Kapitalizm kolesiów

Kapitalizm kolesiów

Polski system prawny jest zaprojektowany w ten sposób, że KAŻDEMU MOŻNA WYKAZAĆ JAKĄŚ WINĘ. Osoby spoza kręgu kolesiów lub próbujące się z niego wyłamać mogą być w łatwy sposób zniszczone.

W idealnym świecie talent i wytrwałość gwarantują sukces. To marzenie o merytokracji. W realnym świecie pomagają koneksje. Kiedyś po znajomości można było dostać mieszkanie lub talon na małego fiata. Dziś częściej wspomina się o zdobyciu w ten sposób pracy. To system kolesiostwa [z ang. cronyism], czyli wzajemnie wspierających się sitw i układzików. Pomimo 25 lat wolności poczucie, że więcej zależy od tego, kogo znamy, niż od tego, co potrafimy, towarzyszy nam nieustannie. Przekaz, że żyjemy w kraju, którym zarządza z tylnego siedzenia „układ”, stał się przewodnim elementem kampanii Prawa i Sprawiedliwości, wiodąc tę partię do zwycięstwa w 2005 r. Pomimo usilnych starań centralnego układu nie znaleziono, a największe afery były wywołane przez samych członków tego rządu. Czy zatem oznacza to, że kolesiostwo zniknęło z naszego kraju? O ile wiara w centralną grupę trzymającą władzę wydaje się nazbyt paranoiczna, o tyle drobne układziki na poziomie lokalnym niewątpliwie są naszą dokuczliwą rzeczywistością. Pozostaje jednak pytanie o to, na ile nasz kraj znajduje się w sidłach układów. „The Economist” podjął się oszacowania tego za nas, a nie jest to zadaniem łatwym. Przede wszystkim określił on sektory wrażliwe, w których życie jest łatwe, a dochody pokaźne – w szczególności te uzależnione od dobrej woli polityków. Zaliczył do nich: kasyna, zbrojeniówkę, sektor wydobywczy, energetykę, infrastrukturę, sektor związany z nieruchomościami, przemysł ciężki, media takie jak telekomunikacja, woda itd. Następnie oszacował wielkość majątków miliarderów oraz podzielił te majątki na wynikające z zaangażowania w sektory wrażliwe i pozostałe. Badaniu poddane zostały 23 kraje, w tym Polska.

Część wyników, zwłaszcza w przypadku dużych gospodarek, nie zaskakuje. Bardzo kiepsko wypada Rosja, gdzie majątek miliarderów sięga 20 proc. PKB i prawie cały pochodzi z sektorów wrażliwych. Podobnie wygląda sytuacja na Ukrainie i w Meksyku. Zaskoczeniem jest jednak sytuacja Polski, przede wszystkim dlatego, że udział majątków miliarderów w naszym PKB jest właściwie zaniedbywany. Polska droga transformacji polegająca na prywatyzacji głównie z udziałem podmiotów zagranicznych doprowadziła do tego, że lokalni krewni i znajomi królika nie mogli się uwłaszczyć na majątku państwowym na znaczącą skalę. Nie znaczy to oczywiście, że takie przypadki w ogóle nie miały miejsca, jednak zakres nieprawidłowości był na tyle ograniczony, że zgromadzone majątki nie zdążyły się wystarczająco zakumulować, by zapewnić sobie dalsze profity poprzez wykup wpływu na władzę. Ponadto większość ze wskazanych branż jest ciągle w Polsce niesprywatyzowana, a co za tym idzie – nieefektywna i wciąż przynosi straty, za to oferuje świetne warunki zatrudnionym. W Polsce magnatami wydobywczymi są górnicy, transportowymi kolejarze itd. Ale są ich tysiące, a nie kilku. Dlatego dziś polscy bogacze mogą co najwyżej przynosić drinki oligarchom rosyjskim czy ukraińskim. Takiemu rozwojowi sytuacji zawdzięczamy brak grupy trzymającej władzę w Polsce.

