Pięć rzeczy, które powinieneś wiedzieć o Nord Stream 2

Pięć rzeczy, które powinieneś wiedzieć o Nord Stream 2

Dodano:   /  Zmieniono: 
Nord Stream 2 to biznesowa rozgrywka Rosji, Niemiec, Francji i Austrii, która ma przejąć europejski rynek gazu. Wszystko to kosztem Polski, Ukrainy i państw bałtyckich. Zgoda na ten rurociąg to koniec europejskiej solidarności energetycznej.

Gazprom 12 listopada 2015 r. w Petersburgu Gazprom zrobił małe i symboliczne ustępstwo na drodze do Nord Stream 2. Rosyjski gigant gazowy zredukował swój udział w tym projekcie do 50 proc. Wcześniej miał większość. Jeden procent zwolnionych przez Rosjan udziałów przypadło francuskiej spółce ENGIE, z którą Rosjanie planują nowe połączenie gazowe. W ten sposób wszyscy partnerzy Gazpromu posiadają po 10 proc. akcji – niemiecki E.ON i Wintershall, brytyjsko- -holenderski Shell i austriacki OMV. Dzień uroczystości nie był przypadkowy. Tego dnia, również w Petersburgu, 40 lat wcześniej, poprzednik Gazpromu Sojuzneftegaz Export podpisał pierwszą umowę na dostawy gazu dla Gaz de France. Dziś Rosjanie zabiegają o znacznie więcej. W zasadzie można powiedzieć, że są w trakcie przejmowania rynku energii Unii Europejskiej – wspólnie z Niemcami i interesownymi sojusznikami. Gazociągu Północnego nie trzeba przedstawiać – dwie jego nitki tłoczą od 2011 r. do Niemiec 55 mld m sześc. gazu rocznie. Dwie kolejne, czyli Nord Stream 2, zwiększyłyby dostawy błękitnego paliwa do 110 mld m sześc.

Jeżeli Gazprom dopnie swego i zacznie tłoczyć więcej gazu, stanie się to kosztem bezpieczeństwa ekonomicznego i energetycznego Polski oraz innych państw Unii Europejskiej z naszego regionu. A także strategicznej dla nas i Europy Ukrainy. Budowa nowego gazociągu faktycznie unieważni unijną politykę Partnerstwa Wschodniego i wepchnie Ukrainę w ręce Rosji. Nord Stream 2 to będzie już kolejny krok uzależniający Europę od rosyjskich dostaw i monopolu Gazpromu. I kolejny zrealizowany element rosyjskiej strategii dominacji zagranicznej uzyskiwanej przez dostawy gazu i politykę kontroli nad gazociągami. Na razie państwa Unii Europejskiej, które mogą zyskać „swoje” na Nord Stream 2, w tym przede wszystkim Niemcy, nie widzą większych przeszkód, by rozpocząć budowę. Co wcale nie oznacza, że Komisja Europejska da temu projektowi zielone światło. Składa się na to wiele powodów. Stan gry jest taki, że przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker polecił niewiele, czyli wykonanie analiz w tej sprawie. Dlaczego powinny być niekorzystne dla Nord Stream 2? Choćby z jednego podstawowego powodu: zgoda będzie oznaczać koniec europejskiej polityki solidarności energetycznej. Wiarygodność tej idei zrówna się z zerem.

