Sklonujmy sobie psa

Sklonujmy sobie psa

Ukochanego, dożywającego swoich dni czworonoga można sklonować. Chętnych podobno nie brakuje, mimo że takie zwierzęta są często chorowite. I różnią się od pierwowzorów.

Zwłoki psa trzeba owinąć w mokre ręczniki i włożyć do lodówki. Dzięki schłodzeniu w ciągu pierwszych pięciu dni po jego śmierci będzie można pobrać komórki nabłonka, które wraz z zawartym w nich materiałem genetycznym posłużą do klonowania. Tak w tłumaczeniu na język polski brzmią wskazówki dla właścicieli psów, którzy zdecydowali się zastąpić swoich czworo nożnych ulubieńców ich genetycznymi replikami. Cały algorytm postępowania jest opisany na stronie internetowej laboratorium Sooam Biotech. Ta południowokoreańska klinika sklonowała dotąd 600 zwierząt, w tym przede wszystkim psów. Działa na zasadach komercyjnych i jest jedyną placówką na świecie, która oferuje tego typu usługi. Sklonowanie psa kosztuje tam, bagatela, 100 tys. dolarów. Wysoka cena nie odstraszyła jednak pary weterynarzy z Luizjany, o których pisała niedawno amerykańska prasa.


O sklonowaniu ukochanego psa Melvina zdecydowali jeszcze za jego życia. W południowokoreańskim laboratorium urodziły się dwa klony Melvina: Henry i Ken. Kiedy Melvin zdechł, jego klony pomogły podobno właścicielom znieść stratę. Dlatego, jak zapewniali niedawno na falach NPR, amerykańskiej publicznej rozgłośni radiowej, myślą o ponownym sklonowaniu Melvina. Tym razem dla wnuka. Nie będzie z tym zresztą problemu, ponieważ Sooam Biotech prowadzi bank komórek psów. Przechowuje je do czasu, kiedy właściciel decyduje się na klonowanie. Koszt? Dodatkowe 3 tys. dolarów za pierwsze trzy lata i 100 dolarów za każdy następny rok.

CZYSTA KOMERCJA

O klonowaniu zwierząt myślano już w latach 70. ubiegłego wieku. Początkowo badano możliwości klonowana płazów, bo powielanie tą metodą ssaków uznawano wówczas za niemożliwe. Dopiero w 1996 r. udało się sklonować dorosłe zwierzę drogą transplantacji jąder komórkowych (po ang. somatic cell nuclear transfer, w skrócie SCNT). Dokonali tego Ian Wilmut i Keith Campbell, którzy doprowadzili do narodzin słynnej owcy Dolly.

Koreańczycy z Sooam posługują się podobną metodą. Jak zapewnia w rozmowie z „Wprost” David Kim, pracownik laboratorium Sooam, w przypadku Melvina pobrano jeszcze za jego życia fibroblasty, czyli komórki nabłonka. Naukowcy wyodrębnili w pobranym materiale jądra komórkowe i wprowadzili je do komórek jajowych dawczyni, oczyszczonych wcześniej z jej własnych jąder komórkowych. Zarodek został wszczepiony biorczyniom, które urodziły sklonowane zwierzęta. Według Davida Kima w Sooam można w ten sposób sklonować każdego psa, choć, jak przyznaje, „wiele zależy od jakości komórek pobranych od dawcy”.