Jednak kolesiostwo na mniejszą skalę jest zupełnie innym zjawiskiem, także takim, które dużo trudniej wykryć. Szczególnie że korzyści płynące z kapitalizmu kolesiów mogą być dzielone na małe strumyki gotowe, by karmić wielu, jak w przypadku górnictwa czy przywilejów związkowych. Pomimo uspokajających statystyk pokazujących, że oligarchia nam nie zagraża, to wiele zjawisk pokazuje, że nasz kraj ma wiele cech charakterystycznych dla krajów dotkniętych kolesiostwem.

PO PIERWSZE PRAWO

Jednym z podstawowych wyróżników krajów opanowanych przez kolesiostwo jest jakość stanowionego prawa. Wyróżnia się ono kilkoma cechami. Po pierwsze jest ono bardzo intruzyjne, regulujące każdy możliwy aspekt działalności, w tym działalności gospodarczej. Polskie prawo niewątpliwie stara się uregulować wszystko. Kolejne wysiłki deregulacyjne przynoszą efekty, ale o zbyt skromnym znaczeniu. Wstydem jest sam fakt, że trzeba było uwalniać zawód przewodnika. Tymczasem pod pretekstem dostosowywania przepisów do prawa unijnego wprowadza się coraz bardziej absurdalne rozwiązania luźno tylko związane z wymaganiami Brukseli. Nie można też zapominać o reliktach państwa autorytarnego, takich jak obowiązek meldunkowy – powszechnie ignorowany, ale obowiązujący. Po drugie prawo jest niejasne i podatne na interpretacje. To zmora wielu naszych ustaw. Prym wiedzie prawo podatkowe. Ustawa o złych długach jest skonstruowana w taki sposób, że do dziś nie wiadomo, jak prawidłowo ją stosować w firmach produkcyjnych, mimo że obowiązuje od ponad dwóch lat.

Po trzecie zmienia się bardzo często. Jako najlepszy przykład można dać ustawę o podatku VAT. Była ona nowelizowana już kilkaset razy i przypomina bardziej zbiór łat niż spójny akt prawny. Najbardziej przerażające jest jednak błędne koło uniemożliwiające uzyskanie stabilności systemu prawnego. Ustawa najczęściej pojawia się w ostatniej chwili bez stosownego vacatio legis i bez przepisów wykonawczych. Obywatele starają się wydedukować, jak spełnić ustawowe wymagania. Po kwartale pojawiają się przepisy wykonawcze oraz pierwsze interpretacje – często sprzeczne. Po roku pojawiają się pierwsze wyroki sądowe – czasem też sprzeczne. Po mniej więcej dwóch latach zasadniczo stosowanie prawa zostaje ustabilizowane i wtedy najczęściej pojawia się nowelizacja. Cykl rozpoczyna się na nowo. Po czwarte w końcu prawo nie jest na co dzień zbyt ściśle egzekwowane, ale stosowane wybiórczo. Zakres regulacji jest tak olbrzymi, że jakakolwiek systematyczna kontrola jest niemożliwa. Kontrole toczą się wokół tzw. chodzących tematów – czyli kruczków i niuansów masowo kontrolowanych w wielu firmach. Tym samym łatwo wywołać zawirowania w konkretnych branżach lub firmach. Wiele zależy od szczęścia, a często od tego, czy obywatel zostanie w porę ostrzeżony, jaki jest zakres zainteresowania kontrolerów, co pozwala uporządkować określony zakres działań wedle obecnej wykładni. Ostatnie naloty kontrolerów na firmy skażające alkohol mają zdecydowanie taki charakter. Nagle firmy są zamykane pod pozorem przekroczenia prawa, mimo że wcześniej ich działanie nie budziło zastrzeżeń, a przepisy się nie zmieniły. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców złożył w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury, podejrzewając, że chodzi o celowe niszczenie konkurencji.

