Recenzja Assassin's Creed: Mirage. Ta gra musi podzielić graczy

Recenzja Assassin's Creed: Mirage. Ta gra musi podzielić graczy

Assassin's Creed: Mirage
Assassin's Creed: Mirage Źródło: WPROST.pl
Assassin’s Creed: Mirage jest dokładnie tym, czego oczekuje powracający do serii fan… ale czy każdy gracz? Tytuł oczarowuje klimatem i jest odżywczym spojrzeniem na formułę rozgrywki. Jednocześnie upraszając ją może wylewać dziecko z kąpielą.

Dziś ciężko już zrobić grę, która zadowoli wszystkich odbiorców. Gusta mocno się obecnie dzielą, a każde podejście ma swoich zwolenników, jak i przeciwników. Jestem pewien, że Assassin's Creed Mirage także stanie się tytułem polaryzującym.

Jak pisałem w pierwszych wrażeniach z gry, nie byłem zbytnim fanem przeskoku znanej serii do mechanik RPG, którymi cykl raczył nas przez trzy ostatnie produkcje. Dla mnie AC pogrzebał wtedy sporą część swojej unikalności na rzecz rozwiązań, które działają u konkurencji.

Assassin’s Creed: Mirage jest zaś zdecydowanym powrotem do korzeni serii – w dobrym i złym tego słowa znaczeniu. Dla tkniętych nieco nostalgią graczy jak ja jest to tytuł znakomity. Jednocześnie atuty tej produkcji inny odbiorca może potraktować jako dotkliwe ciosy w najlepsze elementy ostatnich gier Ubisoftu.

Fabuła – Basim rozprawia się z Bagdadem

Sam początek historii przypomina krótkie szkolenie dla nowych graczy. Parominutowe intro wprowadza w miejsce akcji, a nawet zapowiada nam postać Basima Ibn Ishaqa. Obecnie to jedynie rzezimieszek, choć jak tłumaczy lektor – przeznaczone mu są wyższe cele. Jest to pewien zręczny kompromis narracyjny między osobami, które grały w Assassin's Creed: Valhallę i tymi, którzy nie mają pojęcia kim jest Basim.

Nie wdając się w spoilery, przez mało przemyślany plan nasz główny bohater wpada w ogromne kłopoty, z których ratuje nas przewodząca lokalnym asasynom Roshan. W krótkiej sekwencji jesteśmy szkoleni przez naszą nową mentorkę, a następnie akcja wysyła nas do Bagdadu na dalszą przygodę. Tym razem stawką jest jednak eliminacja agentów Zakonu Starożytnych, wciąż działającego przeciw Ukrytym.

Assassin's Creed: Mirage

Mocna sekwencja początkowa, która jasno zarysowuje wszystkie wątki i intrygi, zdecydowanie nakręca na dalszą grę. Fabuła postępuje zaś miarowo, z podziałem na poszczególne dzielnice miasta. Zgłaszamy się więc do danego biura asasynów, poznajemy nowe postaci, wykonujemy dla nich misje i w końcu odkrywamy tożsamość tajemniczego Starożytnego. Na koniec wymierzamy mu sprawiedliwość i idziemy dalej.

Każdy rozdział fabuły ma ukazywać nieco inne oblicze Bagdadu. To spory uczonych w Domu Mądrości, to wieczne układy kupców na ogromnym miejskim bazarze, niepokoje zbrojne bunty przeciw władzy czy też pałacowe intrygi w centrum Miasta Pokoju.

Basim zawsze jest w centrum wydarzeń i jest dość charakternym bohaterem, który współgra z innymi postaciami odbijającymi się od niego w dialogach. Kolejne zwroty akcji śledzi się więc przyjemnie, przez niezłą dynamikę między aktorami. Czasem jednak teatralizują oni swoje kwestie, co wypada sztucznie.

Assassin's Creed: Mirage

Zdarzają się też mocniejsze zgrzyty pisarskie, zwłaszcza w pompatycznych dialogach prowadzonych z pokonanymi Starożytnymi. Przykład owego: Umierający: Cóż widzę… miało być tu jaśniej. Basim: Niestety, na koniec wszyscy widzimy ciemność. Brzmiało to jak szkolne przedstawienie.

