NIK: na personalne roszady w Polskim Radiu poszły miliony

NIK: na personalne roszady w Polskim Radiu poszły miliony

Dodano:   /  Zmieniono: 1
fot. Wikipedia/ Mohylek
3,6 mln zł kosztowało powoływanie i odwoływanie kolejnych zarządów regionalnych rozgłośni Polskiego Radia w latach 2006-2008 - podała Najwyższa Izba Kontroli. W przypadku rozgłośni w Gdańsku i Warszawie kontrola zakończyła się wnioskami do prokuratury.
Największe zastrzeżenia NIK po kontroli 17 rozgłośni regionalnych dotyczą działalności rad nadzorczych. Izba zarzuca im, że "bardziej niż dobrem spółek interesowały się personalnymi roszadami w zarządach". Uznanie NIK znalazł natomiast wysoki poziom emitowanego przez regionalne rozgłośnie programu, który był zgodny "z misją nadawcy publicznego". Raport z kontroli trafił już do Sejmu.

Fatalna polityka kadrowa

Podstawowy zarzut NIK wobec rad nadzorczych dotyczy odwoływania i powoływania członków zarządów z naruszeniem przepisów, wewnętrznych uregulowań spółek i dobrych praktyk korporacyjnych.

Jako przykład tego ostatniego NIK podaje sytuację z pierwszej połowy 2006 r., kiedy wygasały zarówno kadencje zarządów III kadencji, jak i rad nadzorczych IV kadencji. Mimo apelu ministerstwa skarbu, by kończące swoją pracę rady nadzorcze powstrzymały się od wyboru nowych zarządów i pozostawiły to zadanie nowym członkom rad nadzorczych, w 13 spółkach wybrano zarządy IV kadencji. Skutek był taki, że część zarządów pracowała zaledwie jeden dzień - zostały bowiem odwołane przez nowe rady nadzorcze.

Jak zauważa NIK, "odwołania były natychmiastowe", "nie miały żadnego uzasadnienia, nie poprzedziła ich jakakolwiek analiza sytuacji finansowej rozgłośni. Pociągnęły za sobą falę odpraw, odszkodowań i ekwiwalentów za niewykorzystane urlopy", które kosztowały spółki w sumie 3,6 mln zł.

W podobnie błyskawicznym tempie, z pominięciem postępowania kwalifikacyjnego, powołano większość następnych zarządów. W przypadku niektórych kandydatów kryterium stanowiła osobista znajomość przyszłego członka zarządu z członkiem rady nadzorczej. "Np. przewodniczący Rady Nadzorczej Radia Olsztyn zgłoszoną przez siebie kandydaturę wprost tłumaczył sąsiedztwem i kontaktami prywatno-zawodowymi. W ich efekcie uznał, że proponowana przez niego osoba ma wystarczające kwalifikacje na członka zarządu spółki Polskiego Radia" - stwierdza NIK.

NIK zauważa także, że "tempo zmian kadrowych i brak odpowiednich procedur szybko się zemściły". "Aż w 14 spółkach rady nadzorcze V kadencji zmuszone były dokonać zmian osobowych w wybranych przez siebie zarządach, m.in. w związku z negatywną oceną pracy powołanych osób" - pisze NIK we wnioskach z raportu. W trzech spółkach, w których zarządy wybrano z naruszeniem prawa, zostały one odwołane po interwencji Ministra Skarbu Państwa. Jednak już po zastosowaniu odpowiednich procedur ich członkowie wrócili na swoje stanowiska niemal tego samego dnia.

Szczodre odprawy

"W Radiu Gdańsk odwołani i przywróceni w ten sposób członkowie zarządu nie omieszkali zainkasować sutych odpraw w łącznej kwocie 135 tys. zł" - podkreśla NIK. Izba wskazuje także, że umowy z członkami zarządów były pełne dodatkowych uprawnień, np. wydłużały czas wypowiedzenia do 6 miesięcy (Radio Kraków), gwarantowały wysoką premię lub tzw. kwotę gwarancyjną w chwili wygaśnięcia zatrudnienia (Radio Olsztyn), zapewniały zatrudnienie w spółce na stanowisku równorzędnym do zajmowanego przed zatrudnieniem w zarządzie (Radio Wrocław, Radio Warszawa).

Aż w 14 spółkach zagwarantowano członkom zarządów odprawy w wysokości trzymiesięcznego wynagrodzenia w przypadku rozwiązania z nimi umów o pracę. "Za kuriozum można uznać fakt, że w dwóch spółkach odprawy miały być wypłacone niezależnie od przyczyn odwołania ze stanowiska. Bulwersujący jest przypadek byłego prezesa Radia Warszawa, któremu spółka wypłacała przez ponad 1,5 roku pensję (łącznie 360 tys. zł), pomimo iż nie pełnił on już swojej funkcji, a na przydzielonym mu stanowisku (gwarantowanym umową) nie podjął nawet podstawowych obowiązków pracowniczych" - podkreśla NIK. Sprawa trafiła już do prokuratury.

Drugi wniosek do prokuratury dotyczy Radia Gdańsk. NIK zarzucił tamtejszej Radzie nadzorczej V kadencji m.in., że wyrządziła spółce "znaczną szkodę majątkową", zawierając z członkami zarządu korzystne dla nich umowy o pracę, które skutkowały wypłatą "odpraw w łącznej kwocie 177,7 tys. zł".

Misja zachowana

W tym samym czasie - jak podkreśla NIK - "dziennikarze radia, dotykani cięciami kosztów, skutecznie walczyli o odbiorców i realizowali audycje zgodne z misją publicznego nadawcy".

"Najwyższa Izba Kontroli ocenia pozytywnie realizację przez spółki radiofonii regionalnej audycji kulturalnych, edukacyjnych, publicystycznych i informacyjnych oraz programów dla mniejszości narodowych i etnicznych w ramach misji mediów publicznych. W emitowanym programie wysoki był udział tematyki regionalnej oraz audycji słownych" - głosi raport.

"Spółki radiofonii regionalnej uzyskiwały w kontrolowanym okresie wysoki wskaźnik słuchalności na poziomie 8,7 proc. (średnio dla całego kraju) i zajmowały czwarte-piąte miejsce wśród rozgłośni radiowych słuchanych w danym regionie. Średni koszt produkcji jednej minuty programu radiowego w latach 2006-2008 uległ obniżeniu o 0,9 proc., a czas emisji przypadający na jednego zatrudnionego pracownika zwiększył się o 1,8 proc." - podkreśla NIK.

"Kontrolerzy pozytywnie ocenili pracę dziennikarzy i redaktorów, negatywną ocenę wystawiono natomiast radom nadzorczym, które zamiast kondycją spółek i ich rozwojem zajmowały się zmianami i obsadzaniem kolejnych, nie zawsze kompetentnych osób w zarządach" - powiedział w piątek rzecznik NIK Paweł Biedziak.

Raport nie zawiera nazwisk osób bezpośrednio odpowiedzialnych za wskazywane przez NIK naruszenia, bo - jak powiedział Biedziak - zakazuje tego prawo. Wnioski do prokuratury skierowane zostały nie przeciwko konkretnym osobom, ale "w sprawie".

PAP, im
 1

Czytaj także