Świecki dogmat

Świecki dogmat

Dodano:   /  Zmieniono: 
Lobbing zwolenników teorii globalnego ocieplenia jest tak silny, że media boją się przedstawiać sceptyczne opinie na ten temat. To bardzo wpływowa, w większości antyrynkowa inteligencja, opłacana z podatków, która wierzy, że państwo może wpływać na pogodę – mówi Martin Durkin.

Napisał pan ostatnio na Twitterze, że debata na temat klimatu nie istnieje. Czy to nie przesada?

Ta debata naprawdę się skończyła, ale nie dlatego, że teoria o globalnym ociepleniu została ostatecznie udowodniona naukowo. Chodzi o to, że bardzo trudno jest ją w ogóle prowadzić. Jeśli ktoś mówi, że ta teoria jest nonsensowna, ryzykuje utratę pracy.

Jak zachowują się w tej sprawie media?

Postawa mediów jest frustrująca. W demokracji dziennikarze powinni być krytyczni, szukać „za” i „przeciw”. Niestety, lobbing zwolenników teorii globalnego ocieplenia jest tak silny, że media boją się przedstawiać sceptyczne opinie na ten temat albo same czują się po prostu częścią tego klubu.

Kto jest w tym klubie?

Według mnie głównie tzw. nowa klasa, o której mówił kiedyś amerykański socjolog Daniel Bell. Chodzi o ludzi, którzy albo pracują w sektorze publicznym, albo są z nim jakoś powiązani. Mam na myśli np. nauczycieli, prawników, naukowców i urzędników. Inaczej mówiąc, to bardzo wpływowa, w większości antyrynkowa inteligencja, opłacana z podatków.

Dlaczego właśnie oni mieliby należeć do zwolenników teorii o zmianie klimatu?

Bo sami ustanawiają przepisy i wierzą, że państwo może wpływać również na pogodę. Poza tym globalne ocieplenie jest dla nich czymś więcej niż teorią naukową, jest programem politycznym. W tym towarzystwie łatwiej dziś powiedzieć, że islam jest straszną religią, niż skrytykować teorię o globalnym ociepleniu. Ona stała się już świeckim dogmatem.

Można dziś swobodnie głosić inne poglądy?

Naukowiec, który ma odwagę podważać obowiązującą dziś teorię na temat globalnego ocieplenia, musi się liczyć z tym, że spadną na niego gromy. Pamiętam, jak lecieliśmy z ekipą telewizyjną do Bostonu na wywiad z dwoma bardzo znanymi uczonymi. Rano dostałem od nich telefon, że uczelnie, na których pracowali, zagroziły im zwolnieniem. Dlatego nie dziwię się, że jeśli jakiś naukowiec wypowiada się sceptycznie na temat tej teorii, jest najczęściej emerytem.

Czy mógłby dziś powstać film taki jak „The Great Global Warming Swindle”?

Chcieliśmy nakręcić drugą część, ale w Wielkiej Brytanii nie znalazł się żaden nadawca, który chciałby go wyemitować. Nadawcy zachowują się jak ideologiczni bramkarze. Jedyną nadzieją jest w tej chwili internet. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Więcej możesz przeczytać w 51/2015 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Czytaj także