Zapomniany Kruk poczeka na Perkoza? Gra o polskie śmigłowce wojskowe

Zapomniany Kruk poczeka na Perkoza? Gra o polskie śmigłowce wojskowe

Aleja Mi-2
Aleja Mi-2 / Źródło: mjr pil Marcin Sieradzki
Niedawno poznaliśmy chętnych do udziału w programie modernizacji śmigłowców Perkoz. Mimo to trudno wyrokować, czy pójdą za tym konkretne kroki, czy może finalnie nastąpi kolejne przesunięcie priorytetów. Lata mijają i od czasu słynnego, anulowanego za czasów ministra Macierewicza, kontraktu na Caracale, wojsko nadal czeka na nowe maszyny. Czy doczekamy się własnej kawalerii powietrznej?

Od sześciu lat priorytetem jest zakup dwóch eskadr śmigłowców uderzeniowych Kruk, które mogą zatrzymać wrogi czołg na polu walki. W tym czasie MON udało się kupić cztery Black Hawki dla Wojsk Specjalnych i tyle samo morskich AW101. To zaledwie osiem maszyn, w czasie gdy flota lotniczych oldtimerów coraz bardziej się zużywa, a potrzeby lotników są już liczone w dziesiątkach śmigłowców.

Śmigłowce na współczesnym polu walki to sprzęt niezbędny, pożądany, którego użycie w wielu przypadkach jest po prostu jedynym rozwiązaniem. Niczym powietrzna kawaleria mogą nadciągnąć nad pole walki, by na różne sposoby osłabiać wroga lub ratować żołnierzy. Na przykład z zaskoczenia niszcząc obronę przeciwnika, wykonując operacje specjalne, dostarczając posiłki lub ewakuując rannych. Dlatego każda nowoczesna armia posiada rozbudowaną flotę maszyn zarówno specjalistycznych, jak i wielozadaniowych. Także polskie wojsko powinno mieć takie śmigłowcowe zdolności.

Problem polega na tym, że o ile piloci są młodzi i dobrze wyszkoleni, to ich „rumaki” pamiętają jeszcze czasy Układu Warszawskiego. Większość maszyn to albo sprzęt produkcji ZSRR, albo też oparte na radzieckiej technologii polskie konstrukcje, takie jak PZL W-3 Sokół, który powstał w oparciu o technologię sprzed 30-40 lat. Ale są też rekordziści, np. lekkie śmigłowce Mi-2, ze względu na pękatą sylwetkę z cienką belką ogonową nazywane „czajnikami”. W 2017 roku obchodziły one pięćdziesięciolecie służby w Wojsku Polskim. Czyli pierwsze maszyny tego typu pojawiły się już ponad pół wieku temu. Z setek Mi-2, które służyły w wojsku, zdatnych do lotu pozostało niespełna 40. Dotychczas nie doczekały się jeszcze następcy.

Śmigłowce bojowe powinny być najnowocześniejszymi i najlepiej wyposażonymi obiektami w jednostkach. Przeznaczone do niszczenia wrogich czołgów i innych ważnych celów Mi-24, nazywane czasem „latającymi czołgami”, dwa lata temu, stały się zasłużonymi czterdziestolatkami. Pierwsze egzemplarze trafiły do Ludowego Wojska Polskiego w 1978 roku. Natomiast ostatnie, w najnowszej wówczas wersji Mi-24W, wyprodukowano w 1986 roku. Dziś są to maszyny szturmowe głównie z wyglądu i nazwy. Ich podstawowemu uzbrojeniu, radzieckim przeciwpancernym rakietom kierowanym, już dawno skończył się termin przydatności. Ostatnie zdatne do użycia wystrzelano na poligonie jakieś dziesięć lat temu. Dziś jedynymi środkami bojowymi są: karabin maszynowy w obrotowej wieżyczce, radzieckie rakiety niekierowane lub bomby. Mimo że od około dwudziestu lat pojawiały się plany modernizacji, jak i wymiany tych maszyn, nie zrealizowano ich do tej pory.

Kto widział Kruka?