Taka sytuacja służy oczywistemu celowi. Ma utrzymywać przedsiębiorcę w stanie stałej niepewności co do zgodności swoich działań z prawem. Konieczność śledzenia interpretacji, orzeczeń i zmian w prawie wymaga całych działów wsparcia prawnego – luksus nieznany małym i średnim przedsiębiorcom. Co więcej, wewnętrzne sprzeczności i niespójności powodują, że interpretacja urzędnika może zaważyć na istnieniu niemal każdej firmy. Przedsiębiorcy mogą po czasie wygrywać w sądzie, ale najczęściej ich firmy już dawno nie istnieją. Klasyczny przykład Romana Kluski nie jest odosobniony, jak łatwo się przekonać, odwiedzając stronę Stowarzyszenia Niepokonani 2012, które zrzesza przedsiębiorców poszkodowanych przez bezprawne działania urzędników. Działania te zresztą pozostają bezkarne. Skarb Państwa – czyli my wszyscy – zaczyna płacić olbrzymie odszkodowania ludziom pozbawionym majątku za zniszczone firmy, które mogłyby budować dochód narodowy. Wypłacone odszkodowania w 2012 r. opiewały na 34 mln zł, a to dopiero początek. Samo odszkodowanie dla firmy Ideon ma wynieść prawie 28 mln zł, dla CD Projekt zaś (następcy prawnego Optimusa) aż 65 mln zł. Skarb Państwa opóźnia wypłaty, fundując nam przy tym karne odsetki. Dla samego CD Projekt to raptem 400 tys. zł miesięcznie.

Tymczasem ustawa o odpowiedzialności urzędniczej jest martwym prawem. Przypadki, kiedy urzędnik z własnej kieszeni pokrył choćby część wyrządzonych szkód, są niezwykle rzadkie. Dlatego też można bez większych przeszkód zlecać urzędnikom „zadaniowe kontrole” w celu pognębienia niepokornych przedsiębiorców. Taka kontrola miała dotknąć Zbigniewa Jakubasa, zatrzymanie pracy firmy Marka Falenty to kolejny przykład. Na rozstrzygnięcie dotyczące jego zaangażowania w aferę podsłuchową przyjdzie jeszcze poczekać, ale jego działalność biznesowa została mocno zaburzona, żeby nie powiedzieć – zniszczona, już dzisiaj. Na wydawcę „Wprost” PMPG została właśnie nałożona kara przez Komisję Nadzoru Finansowego w wysokości 500 tys. zł za nierzetelność w sprawozdawczości finansowej. Zastanawia, dlaczego dopiero teraz nałożono karę za uchybienia z 2010 r. i dlaczego w tak dużym wymiarze. Urzędnicza opieszałość jest znana, ale bieżąca sytuacja polityczna czyni działania urzędników wysoce podejrzanymi. W skrócie: polski system prawny jest zaprojektowany w ten sposób, że każdemu można wykazać jakąś winę. Jest to nieuchronne w sytuacji, w której prawo się zmienia, zanim zdąży się ustalić obowiązująca interpretacja prawa wcześniej ustalonego. Aktualne jest powiedzenie prokuratora Wyszyńskiego: dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie. To w połączeniu z urzędniczą swobodą w interpretacji przepisów oraz brakiem odpowiedzialności powoduje, że osoby spoza kręgu kolesiów lub próbujące się z niego wyłamać mogą być w łatwy sposób zniszczone. To zresztą nie wszystko.

