka. „Poszedłem za radą Krzyśka Skórzyńskiego”

Źródło: WPROST.pl
 7

Czytaj także