1. TO PROJEKT, KTÓRY STAWIA ROSJĘ PONAD EUROPEJSKIM PRAWEM

Budowa Nord Stream 2 obejmuje dwie nitki, które – razem z istniejącym już połączeniem – umożliwią przeniesienie niemal całości tranzytu rosyjskiego gazu z lądu na Morze Bałtyckie, omijając w ten sposób państwa pośredniczące. Dotychczasowe kraje tranzytowe, w tym Ukraina i Polska, stracą w ten sposób nie tylko ważne źródło dochodu, ale również staną się znacznie bardziej wrażliwe na naciski ze strony Rosji. UE, budując strategię solidarności energetycznej, chciała uniknąć takiej sytuacji. Przyjęła w tym celu tzw. trzeci pakiet energetyczny. Ten zestaw unijnych przepisów to swoista tarcza Unii na rynku energii i gazu. W dużym uproszczeniu pakiet ten wyklucza z rynku te firmy spoza Unii, które mogą stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa dostaw w państwach członkowskich. Blokuje monopolistów. Można powiedzieć, że gdyby stosować przyjęte prawo, Rosjanie nie mieliby żadnej szansy na budowę gazociągu, którym mają równocześnie zarządzać i pompować w niego gaz. A jednak Rosjanie twierdzą, że w sprawie Nord Stream 2 to prawo ich nie obowiązuje, bo to projekt komercyjny i unijny. Wszak udziałowcami są prywatne spółki z Niemiec, Austrii i Francji.

Do podobnego stanowiska przychylają się Niemcy. W październiku ub.r. kanclerz Angela Merkel na zamkniętym spotkaniu chadeków miała zbagatelizować problem Nord Stream 2 i stwierdzić, że to projekt komercyjny. Wiceprzewodniczący KE Marosz Szefczovicz, krytykujący projekt kolejnej nitki rurociągu, stwierdził, że „jest to jeden z tylu prywatnych projektów, które by były tak często dyskutowane na najwyższym szczeblu politycznym”. I choć Rosjanie odsprzedali Francji 1 proc. swoich udziałów, są nadal dominującym akcjonariuszem spółki Nord Stream AG. Trudno więc uznać, że to projekt unijny, którego nie obowiązują przepisy. Ale Niemcy i ich sojusznicy prą do inwestycji. Ostateczną decyzję w tej sprawie będzie musiała więc podjąć Komisja Europejska, która zapowiada na razie niewiele: że skrupulatnie zbada planowaną inwestycję. Deklaracja to oczywiście pożyteczna, ale trzeba pamiętać, że Komisja już nieraz poszła na rękę Rosjanom w wyniku mocnego lobbingu niemieckiego i czyniła wyjątki od prawa europejskiego. Pozwoliła ostatnio Gazpromowi na korzystanie z niemieckiego gazociągu Opal, który jest przedłużeniem Nord Stream na lądzie i rozprowadza rosyjski gaz na południe Niemiec i dalej. Odbyło się to wtedy kosztem przede wszystkim Ukrainy. Sam Nord Stream też został wyłączony spod prawa unijnego. To kolejny koronny argument Rosjan, którzy uważają, że żadnej zgody unijnej nie potrzebują, bo Nord Stream 2 jest zwykłą kontynuacją projektu pierwszego.

2. TO PROJEKT, KTÓRY WIĄŻE ŚMIERTELNĄ PĘTLĘ NA UKRAINIE

Dla Ukrainy Nord Stream 2 stanowi zagrożenie najpoważniejsze. Dziś dla Rosji Ukraina, jeśli chodzi o gaz, to jeszcze partner strategiczny. Przez ukraińską sieć przesyłową Gazprom tłoczy tranzytem gaz na południe Europy. Jeżeli Nord Stream 2 zostanie uruchomiony, popłynie nim znaczna część tego surowca, która teraz kierowana jest na południe. Prosta tego konsekwencja będzie taka, że Ukraina straci znaczenie tranzytowe. A to z kolei umożliwi Rosji ograniczanie dostaw lub w ogóle zakręcenie kurka, jeśli będzie to leżało w interesie politycznym Kremla. Na Ukrainie już kilkakrotnie dochodziło do tzw. kryzysów tranzytowych, czyli obniżania przez Rosjan ciśnienia w rurze pod byle pretekstem. Rosja w ten sposób wymusiła na Ukrainie zawarcie korzystnego dla siebie porozumienia.