Profesor Jacek Modliński, kierownik Zakładu Embriologii Doświadczalnej w Instytucie Genetyki i Hodowli Zwierząt PAN w Jastrzębcu, który pracę naukową rozpoczynał pod kierunkiem światowej sławy polskiego embriologa Andrzeja K. Tarkowskiego, podchodzi z dużą rezerwą do działalności Sooam i do samego pomysłu klonowania ulubionego psa. – Nie sądzę, aby w jakimkolwiek kraju europejskim mogła działać podobna klinika. Żadna komisja etyczna nie wyda zgody na tego typu badania – mówi prof. Modliński. – Oni tam nie uprawiają nauki, ale czystą komercję. Ta procedura zresztą zdrożała, bo pierwsze na świecie próby sklonowania psa kosztowały 50 tys. dolarów. Jednak to nie koszty budzą największe wątpliwości profesora. Zwraca on przede wszystkim uwagę na skutki uboczne klonowania zwierząt, o których klienci Sooam mogą nie być informowani. Oferowane im klony nie będą identyczne ze zwierzęciem wyjściowym, a przecież m.in. tego oczekuje właściciel. Ogólny wzór umaszczenia będzie podobny, ale kształt plam, ich wielkość i ich zarys już nie. Dlaczego tak jest?

Przy wszczepianiu obcego jądra komórkowego z jego materiałem genetycznym do komórki jajowej nie oczyszcza się jej z DNA mitochondrialnego [mitochondria mają własny genom, który różni się od tego w jądrze komórkowym – red.], a to, jak przyznaje także David Kim z Sooam, może mieć wpływ na wystąpienie różnic między pierwowzorem i klonem. Na przykład u człowieka jest 37 genów mitochondrialnych, które są dziedziczone właśnie od strony matki. Czy klony różnią się od ich pierwowzoru także osobowością? David Kim zaprzecza. Jego zdaniem pozostawienie DNA mitochondrialnego w komórce jajowej nie wpływa na zmiany w osobowości klonu. Przekonuje, że klonowane psy są dokładnymi genetycznymi replikami dawcy. Jeśli zaś różnią się osobowością, ma na to wpływ środowisko, w którym dorastają.

CAMPBELL BYŁ PRZECIW

Profesor Modliński, inaczej niż David Kim, nie bagatelizuje różnic, które występują u klonów, i przyznaje, że nie mógłby mieć złudzeń, że otrzyma tego samego psa. – Klonem rzeczywistym, zarodkowym, są bliźnięta jednojajowe, a pies sklonowany metodą SCNT może być podobny, ale nie identyczny z pierwowzorem, również pod względem osobowości – tłumaczy prof. Modliński. – Dlatego nie chciałbym sklonować mojego czworonoga. Rozmawiałem nawet o tym z Keithem Campbellem, twórcą owcy Dolly i zagorzałym psiarzem, który mimo że sklonował wiele innych gatunków zwierząt, nigdy nie zrobiłby tego z własnym psem. Profesor Modliński zwraca uwagę na wątpliwości bioetyczne, z którymi trzeba się zmierzyć. Skuteczność klonowania zwierząt, zwłaszcza psów, jest bardzo niska. – Nawet u bydła, u którego efektowność klonowania jest najwyższa, potrzebujemy przynajmniej kilku dawców komórek jajowych i matek zastępczych, żeby urodził się jeden klon, a u innych gatunków zwierząt znacznie więcej – przekonuje prof. Modliński. Laboratorium Sooam nie informuje o tym, co dzieje się z psami, które zostały wykorzystane przy klonowaniu. – Nie wiemy np., czy komórki jajowe są pobierane po uboju, czy za życia suki – dodaje Modliński.

Kolejną niewiadomą jest zdrowie sklonowanych psów. David Kim przekonuje, że SCNT nie ma żadnego wpływu na ich kondycję, a o tym, czy będą one zdrowe, zdecyduje w dużej mierze jakość opieki właścicieli. Jednak badania prowadzone na myszach i bydle, m.in. w Japonii, wykazały, że największą szansę na prawidłowy rozwój mają klony, których komórki pochodziły od nowo narodzonych zwierząt, a efektywność klonowania zmniejsza się z wiekiem zwierzęcia wyjściowego. U klonów, u których jądra komórkowe pochodzą z komórek osobników dorosłych, a tak jest w przypadku klonowania czworonogów, obserwuje się np. przyspieszone starzenie. Niektóre klony są obarczone chorobami rozwojowymi, a inne umierają w okresie życia płodowego albo zaraz po urodzeniu. Azjaci, z wyjątkiem Japończyków, mają jednak według prof. Modlińskiego dość specyficzne, bardziej liberalne podejście do klonowania. Nie jest więc wykluczone, że np. w Korei czy Chinach dojdzie kiedyś nawet do próby sklonowania człowieka. – Tym bardziej że człowieka, w teorii, jest nawet łatwiej sklonować niż np. psa – mówi prof. Modliński. – Mamy do czynienia z podstawowym pytaniem: czy nasz gatunek będzie klonowany, czy nie. Ja mam nadzieję, że nie.

