Na Morzu Czerwonym wciąż niebezpiecznie. Indie szukają alternatywnych tras

Na Morzu Czerwonym wciąż niebezpiecznie. Indie szukają alternatywnych tras

Tankowiec, zdjęcie ilustracyjne
Tankowiec, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Fotolia / newroadstore
Indie chcą zwiększyć import ropy z alternatywnych źródeł w związku z atakami na statki na Morzu Czerwonym.

Ponieważ ataki rebeliantów Houthi na statki przepływające przez Morze Czerwone grożą zakłóceniem światowych przepływów energii, Indie zaczynają szukać dostaw ropy z Bliskiego Wschodu i innych krajów. Rząd Indii doradza handlowcom, aby zdywersyfikowali zakupy ropy poprzez pozyskiwanie dostaw z Zatoki Perskiej i Azji Środkowej, podają źródła Bloomberg.

Niebezpiecznie na Morzu Czerwonym

Dzieje się tak dlatego, że tankowce z Morza Śródziemnego i Morza Północnego, które zwykle przepływają przez Morze Czerwone, mogą być zmuszone do zmiany trasy, co wydłuża czas wysyłki.

Indie nie mogą sobie pozwolić na dłuższe czekanie na ropę – kraj musi nadążać za silnym popytem wewnętrznym. Chociaż indyjskie rafinerie nie odnotowały bezpośredniego wpływu na ilość przetwarzanej ropy, niektóre koncerny naftowe, takie jak Bharat Petroleum, zapewniły już alternatywne dostawy ropy, twierdzi źródło Bloomberg.

Rafinerie również obawiają się zmniejszenia marż, ponieważ zaostrzenie sytuacji na Morzu Czerwonym spowodowało zawyżenie kosztów ubezpieczenia ładunków, które mogłyby zostać zaatakowane.

Statki atakowane

Jeden ze statków towarowych, MV Chem Pluto, został niedawno zaatakowany przez rzekomego drona w pobliżu zachodniego wybrzeża Indii. Kilka dni później premier Indii Narendra Modi omówił sytuację regionalną, w tym ataki na Morzu Czerwonym, z saudyjskim księciem koronnym Mohammedem bin Salmanem.

W poście na portalu X Modi powiedział: „Wymieniliśmy poglądy na temat sytuacji w Azji Zachodniej i podzieliliśmy obawy dotyczące terroryzmu, przemocy i ofiar śmiertelnych wśród cywilów”.

Wspierani przez Iran jemeńscy rebelianci Houthi zaczęli atakować statki po ataku Hamasu na Izrael 7 października. W ciągu ostatnich kilku tygodni zaatakowano tankowiec pływający pod norweską banderą, a także amerykański statek handlowy.

Nasilające się zamieszanie sprawiło, że niektóre przedsiębiorstwa żeglugowe, takie jak Maersk Tankers, pozwoliły swojej flocie skierować się z dala od Morza Czerwonego, wybierając trasy, które mogą wydłużyć ich podróże o tygodnie. Inni giganci żeglugowi, tacy jak MSC, Hapag-Lloyd i BP, również przekierowali statki z miejsc takich jak Kanał Sueski, który łączy Morze Śródziemne z Morzem Czerwonym.

Czytaj też:
Rosyjski okręt na Krymie trafiony. Są zdjęcia sprzed i po ataku
Czytaj też:
Zakłócenia sygnału GPS nad Polską. Pojawiają się hipotezy o celowym działaniu Rosjan

Źródło: Business Insider