Konsekwencje tamtej wojny w postaci obniżonych dostaw odczuła cała Europa i choć od tamtej pory wprowadzono mechanizmy rynkowe w postaci tzw. rewersu, które mają rekompensować ewentualne przerwy dostaw do Polski, to Nord Stream 2 daje Rosji jeszcze większe atuty. Najlepiej ujął to premier Ukrainy Arsenij Jaceniuk. – Cel Rosji jest następujący: oddać na złom ukraiński GTS [systemy transportu gazu – red.], ominąć Ukrainę, pozbawiając ją, Słowację i Polskę miliardowych dochodów z tranzytu, i faktycznie stworzyć jeszcze jeden monopol na rynku energetycznym UE – powiedział. Łatwo sobie wyobrazić, jaką siłę miałby ów monopol. Pod koniec ubiegłego roku urządzenie do usuwania min „zagubiło się” w pobliżu rurociągu na Bałtyku. Dostawy przez rurę zostały nagle wstrzymane. Na szczęście braki rekompensował rurociąg jamalski. Nord Stream 2 zakłada jednak jego faktyczną eliminację. W przyszłości więc pojawiające się awarie gazociągu mogłyby wstrzymać lub znacznie ograniczyć eksport gazu do Europy. I na nic by się zdał mechanizm rewersu. Niemcy w pierwszej kolejności realizowaliby własne zapotrzebowanie, a „awaria” rurociągu byłaby faktycznym narzędziem wojny hybrydowej.

3. Ten projekt to koniec Jamału

Nord Stream 2 to też poważne zagrożenie dla Polski i gazociągu jamalskiego. Rosjanie, dysponując kolejnym alternatywnym gazociągiem o dużej przepustowości, czyli właśnie Nord Stream 2, mogą w niedalekiej przyszłości w ogóle stracić zainteresowanie przesyłaniem gazu „jamałem” do Polski i dalej tą drogą na Zachód. Albo podyktować nam swoje warunki cenowe. Eksperci alarmują, że Gazprom już wysyła sygnały, które mogą świadczyć o tym, że rosyjski koncern przygotowuje się do zamknięciagazociągu na Białorusi, np. na podstawie oceny, że rury i tłocznie są w złym stanie. Kto to sprawdzi i zweryfikuje? Czasu jest niewiele. Polsko-rosyjska umowa międzyrządowa na dostawy gazu kończy się w 2022 r. Dla Niemiec, do których płynie gaz przez „jamał”, to nie problem. Będą mogli zrekompensować sobie braki, kupując więcej gazu przesyłanego północą. Dlatego podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa prezydent Andrzej Duda tak mocno wystąpił przeciw temu projektowi i wsparciu, jakie udziela mu Berlin. – Nord Stream 2 nie jest przypadkiem dobrej współpracy polsko-niemieckiej. To w rzeczywistości nie jest problem biznesowy, ale polityczny. To projekt niezgodny z interesami Polski i Ukrainy – mówił Duda. Odpowiedzią Polski na niemiecko-rosyjskie plany jest powrót do idei połączenia gazowego z Norwegią. W tej sprawie odbyły się już konsultacje na najwyższym szczeblu rządowym. Czy przedsięwzięcie Baltic Pipe jest realne? Od pierwszego pomysłu na taki projekt upłynęło 15 lat. PGNiG posiada już w Norwegii własne koncesje na wydobywanie gazu. Czy to

Wicekanclerz Niemiec Sigmar Gabriel jest jednym z głównych adwokatów Nord Stream 2. W ubiegłym roku był pierwszym tak wysokim rangą niemieckim politykiem, który odwiedził Moskwę wystarczy? Bez względu na szanse tego projektu na pewno można powiedzieć, że promowanie takiego połączenia wzmacnia naszą pozycję w negocjacjach dotyczących Nord Stream 2. A dokładniej w działaniach, żeby tę inwestycję wspólnie z sojusznikami zablokować. Po przeciwnej stronie są już Finlandia, Austria i Niemcy.

