Tadeusz Kurek, NTT System: Na zmianę mentalności trzeba pracować przez lata

Tadeusz Kurek, NTT System: Na zmianę mentalności trzeba pracować przez lata

Tadeusz Kurek, prezes zarządu NTT Systems S.A.
Tadeusz Kurek, prezes zarządu NTT Systems S.A. Źródło: Materiały prasowe / NTT Systems S.A.
– Jeżeli chcemy, jako Polacy, być porównywani do Holendrów, Niemców czy Szwedów, musimy nie tylko wydajnie pracować ale również tak samo się rozwijać – czyli odpowiedzialnie. To znaczy: szanować pracowników, zapewniać im szanse na równy rozwój, nie generować niepotrzebnych odpadów, a już powstałymi dobrze zarządzać – mówi Tadeusz Kurek, Prezes Zarządu NTT System S.A., jedynej w Polsce firmy posiadającej wiodący na świecie certyfikat zrównoważonego rozwoju dla produktów IT, TCO Certified.

Certyfikacja TCO jest przyznawana produktom IT spełniającym restrykcyjne i kompleksowe kryteria środowiskowe oraz społeczne przez cały cykl życia. Obecnie mogą się nią pochwalić jedynie nieliczni producenci na świecie – NTT System Acer, Dell, Fujitsu, HP, Lenovo, Ciara i Insys. O drodze do uzyskania certyfikatu rozmawialiśmy z założycielem i prezesem firmy, Tadeuszem Kurkiem.

Skąd decyzja o przystąpieniu przez NTT do programu certyfikacji TCO?

Tadeusz Kurek, Prezes Zarządu NTT System S.A.: Powód był prozaiczny. Pod względem jakości nasze produkty od dawna spełniają międzynarodowe normy, w tym CE, Energy Star czy RoHS. Tyle że nasi konkurenci z branży regularnie zdobywali dodatkowe punkty w postępowaniach przetargowych, gdyż w swoich ofertach podkreślali posiadanie certyfikatu TCO na ich sprzęt IT.

Uznaliśmy więc, że wystąpimy również o TCO. W trakcie procesu zrozumieliśmy jednak, że w całej tej certyfikacji nie chodzi wyłącznie o to, by robić dobry produkt, ale o szereg innych rzeczy, związanych z odpowiedzialnym rozwojem.

TCO to nie tylko norma odnosząca się do standardów jakościowych. To też zapewnienie, że firma rozwija się w sposób zrównoważony i dba o ekologię. Mając TCO zobowiązujemy się, że wszyscy nasi dostawcy dbają o swoich pracowników, że w firmie nie ma mobbingu i że obowiązuje polityka antykorupcyjna. Dbanie o środowisko to nie tylko nie-zanieczyszczanie go, to także pozyskiwanie odpowiedniej energii, odpowiednia gospodarka magazynowa i odpadami.

Musimy np. zapewnić, że nie sprowadzamy, nawet pośrednio, towarów do produkcji sprzętu z krajów, gdzie nie jest kompletnie zachowana jakiekolwiek ochrona pracowników czy bezpieczeństwa pracy. Przystąpiliśmy m.in. do organizacji Responsible Minerals Initiative, zajmującej się monitorowaniem pozyskiwania minerałów z obszarów dotkniętych konfliktami i obszarów wysokiego ryzyka.

Dziś ani nie lobbujemy za wymogiem TCO w zamówieniach publicznych, ani nie sprzeciwiamy się takim zapisom. Uważamy, że trzeba dać innym firmom czas, by same doszły do podobnych wniosków, jak my. A najlepiej, gdyby to klienci wymuszali na producentach zachowanie pewnych standardów.

Osobiście chciałbym, by wszystkie firmy w Polsce miały taki certyfikat, bo to poprawia jakość naszego życia. Jeżeli firma dba o środowisko, o społeczeństwo i dostarcza dobry jakościowo produkt, który przy okazji nie odbiega cenowo od produktu, który tego nie zapewnia, to ja wolę go kupić.

Poza tym ja też jestem pracownikiem swojej organizacji i nie chciałbym pracować w firmie, do której ludzie przychodzą jak na ścięcie. Chcemy iść do pracy dlatego, że spotykamy się z ludźmi, z którymi jest przyjemność się spotkać.