Tworzone prawo często powstaje na zamówienie lobbystów. Lobbing jest naturalnym elementem demokracji i metodą wyrażania interesów różnych grup. Przeprowadzany w sposób cywilizowany jest cennym elementem stanowienia prawa. Jednak z niejasnych przyczyn nie wszystkie grupy lobbingowe są traktowane tak samo. Politycy chętnie publicznie spotykają się z pielęgniarkami, górnikami czy niepełnosprawnymi. Jednak do spotkań z przedsiębiorcami, poza formalnymi grupami takimi jak Trójstronna Komisja ds. Społeczno-Gospodarczych, właściwie nie dochodzi. Wszystko to w imię unikania kolesiostwa. Czy oznacza to czystość w życiu publicznym? Oczywiście nie – zdeterminowani i dobrze ustosunkowani lobbyści nadal mogą łatwo zyskać dostęp do ucha władzy. Czasem są to spotkania wielkich naszego biznesu z ministrami, czasem zaś korumpowanie urzędników niższego szczebla, obdarzonych nieoczywistą władzą przez element przestępczy. Już w 2013 r. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców wykazał przestępcze działania w Ministerstwie Finansów, polegające na umieszczaniu w rozporządzeniach luk prawnych znanych grupom przestępczym. Niedoskonałości te były następnie wykorzystywane przez kilka lat do wyłudzania podatków. Łatanie jednej luki powodowało jednocześnie otwarcie następnej. Stąd seria afer dotyczących złomu, odpadów, złota. Ptaki ćwierkają, że następna będzie dotyczyła oleju rzepakowego. Prokuratura zgłoszenie przyjęła, zgodziła się z wnioskami, po czym postępowanie umorzyła ze względu na przedawnienie. Kolesiostwo na niższym szczeblu może przynosić całkiem znaczące profity.

PO DRUGIE ROZMIAR PAŃSTWA

Regulacje to jedna z form, w jakich kolesiostwo może działać. Rozchwiany system pozwala na wprowadzanie luk i przywilejów dla znajomych i niszczenie obcych. Równie skuteczne jest jednak bezpośrednie wpływanie na dostęp do zasobów. Dominują tu dwie metody. Po pierwsze to nominowanie swoich na stanowiska znajdujące się pod wpływem politycznym, po drugie zaś – posłużenie się redystrybucją.

O ile pozytywnie możemy oceniać w większości przypadków formę i przebieg prywatyzacji na początku transformacji, o tyle XXI w. wypada tu dużo słabiej. Większość dużych prywatyzacji zahamowano, zwykle pod pretekstem strategiczności sektorów i firm. Z jakiegoś powodu strategiczne w Polsce jest kopanie w ziemi, latanie samolotem, jeżdżenie pociągiem. Pozostały skanseny ubiegłego systemu – niewydolne i słabo obsługujące klientów, za to wymagające wsparcia. Pozostały także do obsadzenia przez swoich setki miejsc w zarządach i radach nadzorczych. To polityczny łup zwycięzców, a jego uszczuplenie jest politycznie nie do przyjęcia. W końcu to metoda budowania zaplecza oraz sposób na polityczną emeryturę. Przejście ministra Aleksandra Grada do energetyki, wice minister Joanny Strzelec-Łobodzińskiej do Kompanii Węglowej czy Pawła Tamborskiego na prezesa GPW to tylko kilka przykładów.

Poziom redystrybucji w Polsce również przekracza średnią w regionie. Prawie 42 proc. PKB stanowią wydatki sektora publicznego – to sporo pieniędzy do indywidualnego zagospodarowania. Wymuszona jawność publicznego wydawania pieniędzy miała doprowadzić do wolnego od korupcji działania administracji. Skupienie się na cenie jako najważniejszym kryterium w przetargu ma stwarzać pozory czystości i transparentności. W rzeczywistości istnieją znacznie subtelniejsze metody ustawiania przetargów. Wystarczy tak określić parametry przetargu, by tylko jeden dostawca był w stanie im sprostać. Określenie systemu operacyjnego telefonu jako iOS w wersji 7 ogranicza możliwe produkty do tych produkowanych przez Apple. Określenie szerokości wymusza najnowszy model. Specyfikacja przetargu na samochody dla urzędów kontroli skarbowej w zakresie wymiarów i rozpiętości lusterek zawęziło możliwość wyboru do opli insignia.