4. Nie wiadomo, jak projekt wpłynie na środowisko

Nord Stream 2 to inwestycja, która będzie mieć wpływ na środowisko naturalne Morza Bałtyckiego. Do uzyskania zgody na budowę niezbędne są odpowiednie analizy. W przypadku pierwszych dwóch nitek gazociągu przygotowanie studium oddziaływania na środowisko zajęło trzy lata. To szansa na blokowanie i przeciąganie w czasie kolejnego projektu. Czy skuteczne? Nord Stream 2 to inwestycja transgraniczna.Analizy będą musiały wykonać Rosja, Niemcy, Dania, Finlandia i Szwecja. Bo to przez ich terytoria zostaną poprowadzone rury. Ale konsultować inwestycję będą też Polska i kraje nadbałtyckie. Nasz głos nie przesądzi jednak o budowie. Prawo do zablokowania projektu z powodów środowiskowych mają tylko tzw. gospodarze gazociągu. Mimo „prawa weta” można jednak opóźniać prace i podejmować w tym czasie inicjatywy polityczne. Koniec końców, gdy w Unii Europejskiej zabraknie woli politycznej do zablokowania gazociągu, powody środowiskowe nic nie dadzą. Zastrzeżenia wobec studium oddziaływania na środowisko przy budowie Nord Stream (a poważne wątpliwości miała sama Komisji Europejska) nic nie zmieniły. Pierwszy Nord Stream powstał. Zresztą podobnie jak w przypadku trzeciego pakietu energetycznego Rosjanie uważają, że wymóg środowiskowy można obejść. Argumentują wszakże, że budują bliźniaka Nord Streamu (tak go sami nazywają), więc i w tym przypadku nic nie potrzebują. Choć nawet to nie jest do końca prawda, bo trasa nowego gazociągu różni się od przebiegu pierwszego.

5. To projekt biznesowo-polityczny

Nord Stream 2 nie jest projektem komercyjnym, jak przedstawiają to Rosjanie i Niemcy. To podkreślają wszyscy krytycy tego gazociągu. I dodają, że problem trzeba widzieć przede wszystkim w perspektywie geopolitycznej, a nie gospodarczej. Jest to porozumienie między Niemcami i Rosją, wbrew interesom całej Unii. Te państwa zyskują najwięcej, także politycznie, i z tej prostej przyczyny najbardziej się w ten projekt angażują. Dowodów na to porozumienie nie trzeba szukać daleko. Po stronie niemieckiej akuszerem pierwszego projektu Nord Stream był kanclerz Niemiec Gerhard Schröder. Gdy przestał pełnić tę funkcję, zasiadł w radzie nadzorczej Nord Stream z pensją 250 tys. euro rocznie. Jak ujawniła telewizja ARD, w czasie zajmowania Krymu przez Rosjan 4 marca były kanclerz złożył poufną wizytę w ambasadzie rosyjskiej w Berlinie. Takich sojuszników Moskwa ma więcej. I wśród byłych polityków, i wśród niemieckich lobbystów gospodarczych. Zresztą i niemieckie władze nie ukrywają politycznego zaangażowania w tej sprawie. Nord Stream 2 negocjował z prezydentem Rosji wicekanclerz Niemiec Sigmar Gabriel, który potem mówił publicznie, że Bruksela nie powinna się wtrącać w ten projekt, a o przyszłości Nord Stream 2 powinny zdecydować kraje członkowskie.

Poza tym Rosja jest poważnym partnerem Niemiec od lat, a Berlin rości sobie prawa do pośredniczenia w negocjacjach z Moskwą nie od dziś. Dobrym przykładem tej symbiozy jest koncern BASF, który importuje i przetwarza rosyjski gaz. BASF ma śmiałe plany. Według niemieckich mediów chce przejąć znaczną część pól naftowych na Syberii. W zamian oferuje udziały w firmie dystrybucyjnej, która rozprowadza gaz do odbiorców w Niemczech. Kupowanie sojuszy to stara gra Rosjan po drodze do osiągania efektów politycznych na terytorium potencjalnie nieprzychylnym.Przykładem jest to, jak Rosja układa relacje z Finami. Pod koniec roku dzięki biznesowym ustępstwom i wsparciu programu jądrowego Rosja bardzo łatwo zyskała przychylność dla Nord Stream 2. Podobne zabiegi Rosjanie podejmują wobec Kopenhagi. Redaktor naczelny portalu BiznesAlert.pl Wojciech Jakóbik ocenia, że to zwykły mechanizm korupcyjny, któremu ulegają państwa Unii wbrew interesom całej Wspólnoty. ■

©℗ Wszelkie PRAWA ZASTRZEżone

Więcej możesz przeczytać w 8/2016 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Czytaj także