Jak wygląda ścieżka certyfikacji? Czy trudno było je uzyskać?

Żeby otrzymać TCO, firma musi wcześniej przygotować się i wdrożyć szereg kryteriów. Jednym z nich jest posiadanie certyfikatów, takich jak ISO 9001, który dotyczy systemu zarządzania jakością, ISO 14001 – systemu zarządzania środowiskiem, ISO 45001 – zarządzania bezpieczeństwem i higieną pracy, wreszcie – SA8000 czyli system odpowiedzialności społecznej.

Na pewno wymagało to od nas dużo ciężkiej pracy i wysiłku. Musieliśmy przygotować firmę i pracowników. Certyfikacja SA8000 różni się od ISO m.in. tym, że w procesie certyfikacji ISO audytorzy prowadzą rozmowy z szefami i kierownikami działów. W przypadku SA8000 główny cel to pracownik – audytor rozmawia z personelem, wybiera sobie grupę pracowników, na przykład – tak jak to było u nas – z serwisu, magazynu i produkcji i pyta ich, jak funkcjonuje firma, jak się czują w otoczeniu, jak są traktowani.

Na tej podstawie powstaje raport audytorski, zawierający wnioski i rekomendacje, czy firma spełnia warunki niezbędne do uzyskania certyfikacji.

NTT jest dopiero trzecią firmą w Polsce, która otrzymała SA8000…

Tak, normę SA8000 wdrażaliśmy niecałe pół roku, zaczęliśmy we wrześniu 2021 r., a w lutym 2022 uzyskaliśmy certyfikat, za pierwszym podejściem. Pomysł stosowania certyfikatu SA8000 ma dobre uzasadnienie. Aplikując o niego firma w pewien sposób wymusza zmiany w swoim otoczeniu – jej poddostawcy też powinni spełniać określone warunki, jeżeli nie chcą stracić kontraktu.

Państwa europejskie, Japonia, Stany Zjednoczone to kraje, które można określić jako rozwinięte cywilizacyjnie. Jednak podzespoły produkuje się w wielu innych miejscach, na przykład w Bangladeszu, Wietnamie, Kambodży, Chinach, Laosie czy Gwatemali. Tam też istnieje relacja między pracownikiem i pracodawcą, tylko że praca w tamtejszych fabrykach może wywołać zdumienie i szok, że można tak traktować ludzi.

Co odpowiedzialność społeczna oznacza dla producenta sprzętu IT?

Mogę powiedzieć, co może oznaczać dla typowego Kowalskiego – gdy pójdzie do lasu, nie będzie potykał się o śmieci. Młodzi ludzie, idąc do pracy, będą czuć, że mają normalne szanse na rozwój i będą traktowani z szacunkiem. Nabywcy sprzętu będą mieć pewność, że to, co kupili, spełnia odpowiednie wymogi jakościowe i że powtarzalność technologii nie jest dziełem przypadku.

Firma odpowiedzialna społecznie dba o to, by jej sprzęt spełniał wszystkie normy, zużywał mniej energii i był produkowany w przyjaznym dla środowiska otoczeniu, na przykład w obiegu zamkniętym. My komponenty ze zużytych urządzeń staramy się naprawiać i dalej wykorzystywać, a nie wyrzucać i generować odpady.

Pytanie, czy takie kwestie mają znaczenie dla nabywców?

Ogólnie rzecz biorąc, klient w pierwszej kolejności sugeruje się ceną. Ponadto w obiegu liniowym produkty się kupowało, używało, a po zużyciu czy poważnej awarii – wyrzucało. Trzeba jednak ludziom uświadomić, że konieczne są zmiany w myśleniu.

To trochę tak, jak z odzieżą. Kto jeszcze 15 lat temu myślał, że kobiety i dzieci w Bangladeszu pracują w szwalniach po kilkanaście godzin dziennie za grosze? Klienci na zachodzie kupowali ubranie za setki euro, za uszycie którego ktoś dostał kilkadziesiąt centów i to jeszcze w warunkach urągających godności. Dziś takich szwalni nie ma, bo problem nagłośniono. Duże marki odzieżowe przestały sobie na to pozwalać, a za ich przykładem poszły mniejsze, tańsze. Wszystko się zmieniło.