W trzech czwartych gry akcja traci nieco polotu. Na tym etapie dobrze poznajemy lokalną intrygę, w tle majaczy tajemnica koszmarów głównego bohatera i coraz jaśniej jawi się nam centralny konflikt między trzymającą sekrety w garści mentorką Roshan oraz szukającą odpowiedzi kompanką Basima – Nehal.

Jednocześnie sceny zaczynają być bardziej wymuszone, a scenariusz przyśpiesza i jak po torach zaczyna prowadzić do finalnej konfrontacji i odkrycia wielkich tajemnic. Koniec wiąże się z pewnym zaskoczeniem, którego nie zdradzę, ale zwrot ten jest całkiem nieźle przeprowadzony.

Eksploracja i grafika – Bagdad jest przepiękny

Moment, gdy po wstępie Bagdad staje przed nami otworem, był dla mnie jak danie dziecku worka z cukierkami. Z miejsca wspiąłem się na pierwszy dach i rzuciłem w wir poznawania kolejnych lokacji, zapełniania mapy, zbierana znajdziek i wykonywania drobniejszych misji. Trzeba przyznać, że świat gry jest sporo mniejszy w porównaniu do poprzednich tytułów. Wydaje się jednocześnie, że jest w nim mniej wypełniaczy.

Assassin's Creed: Mirage

Centralne miasto jest naszym placem zabaw już od wczesnych godzin gry, choć przyjdzie nam zwiedzać też garstkę innych osad, oazy, kawałek pustyni i tak dalej. Po wyjściu „w teren” do Bagdadu zawsze wraca się jednak z przyjemnością. W teorii określone dzielnice przypisane są do naszego poziomu, lecz w praktyce biegałem za tym, co akurat przykuło moją uwagę.

Gra pozwala na świetną zabawę i parę razy łapałem się na tym, że zupełnie przestałem zmierzać do celu misji i robię 10 innych rzeczy, „bo były po drodze”. Miasto żyje też swoim życiem i w końcu mamy do dyspozycji sporą aglomerację stłoczoną w jednym miejscu. Bardzo wyraźnie komplementuje to system parkouru, bo dzielnice można zwiedzać prawie nie dotykając ziemi. Wciągająca eksploracja jest jedną z koronnych zalet gry.

Stawiane nam przez fabułę misje nie są jednak niczym nowym. Śledzimy więc cele po ulicach miasta, podsłuchujemy rozmowy, podkradamy dokumenty zza pasa wroga i infiltrujemy pilnie strzeżone kompleksy – by wykraść informacje bądź wyeliminować nasz cel. Czasem w misji możemy wybrać jedno z zazwyczaj dwóch rozwiązań sytuacji. Są one jednak na poziomie „wejdziesz prawym, czy lewym wejściem?”. Przechodzenie gry drugi raz wydaje się więc zupełnie zbędne, bo dawane nam wybory są iluzoryczne.

Assassin's Creed: Mirage

Graficznie, tytuł prezentuje wysoki poziom (ogrywany był przeze mnie na PC). Nawet ze szczytów budynków gra wyglądała ślicznie i widać, że bardzo dużo uwagi poświęcono realistycznemu odtworzeniu miasta. Większe i bardziej okazałe budynki lśnią swoimi kopułami, chropowate ściany domów pokryte są różnorodnymi ozdobami, a ulice Bagdadu są kolorowe i przyjemne dla oka.

Postaci główne mają wiele rozpoznawalnych szczegółów, a ich ubiór jest wystylizowany, choć czasem eklektyczny. Dobrze wygląda nawet wszechobecny piach. Całość stylistycznie składa się w jednolity, autentycznie bliskowschodni obrazek, który chłonie się oczami. Mogę się jednak przyczepić do sporadycznych gliczy obiektów, czy zdarzających się błędów LOD, gdzie niskiej jakości element wyświetlany był mi tuż przed nosem.