Od momentu wstąpienia Polski do NATO planowano kupić nowe śmigłowce szturmowe produkcji zachodniej. Program ten o kryptonimie Kruk jest jednym z priorytetów tak zwanego Programu Modernizacji Technicznej. Od czasu rozpoczęcia wojny na wschodzie Ukrainy, czyli od 2014 roku, program Kruk jest na liście najpilniejszych zakupów. Dołączył do planów nabycia wyrzutni rakiet Homar i przeciwlotniczego systemu Wisła. W grze pojawiły się wówczas najnowsze światowe konstrukcje śmigłowcowe: Amerykańskie Boeing AH-64E Apache i Bell AH-1Z Viper, europejski Eurocopter (dziś Airbus Helicopters) Tiger oraz turecki T-129 ATAK. Niestety minęło sześć lat i wygląda na to, że Polska ‒ mimo deklaracji ‒ nie przybliżyła się do ich zakupu. Od kilku lat Ministerstwo Obrony Narodowej zastanawia się, czy musi przeprowadzić przetarg, czy może, jak to się stało z F-35, kupić maszyny z zastosowaniem procedury bezprzetargowej wynikającej z tak zwanego „podstawowego interesu bezpieczeństwa państwa”. Z perspektywy czasu można stwierdzić, że przeprowadzenie przetargu zajęłoby MON pewnie mniej czasu.

Aby wypełnić rosnącą lukę w śmigłowcowym arsenale zapadła decyzja o modernizacji przestarzałych Mi-24 poprzez uzbrojenie ich w nowe pociski kierowane. To są jednak doraźne rozwiązania, a brak nowych maszyn jest coraz bardziej odczuwalny. Kruk nadal pozostaje priorytetem na liście MON, ale w międzyczasie pojawiły się jednak kolejne pilne potrzeby.

W związku z niemal całkowitym wyeksploatowaniem wspomnianych pięćdziesięcioletnich śmigłowców Mi-2 przyspieszono program budowy ich następcy. Nosi on wdzięczny kryptonim Perkoz. Zasadniczo ma to być maszyna służąca zarówno do szkolenia pilotów, transportu, jak też bardziej ambitnych zadań. Chodzi przede wszystkim o rozpoznanie bądź atakowanie celów z użyciem rakiet kierowanych lub innego uzbrojenia. W ten sposób Perkoz ma w dłuższej perspektywie zastąpić wspomniane uzbrojone śmigłowce Mi-2 i W-3 Sokół, a może też wyręczyć częściowo maszyny szturmowe. Część ekspertów obawia się, że odnowione Mi-24 wraz z Perkozem mogą spowodować dalsze opóźnienie zakupu prawdziwych, nowoczesnych maszyn szturmowych. Ale może też zaistnieć inny scenariusz. Dla części oferentów biorących udział w programie Kruk Perkoz może być dodatkowym atutem w walce o „większą zdobycz”.

Kruk w parze z Perkozem?

Współczesny sprzęt wojskowy jest tak budowany, aby maksymalnie zunifikować jak największą liczbę elementów składowych oraz sposób obsługi i eksploatacji sprzętu. Najdalej proces ten zaszedł w broni palnej. Dzięki ujednoliceniu takich elementów jak lufa, zamek i magazynek, karabinek może się zmienić w pistolet maszynowy do walki z bliska lub wręcz przeciwnie ‒ broń wyborową do strzelania, mającą ogromny zasięg.

Wśród śmigłowców w podobny sposób powstał między innymi rosyjski śmigłowiec Mi-8. Na jego silniku, układzie napędowym oraz awionice zbudowano Mi-14 w wariancie morskim, który może lądować na wodzie, a także wspomnianą wcześniej maszynę szturmową Mi-24.

Nieco inną drogą poszedł koncern Airbus Helicopters, który stosuje wiele wspólnych elementów przede wszystkim w systemach elektronicznych i urządzeniach pokładowych. Dla pilota różne maszyny tego producenta obsługuje się podobnie, zwłaszcza od kiedy powszechnie zaczęto w nich stosować wielofunkcyjne ekrany zamiast analogowych „zegarów”. Wiele maszyn wojskowych korzysta też ze wspólnych części ze śmigłowcami cywilnymi, dzięki czemu można obniżyć ich koszt użycia. Lekki śmigłowiec H145, który prawdopodobnie będzie oferowany przez Airbus Helicopters w programie Perkoz, może przenosić podobne uzbrojenie co szturmowy Tiger, choć w zdecydowanie mniejszej ilości. Podobne wyposażenie ma też kokpit tego śmigłowca.