Na potrzeby certyfikacji byliście audytowani. A jak sami pilnujecie przestrzegania norm?

W zakresie utrzymania jakości nie mamy żadnego problemu – ISO9001 mamy od 1997 r., więc to nie tak, że nagle nowe normy wywołały szok i musieliśmy robić rewolucję, żeby uzyskać certyfikat. Raz w roku tworzymy harmonogram audytów i mamy swoich audytorów wewnętrznych. Minimum raz w roku robimy audyty w działach, za pomocą których sprawdzamy zgodność funkcjonowania poszczególnych jednostek i procesów z wymaganiami norm.

Mamy również audyty zewnętrzne – normy ISO są audytowane raz w roku. Są audyty nadzoru, w ramach których sprawdzają nas niezależni audytorzy. W przypadku SA8000 audyt zewnętrzny odbywa się dwa razy w roku, przy czym raz jest to kontrola niezapowiedziana.

Teraz macie objęte certyfikacją TCO komputery W900A...

Tak, to komputery biurowe, dostępne w obudowach Tower lub Desktop. Za chwilę uzyskamy certyfikację na komputery All-in-One – uważamy, że mamy dobry produkt, który nie ustępuje markom zagranicznym. W tym wypadku certyfikacja to już proces czysto technologiczny, bo musimy dostosować technologię produkcji. Powinniśmy ją uzyskać na początku 2023 r. Spełnienie wszystkich kryteriów TCO jest niezależnie weryfikowane przez akredytowanych ekspertów z Taiwanu z firmy TUV Rheinland, a certyfikat przyznaje szwedzka firma TCO Development.

Kolejną linią produktów objętą TCO będą nasze notebooki. Nieco inaczej wygląda sprawa z serwerami. W naszych produktach opieramy się na technologii SuperMicro, wobec czego certyfikacja wymaga ścisłej współpracy z dostawcą. Myślę, że to możliwe do końca przyszłego roku. Dodam jednak, że akurat w przetargach na serwery nigdy nie wystąpiły wymogi TCO – wszyscy kierują się wymogami technologicznymi i parametrami systemów administracyjnych.

Czy w czasach kryzysu klienci w ogóle zwracają uwagę na takie rzeczy, jak certyfikacja sprzętu?

Gdy zaczęliśmy się starać o certyfikat TCO, kryzysu jeszcze nie było. W 2008 r. też był kryzys, który dwa lata później wygasł. Ten obecny może być dłuższy, ale po kryzysie też będzie życie.

Po drugie, wdrażanie norm ma sens, bo ma długoterminowe korzyści dla firmy – chociażby związane z tworzeniem zgranego zespołu kompetentnych, lubiących ze sobą pracować, ludzi oraz ze zmianą kulturową organizacji.

To znaczy?

Przykładowo, wdrożyliśmy system zarządzania energią ISO50001 – uczymy pracowników, by świadomie podchodzili do oszczędności energii. To przekłada się na zachowania, które przenosimy do domu – prąd oszczędzamy nie tylko w firmie.

Nie ukrywam, że jesteśmy z siebie trochę dumni, że udało nam się, jako jednej z nielicznych firm na świecie, przejść ten proces certyfikacji. Nie umniejszam pracy zespołu, ale to nie była żadna rewolucja: nie musieliśmy malować trawy na zielono.

Teraz dostrzegamy pewne rzeczy, których kiedyś nie widzieliśmy. Oczywiście, zwracałem uwagę na efekt ekonomiczny – im mniej zapłacę za wywóz śmieci, media, tym lepiej dla firmy. Ale teraz widzę, że system nakazowy jest gorszy od sytuacji, gdy potrzebę zmian rozumieją pracownicy.

Aby zmienić mentalność organizacji, trzeba pracować długie lata włożyć w to dużo wysiłku. Nie da się tego zrobić z dnia na dzień. Uważamy, że nasze osiągnięcia zmobilizują polskich producentów komputerów do wstąpienia na ścieżkę zrównoważonego rozwoju i pozyskania certyfikatów TCO dla produkowanych komputerów. Wpłynie to na jakość produktu i podniesie standardy producentów w zakresie środowiska oraz społecznej i ekonomicznej odpowiedzialności.
Źródło: Wprost
 0

Czytaj także