WSKRZESZANIE MAMUTA

Sooam Biotech założył Woo Suk Hwang, światowej sławy koreański naukowiec, który w 2005 r., wraz z zespołem, pierwszy sklonował psa. Utrzymuje też, że sklonował pierwsze ludzkie zarodki, jednak dziewięć lat temu został oskarżony o oszustwa w publikacjach na ten temat i jego kariera się załamała. Zanim świat obiegła informacja o skandalu, ze współpracy z Hwangiem zrezygnował amerykański badacz Gerald Schatten, który nie mógł się pogodzić m.in. ze sposobem pozyskiwania ludzkich komórek jajowych do eksperymentów. Śledztwo przeprowadzone przez seulską uczelnię (Narodowy Uniwersytet Seulski) wykazało, że Hwang rekrutował dawczynie komórek spośród swoich studentek. Oficjalna kariera naukowa Koreańczyka stanęła więc pod znakiem zapytania, mimo to za prywatne pieniądze sponsorów Hwang założył Sooam. W 2009 r. Hwang został uznany winnym naruszeń bioetycznych i zwykłych oszustw. Odwołał się od tego wyroku i nie przerwał pracy w Sooam. W ubiegłym roku ukazały się na jego temat artykuły m.in. w magazynach „Nature” i „Science”, w których rozważano możliwość jego powrotu do świata nauki. Dziś Hwang próbuje znów zaistnieć. Sooam nagłaśnia ostatnio projekt rewitalizacji mamuta, przy którym współpracuje z Chińskim Narodowym Bankiem Genów (BGI).

W tej sprawie, podobnie jak w kwestii klonowania czworonogów, prof. Modliński zaleca jednak ostrożność. Dlaczego? Ponieważ aby rozważać przywrócenie do życia mamuta, potrzebne byłyby jego komórki, i to dobrej jakości. Wprawdzie zwłok mamutów wykopanych np. na Syberii jest sporo, ale nie jest to materiał z dobrze zakonserwowanymi jądrami komórkowymi, których można by użyć do transplantacji komórkowej. Istnieje alternatywny pomysł na wskrzeszenie mamuta autorstwa Japończyków. Naukowcy są przekonani, że jedynymi komórkami, które „być może” mogą przetrwać w dobrym stanie po zamrożeniu całego osobnika, są plemniki, czyli komórki męskie. Można sobie wyobrazić, że uda się kiedyś znaleźć takie komórki we względnie dobrym stanie i zapłodnić nimi komórki jajowe blisko spokrewnionego z mamutem słonia. – A potem metodą wstecznych krzyżówek być może uda się odtworzyć mamuta – mówi prof. Modliński.

Jego zdaniem większe szanse na powodzenie mają jednak projekty wykorzystania klonowania do ratowania zagrożonych wyginięciem gatunków zwierząt. Na razie efektywność takiego klonowania jest bardzo mała. Udało się wskrzesić koziorożca pirenejskiego, choć tylko na chwilę. Uratowano tkanki ostatniej samicy tego gatunku i przeniesiono jej materiał genetyczny do komórek kozy. Po setkach prób urodził się klon koziorożca, ale zmarł zaraz po urodzeniu. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 48/2015
Więcej możesz przeczytać w 48/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0