Amerykańska armia stosuje system, w którym różne śmigłowce używają silników tego samego typu. General Electric T700 napędza zarówno wielozadaniowe Black Hawki, jak też śmigłowce szturmowe Apache. Natomiast awionika i uzbrojenie z AH-64E Apache wykorzystuje znacznie mniejszy od niego, jednosilnikowy AH/MH-6 Little Bird. Używają go między innymi amerykańskie wojska specjalne.

W unifikacji jeszcze dalej poszedł koncern Bell w maszynach używanych przez US Marines. Formacja ta często walczy daleko od baz i działa z okrętów, na których zawsze brakuje miejsca. Wielozadaniowe UH-1Y Venom i szturmowe AH-1Z Viper mają 85 proc. wspólnych elementów. Identyczne jest też wyposażenie kabiny pilota oraz układ napędowy, łącznie z silnikiem GE T700. Znacznie ułatwia to obsługę i zmniejsza liczbę zapasowych części, które trzeba zmagazynować, co obniża koszt użycia. Również piloci, szkoląc się na jednym z tych śmigłowców, w zasadzie bez problemu mogą przesiąść się na drugi.

Choć tyle je łączy, to każda z maszyn spełnia swoje mimo wszystko różne i specyficzne zadania w sposób optymalny. UH-1Y służy do transportowania żołnierzy, ale jest też wyposażony w karabiny, działka i rakiety kierowane. AH-1Z to maszyna wyspecjalizowana do atakowania celów naziemnych. Może użyć przeciw nim zarówno rakiety niekierowane i naprowadzane laserowo, jak też potężne przeciwpancerne pociski kierowane Hellfire, stosowane również przez śmigłowce Apache. Unikalną zdolnością Vipera jest jednak możliwość przenoszenia pocisków powietrze-powietrze AIM-9 Sidewinder, takich, w jakie uzbrojone są samoloty F-16 czy F-35. Posiada też działko lotnicze kierowane ruchami głowy załogi. Ta funkcja, stosowana przez wiele armii, w różnych konfiguracjach maszyn, jest oparta na hełmie TopOwl koncernu Thales. W przypadku US Marines, funkcjonalność tego systemu oraz praktyczne ujednolicenie wyposażenia kabin 2 członków załogi Vipera pozwalają na sprawną wymienność ról między pilotem a operatorem uzbrojenia.

Tego typu unifikacje i wysokie możliwości operacyjne stanowią atut, szczególnie gdy dotyczą niewielkiej floty maszyn działającej przy ograniczonym zapleczu. Jest to jeden z powodów, dla których na zakup duetu ośmiu śmigłowców wielozadaniowych UH-1Y Venom i czterech uderzeniowych AH-1Z Viper zdecydowały się siły zbrojne Republiki Czeskiej. Jakiś wpływ na decyzję mogła mieć tutaj obecność centrum kompletacyjnego i naprawczo-remontowego Bella w Pradze.

Synergia lub stagnacja

Wracając do rozwoju samych programów ‒ oczywiście istnieje ryzyko, że Perkoz „zje” Kruka, tak jak zakup samolotów piątej generacji F-35 w programie Harpia spowodował kanibalizację środków przeznaczonych na duże programy, takie jak Orka (zakup okrętów podwodnych), system obrony przeciwlotniczej Narew czy druga faza Wisły.

Z drugiej strony, istnieje też szansa, że Perkoz i Kruk będą się uzupełniać i przez to staną się bazą dla spójnej i nowoczesnej floty śmigłowcowej. Powinny ją tworzyć elementy dobrze współpracujące z sobą i uzupełniające swoje możliwości, zarówno na płaszczyźnie zdolności bojowych, jak i cech eksploatacyjnych oraz użytkowych. Czas pokaże, czy uda się wypracować tak dojrzałe rozwiązania.

Źródło: PAP, defence24.pl, dziennikzbrojny.pl, zbiam.pl, news.bellflight.com, boeing.com, pzl.swidnik.pl

Czytaj także

 0