PiS martwi się o rolników. "Polskie rolnictwo zbliża się do kubańskiego"

PiS martwi się o rolników. "Polskie rolnictwo zbliża się do kubańskiego"

Dodano:   /  Zmieniono: 1
Fot. sxc.hu / Źródło: FreeImages.com
Obecny rok może się okazać kolejnym rokiem strat w rolnictwie - ostrzegł poseł Henryk Kowalczyk z PiS, który wskazywał, że w czasie gdy rosną koszty produkcji rolniczej, w tym ceny paliw i nawozów, udział środków przeznaczanych w budżecie na rolnictwo - maleje. Henryk Kowalczyk przedstawił stanowisko klubu PiS wobec informacji o sytuacji w rolnictwie, którą zaprezentował Sejmowi minister rolnictwa Marek Sawicki.
Kowalczyk rozpoczął swoje wystąpienie od uwagi, że polskie rolnictwo zbliża się do kubańskiego. W ten sposób skomentował fakt, że przemówienie ministra Sawickiego trwało półtorej godziny. - Do Fidela Castro niedaleko - żartował poseł PiS.

Kowalczyk wykazywał następnie, że o ile 2007 rok był dla rolników bardzo dobry, to już w latach 2008-2009 rolnictwo ponosiło straty. Z tych strat wyłączył rynki rzepaku i żywica wołowego, które - jak przyznał - były stabilne. - Faktem jest również, że ceny na produkty rolne wzrosły w 2010 r., ale też trzeba pamiętać, że był to rok znacznych klęsk żywiołowych i znacznego spadku produkcji - mówił poseł, który przyznał następnie, że nie sposób oszacować, jakie będą ceny w tym roku, ale jego zdaniem już widać "niepokojące symptomy". Według niego są to m.in. rosnące ceny paliw, nawozów i energii.

"Gdzie są pieniądze dla rolników?"

Poseł przypomniał, że na dochody w działalności rolniczej składają się ceny produktów rolnych, koszty produkcji i dopłaty z UE oraz wsparcie z budżetu krajowego. Mówca odniósł się do wypowiedzi Sawickiego o interwencji na rynku mleka. Zdaniem Kowalczyka, interwencja ta nastąpiła za późno, a ceny mleka wciąż nie wróciły do poziomu z 2007 r. Poseł wytknął także resortowi, że powinien lepiej chronić polski rynek przed wwozem do Polski produktów o złej jakości. Powołał się na przypadki mięsa skażonego dioksynami - argumentował, że brak takiej ochrony tworzy zagrożenie dla bezpieczeństwa ludzi, ale także obniża ceny polskich producentów. - Budżet krajowy na rolnictwo niestety systematycznie z roku na rok maleje - ubolewał poseł PiS. - Jeśli przyrównamy do PKB, to udział budżetu przeznaczonego na rolnictwo spadł prawie o połowę, czyli z blisko 3 proc. w 2007 r., a teraz jest to już znacznie poniżej 2 proc. PKB - wyliczał. Jego zdaniem w tej sytuacji rolnicy nie otrzymują większych dopłat do paliwa, brak pieniędzy powoduje też negatywne zmiany w programie "Szklanka mleka".

Zdaniem Kowalczyka, Polska powinna żądać na forum UE różnych dopłat dla rolników w całej Wspólnocie, natomiast - jak wytykał - Sawicki zgodził się na konkluzję prezydencji węgierskiej, która mówi o stopniowym wyrównywaniu dopłat. Swoje wystąpienie Kowalczyk zakończył apelem o niedopuszczenie do produkowania w Polsce roślin genetycznie modyfikowanych.

Sawicki: nie róbmy złej atmosfery

Szef resortu rolnictwa ripostował, że dopłaty dla rolników są może niewystarczające, ale na pewno są duże. - Jeśli chodzi o wysokość budżetu, to jeśli w całości liczymy środki w ramach Wspólnej Polityki Rolnej i krajowe, to mamy wzrost z roku na rok i w tym roku mamy 54 mld zł na rolnictwo - powiedział. Minister zaapelował także do posłów, by nie robili złej atmosfery wokół polskiego i unijnego rolnictwa. - Nie oskarżajcie innych o to, że sprzedają nam mięso śmierdzące, zakażone, złe. Nie oskarżajmy, byśmy sami nie byli oskarżani - mówił. - Nie okłamujmy też polskiego społeczeństwa, że ten rząd wprowadza uprawy roślin genetycznie modyfikowanych. Jest to naprawdę nadużycie i nieuczciwość - zaznaczył. Jego zdaniem uczynienie Europy kontynentem wolnym od GMO jest dobrym pomysłem, o ile będzie to robione konsekwentnie i obejmie także zakaz importu takich roślin, pasz, itp.

 

Sawicki: kryzys ekonomiczny odbija się na rolnictwie

PAP, arb

 1

Czytaj także