PO TRZECIE SYSTEM WZAJEMNEJ KONTROLI INSTYTUCJI

Kluczem do sprawnie działającej demokracji jest system wzajemnej kontroli instytucji władzy (checks and balances). RPP ma kontrolować NBP, NBP być niezależne od polityków, Rzecznik Praw Obywatelskich ma doglądać ochrony praw mieszkańców Polski, Trybunał Konstytucyjny zaś oceniać, czy stanowione prawo jest zgodne z założeniami naszego ustroju. Oczywiście wzajemna kontrola i niezależność są niewygodne i politycy oraz urzędnicy będą starali się niwelować ich skutki. Dojrzałość demokracji ocenia się także poprzez odporność na takie zakusy. W naszej części Europy demokracje są wciąż młode i słabe, co najlepiej widać na przykładzie Węgier, gdzie premier Orbán od kilku lat skutecznie demontuje wszelkie ograniczenia dla jego władzy. W Polsce ten aspekt zdaje się funkcjonować znacznie lepiej. O ile ściśle polityczna nominacja ministra Kwiatkowskiego na prezesa NIK nie wydaje się mieć negatywnego wpływu na funkcjonowanie tej instytucji – co można ocenić po krytycznych wobec rządu kolejnych raportach – o tyle próby dogadywania się poza formalnymi kanałami są niezwykle niepokojące. W szczególności widać to w przypadku rozmów prezesa NBP Marka Belki oraz ministra Sienkiewicza. Sienkiewicz postuluje koordynację pracy instytucji państwowych, co wydaje się godne pochwały, ale jednocześnie proponuje współpracę rozmontowującą mechanizmy wzajemnej kontroli i niezależności. Kolesiostwo w tym zakresie jest szczególnie niebezpieczne, gdyż pozwala na ukrywanie niewygodnych faktów, naginanie procedur oraz obchodzenie demokratycznych zasad. Udało nam się uniknąć oligarchii, co wcale nie było takie oczywiste. Jednak wciąż znajdujemy się w sytuacji, gdy instytucjonalna słabość państwa prowadzi do rozpleniania się kolesiostwa. Przybiera ono znacznie skromniejsze rozmiary niż u naszych wschodnich sąsiadów, ale i tak podgryza fundamenty naszego państwa ze szkodą dla nas wszystkich. Dziś rozwiązanie tego problemu wymaga poprawy funkcjonowania naszego państwa na bardzo podstawowym poziomie. Pierwszym i podstawowym warunkiem jest poprawa jakości stanowienia prawa. Prawo niestabilne i marnej jakości to pożywka dla korupcji i samowoli. Drugim jest ograniczenie dyskrecjonalnej interwencji państwa w życie gospodarcze i społeczne. Niewątpliwie pomogłoby tu dokończenie prywatyzacji i ograniczenie poziomu wydatków publicznych. Ale kluczowa w ograniczeniu tworzenia się sitw byłaby rotacja klasy politycznej. Tworzenie się siatek znajomości i poparcia wydaje się nieuchronne, zwłaszcza jeśli klasa polityczna pozostaje niezmienna – co niewątpliwie jest problemem naszego życia społecznego. W końcu przez dwie dekady oglądamy wciąż te same twarze. Ograniczenie kadencyjności na wszystkich poziomach władzy publicznej mogłoby być tutaj niezwykle istotne. Utrudniałoby to kolesiom znajdowanie stabilnego oparcia we władzy, a jednocześnie pozwalałoby na pojawianie się w polityce świeżej krwi – tak dziś potrzebnej i tak nieobecnej. �

AUTOR JEST PUBLICYSTĄ, DOKTOREM FINANSÓW, SZEFEM DZIAŁU EKONOMIA KWARTALNIKA „RES PUBLICA NOVA”.

TEKST UKAZAŁ SIĘ W 16. NUMERZE TYGODNIKA WPROST BIZNES. WIĘCEJ, O CZYM SIĘ MÓWI W BIZNESIE, PRZECZYTASZ W NAJNOWSZYM NUMERZE WPROST BIZNES, NOWYM TYGODNIKU EKONOMICZNYM DOSTĘPNYM WYŁĄCZNIE W WERSJI CYFROWEJ. DO POBRANIA W KAŻDĄ NIEDZIELĘ NA KOMPUTER, SMARTFON LUB TELEFON. SZUKAJ APLIKACJI WPROST BIZNES W APPSTORE I GOOGLE PLAY.

Okładka tygodnika WPROST: 32/2014
Więcej możesz przeczytać w 32/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0